Turkusowe morze, plaża z białym piaskiem i palmy, pod którymi z laptopem na kolanach siedzi młody człowiek. To typowa ilustracja reportaży o cyfrowych nomadach, którzy swoje „biuro" mają na plaży albo na tarasie domu z widokiem na lagunę, a pracę przeplatają z surfingiem czy jogą w egzotycznej scenerii.

Wprawdzie trend zdalnej pracy wykonywanej z zagranicy, i to niekiedy z drugiego końca świata, nie pojawił się dopiero w czasie pandemii, ale po jej wybuchu wyraźnie zyskał na popularności.

Wcześniej, gdy w większości firm praca zdalna była ściśle limitowanym przywilejem, na status cyfrowego nomady mogli sobie pozwolić tylko freelancerzy i nieliczni specjaliści. Dzisiaj populacja tych cyfrowych koczowników jest już dużo większa.

Polak na workation

Według danych BBC News w połowie zeszłego roku tylko w USA liczbę cyfrowych nomadów szacowano na 10,9 mln, o połowę więcej niż rok wcześniej. Podobny trend widać też w Polsce, gdzie już wiosną 2020 r. w miejscowościach turystycznych zaczęły pojawiać się oferty wynajmu mieszkań na kilka tygodni albo miesięcy.

Chęć ucieczki przed Covid-19 i związanymi z nim obostrzeniami zwiększyła też zainteresowanie dłuższymi wyjazdami do ciepłych krajów, szczególnie do Hiszpanii i Portugalii, na Wyspy Kanaryjskie i spopularyzowany przez celebrytów Zanzibar. Wiele osób traktowało te wyjazdy jako workation, czyli połączenie pobytu w atrakcyjnym miejscu z pracą. O ile wcześniej workation praktykowali uczniowie (w ramach zielonej szkoły), o tyle teraz zaczęli z nich korzystać także dorośli.

Victoria Iwanowska, prezes firmy Victoria Travel & Events, która organizuje wyjazdy na workation, twierdzi, że zainteresowanie nimi rośnie od początku pandemii. – Na początku największym zainteresowaniem cieszyła się egzotyka. Zanzibar nazywany był wręcz drugą stolicą Polski. Minusem tego miejsca jest jednak problem ze słabym internetem – zaznacza Iwanowska. Dodaje, że obecnie najbardziej popularne są Wyspy Kanaryjskie, Grecja i Portugalia, ale chętni do jesiennych wyjazdów pytają też o Meksyk, Kubę, Tajlandię i Dominikanę.

Po wybuchu pandemii nie brakowało osób, które życia cyfrowego nomady sporóbowały trochę z przymusu – gdy po wprowadzeniu lockdownów i ograniczeń w lotach przedłużyły pobyt za granicą. Tak zrobiła Magdalena Sowierszenko, specjalistka ds. komunikacji, która przez cztery miesiące mieszkała i pracowała na Teneryfie.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Nomadzi mają wybór

Sowierszenko zaznacza, że nie jest typową cyfrową nomadką, która spędza życie w podróży. Lubi natomiast dłuższe, kilkutygodniowe czy kilkumiesięcznie wyjazdy za granicę, które łączy często z pracą. Tym łatwiej, że od kilku lat pracuje zdalnie. Jest współzałożycielką Remote-How, startupu, który promuje zdalną pracę i doradza firmom w jej wdrożeniu.

Prezes i współzałożyciel Remote-How, Iwo Szapar, który krąży po świecie od ponad czterech lat, ostatnie półtora roku mieszkał i pracował w Wietnamie. Pandemia sprawiła, że pobyt planowany na kilka miesięcy wydłużył się do kilkunastu. Podobnie było w przypadku Magdaleny Sowierszenko. Z planowanego na kilka tygodni wyjazdu na Teneryfę zrobił się dłuższy pobyt na południu wyspy, w colivingu, który dzieliła z grupą 20 cyfrowych nomadów z całego świata. Rosnący rynek colivingów, czyli lokali albo domów współdzielonych przez mieszkańców (każdy ma własną przestrzeń mieszkalną, a dodatkowo korzysta ze wspólnej), sprzyja rozwojowi cyfrowego nomadyzmu.

– Coliving jest zdecydowanie tańszy niż samodzielne wynajęcie mieszkania – ocenia Magdalena Sowierszenko, która tej jesieni planuje workation we Francji. W colivingu, który otworzyła jedna z jej współlokatorek z Teneryfy.

Zdaniem części ekspertów HR i socjologów cyfrowych nomadów będzie przybywać także po wygaśnięciu pandemii, zwłaszcza że pracownicy i pracodawcy oswoili się w ostatnich miesiącach ze zdalną pracą. Widać to choćby w statystykach portali rekrutacyjnych. Według danych dr Roberta Patera, współautora Barometru Ofert Pracy, w lipcu tego roku już 17 proc. ogłoszeń opublikowanych w internecie dotyczyło zdalnej pracy. Ich liczba wzrosła do 39,1 tys. z 8,1 tys. latem ub. roku.

Czas na slowmadyzm?

Według Aleksandry Skwarskiej z portalu Pracuj.pl na początku sierpnia już 12 proc. opublikowanych tam ogłoszeń dotyczyło pracy zdalnej. Największy udział takich ofert był w branży IT (53 proc. propozycji pracy w rozwoju oprogramowania i 46 proc. w administracji IT), a także w e-commerce (43 proc.). Jednak ofert zdalnej pracy nie brakowało też w marketingu (23 proc.) i w HR (20 proc.).

Badania pracujących zdalnie pracowników wskazują, że wielu z nich nie ma ochoty wracać do biur na dawnych zasadach. – W czasie pandemii na znaczeniu zyskała koncepcja, zgodnie z którą ludzie nie mieszkają tam, gdzie jest praca, ale pracują tam, gdzie mieszkają – podkreśla w rozmowie z BBC News Olga Hannonen z University of Finland, która prowadzi badania nad cyfrowymi nomadami.

W rozwój koczowniczej pracy wierzą szefowie Airbnb, serwisu z ofertami mieszkań i pokoi do wynajęcia, który od wiosny 2020 r. rozwija ofertę wynajmu na dłuższe pobyty. Jak jednak twierdzi Erin Kelly, profesor MIT i dyrektor w Institute for Work and Employment Research, przeświadczenie, że ludzie staną się długoterminowymi nomadami, jest mało realistyczne. Większość z nas chce gdzieś mieć swój stały dom.

Zdaniem Iwo Szapara, o ile cyfrowymi nomadami zwykle są freelancerzy, o tyle wraz z popularyzacją zdalnej pracy zrodzi się nowy, bardziej masowy ruch – slowmadyzm. Ma on zrzeszać ludzi, którzy mając stałą pracę i dom, będą mogli przeprowadzić się na kilka tygodni czy miesięcy w wybrane miejsce na świecie i tam zdalnie pracować. Potencjał takiej turystyki workation dostrzega już coraz więcej państw i regionów. W tym portugalska Madera, gdzie w lutym, przy poparciu władz regionalnych, ruszyła Wioska Cyfrowych Nomadów (Digital Nomads Madeira Islands), która pomogła wypromować wyspę jako kierunek workation.