Niski poziom obrotów, jaki obserwujemy na warszawskiej giełdzie od kilku miesięcy, sprzyja raptownym zmianom cen zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Dla aktywnych inwestorów, często nazywanych spekulantami, to dobry czas do zarobków. Gorzej mają inwestorzy długoterminowi. Ich takie gwałtowne ruchy na rynku zwyczajnie odstraszają od giełdy. A bez ich pieniędzy trudno będzie pchnąć rynek na wyższe poziomy. Wczoraj mieliśmy typowy przykład takiej sytuacji. Popyt zrobił krok w tył i to wystarczyło, by rynek się osunął o przeszło 3 proc. Obroty nie przekroczyły 1 mld zł i były najniższe od 28 grudnia 2006 r. Pokazuje to, jakie jest obecnie nastawienie graczy do giełdy.
Rynkowi nie pomogła niższa niż szacowano inflacja w lutym, która oddala niekorzystną dla akcji podwyżkę stóp procentowych. Niższa niż oczekiwano sprzedaż detaliczna w USA sprawiła zaś, że światowe giełdy mocno traciły, co pogłębiło przecenę w Warszawie. W sumie na koniec dnia notowania aż 250 spółek poszły w dół, a tylko 55 uratowało się przed spadkiem. Papiery wszystkich największych firm tworzących WIG20 potaniały papiery, natomiast wśród mniejszych spółek z mWIG40 przed przeceną wybronili się jedynie handlowi detaliści: LPP, Emperia i CCC.
Analitycy Raiffeisen Bank utrzymali rekomendację „kupuj” dla papierów Getinu. Jednocześnie obniżyli cenę docelową z 17,6 do 14,5 zł. Na wczorajszym zamknięciu za akcję Getinu płacono 12,5 zł. Notowane w Warszawie papiery UniCredit potaniały wczoraj o prawie 5 proc.
W pierwszych godzinach notowań w USA, mimo słabych danych makro, indeksy traciły tylko po ok. 0,5 proc. Taki przebieg notowań za oceanem pozwolił nieco zredukować straty na rynkach zachodnioeuropejskich.