Nikt tak jak Anglicy nie potrafi podnieść realizmu do rangi sztuki ani przyglądać się współczesnym z taką przenikliwością i zarazem empatią. A Mike Leigh, obok lewicującego Kena Loacha, należy dziś do najciekawszych reżyserów brytyjskich.
Bohaterami jego filmów są zwykli ludzie. Tacy jak we „Wszystko albo nic", których codziennością jest wybijanie cen w sklepowej kasie, a rozrywką piwo w pobliskim pubie. Pełni tęsknot i odkrywający własne korzenie jak w „Sekretach i kłamstwach". Zdeterminowani, by iść własną drogą, jak w „Verze Drake". Samotni i zagubieni jak w „Kolejnym roku".
W zestawie „Mike Leigh" znalazły się cztery fabuły. Pierwsza to „Nadzy", którzy przynieśli Brytyjczykowi nagrodę za reżyserię w Cannes – pełna przemocy historia wykolejonego chłopaka, który szuka wrażeń, włócząc się po nocnym Londynie. Film mocny i dla Leigh nietypowy. On sam przyznaje:
– Reżyser powinien rozumieć ludzi, o których opowiada, mieć ochotę poznać ich bliżej. Ja się z moimi bohaterami identyfikuję. Mówię widzowi: „Tacy jesteśmy. Z naszymi niedoskonałościami, pragnieniami, drobnymi radościami". Tylko raz zdarzyło się, że nie darzyłem bohatera sympatią – przy „Nagich".
W mało znanych „Współlokatorkach" dwie kobiety, które przyjaźniły się w czasie studiów, spotykają się po latach. Co zostało z ich marzeń, młodzieńczych ideałów, buntu?
Kameralne „Życie jest słodkie" to opowieść o rodzinie, w której każdy ma swoje problemy, ale wszyscy – żona, trenerka aerobiku, mąż, kucharz, i dwie znerwicowane córki bliźniaczki – tęsknią za bliskością.
Wreszcie „Topsy Turvy", dramat kostiumowy z XIX wieku o twórcach operetek Gilbercie i Sullivanie, a także cenie, jaką trzeba płacić za bycie artystą.
Warto sięgnąć po ten zestaw. Oprócz fabuł znalazły się w nim dwa mało znane krótkie filmy Leigh: „Zmysł historii" oraz „Krótkie i kręcone", a także etiuda jego aktora Davida Thewlissa „Hello, hello, hello" o artystce szukającej inspiracji na śmietniku i policjancie, który od wypisywania mandatów woli poezję Dylana Thomasa. Świetna puenta całego zestawu.
– Nie ma nikogo, kto by przeżył swój czas perfekcyjnie – mówi Mike Leigh. – Każdy ma do siebie pretensje za to, co sam zepsuł. Ale też za część swoich niepowodzeń wini świat, okoliczności, zły los. Dlatego nie chcę w filmach wystawiać szkolnych cenzurek. Obserwuję życie w całej złożoności. A ono bywa tragiczne i komiczne. Mądre i głupie. Sprawiedliwe dla nas i niesprawiedliwe.
Takie rzeczywiście jest życie zagubionych, samotnych, złaknionych ciepła, a przede wszystkim bardzo prawdziwych bohaterów Mike'a Leigh. Może dlatego jego filmy są tak przejmujące.