Tak jak można było oczekiwać, chętnych do aktywnego handlu nie było wczoraj zbyt wielu. Z jednej strony wpływ na to miała absencja inwestorów amerykańskich. Od początku sesji zaznaczyła się przewaga podaży, a przy braku odpowiedzi drugiej strony rynek powoli osuwał się w dół.

Później mieliśmy awarię techniczną na giełdzie w Londynie i dokładnie w tym momencie nastąpił zwrot indeksów. To mały dowód na to, że krajowemu kapitałowi zależy na utrzymaniu rynku przynajmniej na obecnych poziomach.

Gdy jednak po 15 wznowiono handel w Londynie i do gry wrócili gracze zagraniczni (na szczęście nieliczni), ceny znów gwałtownie spadły. Ostatecznie na zamknięciu notowań WIG20 stracił 1,4 proc.

Mniej więcej w tym samym czasie na wartości zaczął też tracić złoty. Tym samym, tak jak można było przypuszczać, małe obroty wywołały dużą zmienność notowań zarówno na rynku akcji, jak i na rynku walutowym.

Notowania w dół ciągnęły przede wszystkim kursy akcji banków, które średnio straciły prawie 3 proc. Obroty przekroczyły 1,3 mld zł i były o 250 mln zł wyższe niż dzień wcześniej.

Gdy spojrzymy jednak na przecenę na rynkach zachodnich, gdzie spadki sięgały 2,5 proc., to nasza giełda nie wypadła wcale najgorzej. Przeciwnie, w całej Europie Zachodniej spadki były wyraźnie większe niż w Warszawie. Indeksy w Londynie, Paryżu i Frankfurcie zakończyły dzień grubo powyżej 3 proc. na minusie.

Również na tle rynków wschodzących zaprezentowaliśmy się w miarę korzystnie. Dla przykładu ceny akcji w Rosji spadły średnio o 4,5 proc.

Generalnie sesja należała do tych nudniejszych. Z ciekawszych informacji mieliśmy tę na temat Cersanitu, którego papiery przez kilka pierwszych godzin notowań były liderem pod względem obrotów (analiza poniżej).