Whitaker, który rozmawiał z dziennikarzami po spotkaniu prezydenta USA Donalda Trumpa z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem w Białym Domu, odpowiedział na pytanie PAP, czy ustalono już, co w praktyce oznacza zapowiedź wysłania dodatkowych 5 tys. żołnierzy do Polski.

Ambasador USA przy NATO o 5 tysiącach dodatkowych żołnierzy USA w Polsce: Jak i kiedy? Nie posuwamy się do przodu

– Te wszystkie rozmowy prowadzimy z sojusznikami. Sekretarz (obrony USA Pete) Hegseth mówił o sześciomiesięcznym przeglądzie (obecności wojskowej USA w Europie – red.). To wszystko jest częścią tego procesu – powiedział. – Nie mam dziś nic nowego do ogłoszenia. A gdybym wiedział, to bym wam nie powiedział – dodał.

Ponownie spytany o słowa Trumpa Whitaker zapewnił, że obietnica prezydenta USA zostanie zrealizowana. – Prezydent wyraził intencję, ale jak i kiedy, te szczegóły – to z pewnością nie jest coś, w czym już się posuwamy do przodu – stwierdził. 

Czytaj więcej

Sondaż: Trump pisze o żołnierzach USA w Polsce, a co trzeci Polak uważa, że to niczyj sukces

Z kolei na pytanie, czy w obliczu „głębokiego rozczarowania” prezydenta USA niektórymi sojusznikami z NATO, pozostaje on zaangażowany w bezpieczeństwo Polski oraz państw bałtyckich, ambasador odpowiedział twierdząco. – Słyszeliście go dziś. Prezydent wielokrotnie mówił, że co do tych, którzy inwestują we własną obronę, jak Polska, sojusznicy bałtyccy, Niemcy i inni – nie ma żadnych wątpliwości, gdzie on stoi – powiedział.

Whitaker dodał, że Waszyngton oczekuje, by wszyscy sojusznicy „wyrównali” poziom wydatków obronnych z USA. – Codziennie, pracując w NATO, zapewniam że odstraszamy i bronimy każdego cala sojuszniczego terytorium – dodał.

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Foto: PAP

Pytany, czy takie kraje jak Litwa mogą być pewne, że amerykańskie wojska tam pozostaną, ambasador odpowiedział, że Waszyngton ma wspaniałe relacje z Litwą. – Stany Zjednoczone nie podejmują żadnych pochopnych ruchów. Po prostu kontynuujemy ocenę zagrożeń i upewniamy się, że my i nasi sojusznicy jesteśmy w pozycji do obrony i odstraszania – zapewnił.

USA najpierw wstrzymały rotację do Polski 4 tysięcy żołnierzy, a potem Donald Trump ogłosił, że wyśle 5 tysięcy dodatkowych żołnierzy

Ogłaszając w maju, że wyśle do Polski 5 tysięcy żołnierzy, prezydent USA odwołał się do wyborczego zwycięstwa Karola Nawrockiego. „W związku z pomyślnym wynikiem wyborów, w których zwyciężył obecny prezydent Polski Karol Nawrocki – którego z dumą poparłem – oraz biorąc pod uwagę nasze relacje z nim, mam przyjemność ogłosić, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5 000 żołnierzy” – napisał Trump w serwisie Truth Social.

Deklaracja Trumpa była finałem zamieszania dotyczącego liczebności wojsk USA w Polsce. Wątpliwości co do tego, czy Stany Zjednoczone nie zredukują obecności wojskowej w naszym kraju pojawiły się 13 maja, gdy amerykańskie media wojskowe – „Army Times”, „Stars & Stripes”, „Military Times” – podały informację, że USA nagle wstrzymują rotację na flankę wschodnią, w tym m.in. do Polski, 4 tysięcy żołnierzy 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii USA. Decyzja była o tyle zaskakująca, że rotacja części tych sił już się zaczęła. 1 maja żołnierze, którzy mieli wyjechać do naszej części Europy, wzięli nawet udział w uroczystości zwinięcia sztandarów jednostki w Fort Hood w Teksasie. A po kilkunastu dniach – jak pisały amerykańskie media wojskowe – zaczęli informować członków swoich rodzin o zmianie planów co do ich najbliższej przyszłości.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Fort Trump 2.0 szansą na koniec wojny polsko-polskiej

Tuż po pojawieniu się tej informacji wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz rozmawiał z prezydentem Karolem Nawrockim. Publicznie zapewniał też, że cała sprawa nie dotyczy Polski, a jest jedynie związana ze „zmianą obecności części sił zbrojnych USA w Europie”. Z kolei wiceminister obrony Cezary Tomczyk oświadczył, że decyzja dotyczy Niemiec. Wcześniej bowiem Pentagon poinformował o zredukowaniu obecności wojskowej USA w Niemczech o 5 tysięcy żołnierzy w perspektywie najbliższych miesięcy.

Jednak po kilku dniach doniesienia mediów USA doczekały się oficjalnego potwierdzenia. „Doszło do tymczasowego opóźnienia rozmieszczenia wojsk USA w Polsce, która jest modelowym sojusznikiem USA” – oświadczył w nocy z 19 na 20 maja rzecznik Pentagonu Sean Parnell.

W związku z zaistniałą sytuacją rząd podjął działania dyplomatyczne – 19 maja Władysław Kosiniak-Kamysz rozmawiał z sekretarzem obrony USA Pete'em Hegsethem, od którego uzyskał zapewnienie, że „nie zmienia się zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę i bezpieczeństwo Polski”. W tym samym czasie szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła rozmawiał w Brukseli z gen. Alexusem Grynkewichem, naczelnym dowódcą sił sojuszniczych w Europie (SACEUR). Do USA udali się też wiceministrowie obrony narodowej – Tomczyk i Paweł Zalewski, którzy odbyli tam serię spotkań z przedstawicielami Białego Domu, Pentagonu i Kongresu. 

Działania podjął też Pałac Prezydencki. Szef BBN Bartosz Grodecki rozmawiał telefonicznie z podsekretarzem ds. polityki w Departamencie Obrony USA Elbridgem Colbym, a Karol Nawrocki – co ujawnił „Newsweek” – wysyłał SMS-y do Donalda Trumpa, przypominając mu o deklaracji, która padła w czasie spotkania Nawrockiego z Trumpem w Białym Domu na początku września 2025 roku dotyczącej utrzymania, albo nawet zwiększenia liczebności wojsk USA w Polsce. Nawrocki powoływał się również na rozmowę telefoniczną z Trumpem z 3 maja, gdy prezydent USA miał potwierdzić tamte słowa.