W czwartek Uber zaproponował w sądzie w Los Angeles 7,8 mln dol. w ramach ugody w pozwie zbiorowym, w którym kalifornijscy kierowcy współpracujący z firmą domagają się praw i benefitów, jakie przysługują pracownikom.
Dwa tygodnie wcześniej podobny zbiorowy pozew trafił do sądu w Kanadzie. Jego autorzy twierdzą, że są de facto pracownikami uprawnionymi do płacy minimalnej, nadgodzin i płatnego urlopu. W październiku 2016 r. tak właśnie uznał sąd w Londynie, oceniając jako „lekko niepoważną" argumentację Ubera, że jest on dostawcą aplikacji, a nie usług taksówkarskich.
Stres prekariusza
Michał Paliński, analityk instytutu DELab UW, zaznacza, że na całym świecie trwają procesy, których przedmiotem jest status pracowników sharing economy, czyli gospodarki współdzielenia. O Uberze ze względu na globalny zasięg firmy jest najgłośniej – na tyle, że coraz częściej mówi się o „uberyzacji" pracy.
Raport DELab UW „Przyszłość pracy – między uberyzacją a automatyzacją", wśród atutów takich platform internetowych wskazuje m.in. fakt, że umożliwiają one elastyczny czas pracy i podnoszą aktywność zawodową. Jednak zazwyczaj nie zapewniają żadnych osłon socjalnych, wzmacniając też prekaryzację, czyli poczucie niepewności pracy.
– Ludzie coraz częściej stają się wykonawcami zadań, a ubiegając się o zadania, nie znają ostatecznej stawki wynagrodzenia. To ogromnie stresująca sytuacja, w której mamy pełną elastyczność, ale bez żadnych zabezpieczeń. Jest to nie do zaakceptowania – mówił na EFNI 2016 w Sopocie, Guy Standing, profesor University of London i teoretyk prekariatu.