Reklama

Gwiezdne wojny George'a Lucasa. Wojna Lucasa z fanami

Dla miłośników „Gwiezdnych wojen" był stwórcą kosmicznego świata. Teraz nazywają go wandalem za to, że usilnie swoją sagę poprawia – pisze Rafał Świątek

Aktualizacja: 23.09.2011 12:31 Publikacja: 23.09.2011 12:03

Gwiezdne wojny George'a Lucasa. Wojna Lucasa z fanami

Foto: materiały prasowe

Od 16 września można kupić boks z dziewięcioma płytami Blu-ray. W zestawie: wszystkie części cyklu, a także dokumenty o ich realizacji, sceny niewykorzystane i wiele innych dodatków. Dla miłośnika „Gwiezdnych wojen" byłaby to pozycja obowiązkowa. Zwłaszcza, że filmy można obejrzeć w technologii HD.

Tyle, że z punktu widzenia zagorzałego fana przygód Luke'a i Lei boks nie jest upragnionym prezentem, lecz świętokradztwem. Reżyser, poprawiając w filmach obraz i dźwięk, zdecydował się m.in. na drobną zmianę w dialogach. W kluczowej scenie „Powrotu Jedi" uznał, że lord Vader nie powinien - tak jak dotychczas - rzucać się na Imperatora w milczeniu, ale krzyknąć przy tym „nie!".

To samo krzyczą wściekli na Lucasa ludzie, którzy wychowali się na „Gwiezdnych wojnach" i uznają je za dzieło kultowe, nie wymagające poprawek. Dla nich Lucas zabija legendę sagi.

Wojna fanów ze stwórcą trwa już kilkanaście lat. Zaczęła się, gdy w 20 rocznicę premiery „Gwiezdnych wojen" do kin ponownie trafiły pierwsze trzy odsłony cyklu poddane obróbce cyfrowej. Lucas „majstrował" wtedy m.in. przy strzelaninie Hana Solo z pewnym łowcą nagród. W starej wersji to Han oddał pierwszy strzał, co wskazywało, że pilot Sokoła Millenium potrafi grać nieczysto, gdy musi ratować własną skórę. W poprawionym filmie pierwszy strzelał łowca – Han Solo okazywał się więc bohaterem bez skazy.

Później reżyser wprowadził do filmów wiele innych modyfikacji – m.in. by stara trylogia tworzyła z nową (zrealizowaną w latach 1999-2005) spójną całość. Jednak najbardziej zmieniły się nie „Gwiezdne wojny", ale sam Lucas.

Reklama
Reklama

Jeszcze pod koniec lat 80. wystąpił w Kongresie z płomiennym przemówieniem przeciw poprawianiu już istniejących obrazów, krytykując ideę kolorowania czarno-białych produkcji.

Mówił: „W przyszłości łatwiej będzie zastąpić stare negatywy nowymi, zmienionymi w stosunku do oryginałów. To byłaby wielka strata dla naszego społeczeństwa. Nasze dziedzictwo kulturowe nie może być modyfikowane." Ale przestał tę zasadę odnosić do siebie, gdy postęp technologiczny umożliwił mu wprowadzanie poprawek do sagi, a odnowione „Gwiezdne wojny" zaczęły świetnie sprzedawać się w kinach. Tyle, że Lucasem nie kieruje wyłącznie chęć zysku.

Nigdy nie był w pełni zadowolony z „Gwiezdnych wojen" w ich pierwotnej formie. Jest znany z obsesyjnego wręcz perfekcjonizmu, dąży więc do wymazania z pamięci widzów dawnej trylogii. Chce, żeby istniały tylko nowsze – rzekomo lepsze – wersje jego dzieł.

W niedalekiej przyszłości fani mogą być pozbawieni dostępu do starych filmów cyklu. Firma Lucasa nie wznawia ich edycji. Tak jakby stwórca odbierał swoim wyznawcom obiekt kultu, choć to dzięki nim przeszedł do historii kina.

Film
Oscary 2026: Krótkie listy ogłoszone. Nie ma „Franza Kafki”
Film
USA: Aktor i reżyser Rob Reiner zamordowany we własnym domu
Film
Nie żyje Peter Greene, Zed z „Pulp Fiction”
Film
Jak zagra Trump w sprawie przejęcia Warner Bros. Discovery przez Netflix?
Film
„Jedna bitwa po drugiej” z 9 nominacjami Złotych Globów. W grze Stone i Roberts
Materiał Promocyjny
Działamy zgodnie z duchem zrównoważonego rozwoju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama