Na realizację regionalnych programów operacyjnych dostaliśmy z Unii Europejskiej ponad 16,5 mld euro na lata 2007 – 2013. By samorządy mogły zacząć wydawać te pieniądze, konieczne było jednak sporządzenie swoistej umowy z rządem, która określałaby, ile, kto i w jakim czasie dostanie pieniędzy i jak trzeba będzie się z nich rozliczyć.
Marszałkowie obecni na wczorajszym podpisaniu kontraktów regionalnych w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego nie kryli zadowolenia. Projekt umowy zaproponowany przez poprzednie władze był dla nich nie do przyjęcia. Sprawa spędzała im sen z powiek, bo bez kontraktów nie można praktycznie zacząć wydawać unijnych pieniędzy. Kompromis udało się osiągnąć dopiero w styczniu. Zdaniem marszałków duże znaczenia ma to, że nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska sama jeszcze kilka miesięcy temu pracowała w samorządzie.
– Nowy kształt kontraktów jest dla nas bardziej korzystny. System wydawania unijnych pieniędzy został zdecentralizowany – podkreślał Jan Kozłowski, marszałek woj. pomorskiego. – Teraz możemy wziąć się do pracy. Największe powody do zadowolenia ma woj. pomorskie, a także dolnośląskie i łódzkie. Groziło im, że dostaną mniej pieniędzy na realizację swoich programów regionalnych. – Chciano nas ukarać za to, że w odmienny, ale dozwolony sposób przedstawialiśmy dane finansowe w naszym RPO. Na szczęście do tego nie doszło. Odzyskaliśmy ok. 75 mln euro, będziemy mogli zrealizować więcej projektów – cieszył się Włodzimierz Fisiak, marszałek województwa łódzkiego.
W kontraktach wojewódzkich określono kwoty pochodzące z funduszy europejskich, a także z budżetu krajowego (ok. 870 mln euro). Są one wyrażone w euro, co oznacza, że jeśli nasza waluta będzie się umacniać, samorządy będą dostawać mniej.
Wczoraj okazało się także, że większość marszałków popiera decyzje rządu dotyczące znacznego skrócenia listy projektów kluczowych, o które od kilku dni walczą samorządowcy. To wbrew stanowisku wójtów i burmistrzów, którzy na łamach wczorajszej „Rz” dali wyraz swojemu wzburzeniu, bo z listy zniknęły przede wszystkim małe, lokalne projekty. Krzysztof Putra z PiS uznał, że najbardziej poszkodowane są samorządy ściany wschodniej, i zarzucił rządowi PO „zdradę Polski wschodniej”.
– Marszałek Putra nadużywa słowa „zdrada” – stwierdził Jarosław Dworzański, marszałek Podlasia.
– Oczywiście każdy samorządowiec, którego inwestycja nie znalazła się na liście, ma prawo ubolewać. Ale przecież to nie znaczy, że ich zamierzenia legły w gruzach. Teraz mogą ubiegać się o unijne dotacje w konkursach. To nawet lepiej, bo europejskie fundusze mają być wydane na najlepsze, najbardziej wartościowe przedsięwzięcia. Konkursy doskonale wpisują się w tę ideę – dodał marszałek Kozłowski.
Szefowie województw po cichu przyznają też, że projekty z ich gmin i powiatów nie były do końca przygotowane. Widmo rywalizacji z innymi może więc tylko pobudzić wójtów i burmistrzów do intensywniejszej pracy.