Zaskoczenie było pełne. Przez trzy kwartały 2008 roku gospodarka rosła w przyzwoitym tempie, przedsiębiorstwa snuły plany dalszego rozwoju, wskaźniki makroekonomiczne były coraz lepsze. PKB zwiększał się o ponad 5 procent w skali roku, rosła liczba etatów, a wynagrodzenia podnosiły się w tempie dwucyfrowym. Ożywienie gospodarcze osiągało swoje apogeum.

Nawet kiedy w Stanach Zjednoczonych rozpoczął się kryzys finansowy, w Polsce mało kto zdawał sobie sprawę z zagrożenia. Choć czwarty kwartał 2008 r. okazał się znacznie gorszy od poprzednich, to nadal z trudem przyjmowano do wiadomości, że w polskiej gospodarce dzieje się coś złego.

[srodtytul]Sukces przez brak przekonania[/srodtytul]

Stawiam tezę, że postawa polskich przedsiębiorców w końcu 2008 roku zapobiegła przykrym konsekwencjom kryzysu światowego w naszym kraju. Brak przekonania, że kryzys dotrze do Polski, spowodował powstrzymywanie się przed zmniejszaniem skali

produkcji, przed zwalnianiem pracowników, a kontynuowanie wielu rozpoczętych inwestycji doprowadziło do utrzymywania się wzrostu gospodarczego nie tylko w czwartym kwartale 2008 roku, ale także przez cały 2009 rok. Nawet drastyczne osłabienie złotego nie wpłynęło znacząco na zmianę nastrojów.

O ile w Stanach Zjednoczonych, a następnie w Europie Zachodniej wzrost pesymizmu i następujące wraz z nim negatywne reakcje przedsiębiorców pogłębiały zjawiska kryzysowe, o tyle w Polsce przy braku negatywnych reakcji na szerszą skalę udało się utrzymać wzrost. Przyczyn takich postaw należy szukać w kilku źródłach.

[srodtytul]Optymizm górą[/srodtytul]

Pierwszym źródłem był brak obaw, że nagle może nastąpić załamanie dynamicznie rozwijającej się gospodarki. Optymizm taki wynikał z pozytywnych doświadczeń z pięcioletniej obecności Polski w Unii Europejskiej, z napływu środków unijnych, z nadziei wiązanych ze zbawiennym wpływem organizacji Euro 2012 na wzrost gospodarczy. Dobrze nastrajała też trwająca kilka lat poprawa wskaźników rentowności przedsiębiorstw.

Na drugim miejscu trzeba niewątpliwie postawić brak krajowych negatywnych sygnałów wskazujących na zagrożenie kryzysem. Banki rozluźniały politykę udzielania kredytów, przebijając się atrakcyjnymi warunkami, a stopy procentowe były stosunkowo niskie. Sygnały płynące z daleka nikogo specjalnie nie przerażały.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Kolejnym źródłem braku negatywnych reakcji polskich przedsiębiorców był brak długookresowego doświadczenia w działaniu w gospodarce rynkowej, która podlega cyklicznym wahaniom o trudnej do przewidzenia częstotliwości. Nikomu nie mieściło się w głowie, że w krótkim czasie można spaść z pieca na łeb. Większego wrażenia na przedsiębiorcach nie wywarły także alarmistyczne doniesienia prasy, że nadchodzi głęboka depresja podobna do tzw. wielkiej depresji z lat 30.

Warto także przypomnieć, że nie pojawiały się istotniejsze ostrzeżenia ze strony ośrodków prognostycznych. Wręcz przeciwnie, w ośrodkach krajowych panował powszechny optymizm. Niektóre banki zagraniczne przedstawiały pod koniec 2008 r. pesymistyczne scenariusze, ale na ogół nikt nie dawał im wiary, jak się później okazało, zupełnie słusznie.

[wyimek]O ile w USA i Europie Zachodniej wzrost pesymizmu wśród przedsiębiorców pogłębiał zjawiska kryzysowe, o tyle w Polsce przy braku negatywnych reakcji na szerszą skalę udało się utrzymać wzrost[/wyimek]

Często słyszy się opinie, że nastawienie psychiczne przedsiębiorców jest istotnym czynnikiem zmian koniunktury. Jeżeli wśród firm powszechnie pojawiają się negatywne nastroje, to bardzo szybko można to zauważyć w coraz mniej korzystnych wskaźnikach makroekonomicznych. To dość częsta sytuacja. Zjawisko odwrotne, utrzymywanie się pozytywnych nastrojów w jakimś kraju przy złej koniunkturze w świecie, jest zjawiskiem znacznie rzadszym.

[srodtytul]Ktoś zawsze wygrywał[/srodtytul]

Pozytywnemu myśleniu przedsiębiorców sprzyjał też zbieg kilku korzystnych okoliczności. Do najważniejszych należy stosunkowo słabe uzależnienie polskich przedsiębiorstw od kredytów bankowych. Zawirowania wywołane mniejszą dostępnością kredytów dotknęły głównie działalności uzależnione strukturalnie od posługiwania się finansowaniem zewnętrznym. Osłabienie się złotego z jednej strony dotknęło importerów, ale z drugiej strony pomogło eksporterom.

Jeżeli nawet przedsiębiorstwa stawały w obliczu konieczności ograniczania produkcji z powodu kurczącego się popytu, to starały się zwalniać możliwie niewielu pracowników. Najwyraźniej dobrze zapadły im w pamięć doświadczenia z początku dekady, kiedy to pochopne wyrzucanie doświadczonych fachowców przy złej koniunkturze doprowadziło do poważnych trudności z ich znalezieniem, gdy sytuacja się odwróciła.

Mimo szumnych zapowiedzi rząd nie uruchomił w pełni zapowiadanych pakietów pomocowych, mających łagodzić skutki kryzysu. Ale już samo oczekiwanie na ich realizację pozwalało przedsiębiorstwom na zwiększenie poczucia bezpieczeń- stwa. Inaczej mówiąc, mogli działać ze zwykła pewnością siebie, co oznaczało podejmowanie bardziej ryzykownych kroków bądź decyzji.

Zachowania polskich przedsiębiorstw, poczynając od końca 2008 roku po dziś dzień, pokazują, że zbiorowe pozytywne myślenie przynosi dużo korzyści całej gospodarce i im samym. Sukcesy gospodarcze byłyby jeszcze większe, gdyby przedsiębiorcy mogli działać w bardziej przyjaznym otoczeniu regulacyjnym i instytucjonalnym. Otwartość gospodarki na świat rządzi się jednak swoimi prawami i dobre nastroje przedsiębiorców w 2009 r. nie były w stanie zapobiec wszystkim skutkom negatywnego oddziaływania recesji na gospodarkę.