MFW w swej cyklicznej ocenie hiszpańskiej gospodarki wskazuje na wysoki deficyt budżetu (11,2 proc. PKB), rosnące wydatki i spadające wpływy z podatków.
Fundusz zaniepokojony jest także krachem na rynku nieruchomości, gigantycznym zadłużeniem sektora prywatnego, słabnącą wydajnością i spadającą konkurencyjnością.
Dyrektor generalny MFW Dominique Strauss-Kahn mówi wprost: Hiszpanie muszą zrobić to, co ma za sobą reszta krajów europejskich. Rynek pracy w tym kraju jest sparaliżowany gorsetem sztywnych przepisów. Jego zdaniem związki zawodowe, pracodawcy i rząd doskonale wiedzą, co powinno zostać zrobione dla poprawy sytuacji.
– W czasach gospodarczej koniunktury w Hiszpanii było wysokie bezrobocie, a zbyt wielu pracowników miało umowy czasowe. To dowody, że rynek nie działa jak powinien – mówił w wywiadzie dla TVE.
Ton wypowiedzi MFW jest wyjątkowo ostry, zresztą podobny do tego, w jakim przedstawiciele tej instytucji oceniają sytuację w Grecji.
W ubiegłym tygodniu rząd w Madrycie przedstawił plan, który ma dać 15 mld euro oszczędności. Przewidziano w nim spadek deficytu budżetowego do 9,6 proc. PKB m.in. dzięki 5-proc. cięciom płac w administracji państwowej i reformę rynku pracy – firmy mają prawo do skracania czasu pracy pracowników, by nie pozbawiać ich zatrudnienia. Kontrakty czasowe mają zostać zastąpione kontraktami na pracę w niepełnym wymiarze godzin, co ma ułatwić przyjmowanie do pracy ludzi młodych. – To wszystko idzie w dobrym kierunku, ale musi zostać wprowadzone natychmiast – recenzował wczoraj działania rządu Strauss-Kahn.
MFW niepokoi narastający dług hiszpańskich instytucji finansowych. Zapaść na rynku nieruchomości spowodowała obawy o wypłacalność kas oszczędnościowych chętnie udzielających kredytów mieszkaniowych, tworząc jednocześnie instrumenty finansowe oparte na kredytach hipotecznych. Teraz pod naciskiem hiszpańskiego banku centralnego może dojść do połączenia czterech z 45 kas regionalnych (Bank Hiszpanii przejął z kolei kontrolę nad CajaSur). Rząd chce, aby łączyły się kasy biedniejsze z zasobniejszymi, co ma zmniejszyć zagrożenie niewypłacalnością i koniecznością akcji ratunkowych dla bankrutujących instytucji. – Najwyższy czas, bo połowie z nich niewiele brakuje do bankructwa – uważa Rafael Pampillon z IE Business School z Madrytu.
Przedstawiciele obu izb hiszpańskiego parlamentu zgodzili się we wtorek na obniżkę uposażeń (roczne to ok. 70 tys. euro) o 10 proc., by walczyć z deficytem.