Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 267

Dziennik relacjonując ustalenia dotyczące eksplozji w Przewodowie, w wyniku której na terytorium Polski zginęło dwóch Polaków, w wyniku eksplozji pocisku wystrzelonego z zestawu przeciwlotniczego S-300, zwraca uwagę, iż według NATO, Polski i USA pocisk został prawdopodobnie wystrzelony przez ukraińską obronę przeciwlotniczą odpierającą rosyjski atak.

Jednak prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, kwestionuje to mówiąc, że "nie ma wątpliwości" iż pocisk, który spadł na Przewodów, w pobliżu granicy Polski z Ukrainą, nie był ukraińskim pociskiem.

Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, na konferencji prasowej w Brukseli mówił, że "nic nie wskazuje", by upadek pocisku na Polskę był wynikiem "celowego ataku" przeprowadzonego przez Rosję. Dodał, że Sojusz Północnoatlantycki nie widzi żadnych sygnałów, by Rosja przygotowywała działania militarne przeciw NATO.

Czytaj więcej

Zełenski o pocisku z Przewodowa: Rosyjska agresja przekroczyła polską granicę

- Nasze wstępne analizy wskazują, że incydent został spowodowany przez pocisk wystrzelony przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, by bronić terytorium Ukrainy - stwierdził sekretarz generalny NATO, który dodał, że "to nie jest wina Ukrainy". - Rosja ponosi odpowiedzialność za to, co stało się w Polsce, ponieważ było to bezpośrednim wynikiem trwającej wojny i fali ataków Rosji na Ukrainę - podkreślił.

"FT" cytuje też prezydenta Andrzeja Dudę, który mówił, że na Polskę spadł pocisk S-300 rosyjskiej produkcji, ale "nie ma dowodów, by został wystrzelony przez Rosję".

Czytaj więcej

Raport: Eksplozja w Przewodowie

Taką samą opinię przedstawił Biały Dom. Rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Białym Domu, Adrienne Watson, mówiła o "pocisku wystrzelonym przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, który spadł na Polskę". 

Tymczasem prezydent Zełenski mówił w środę wieczorem, że "nie ma żadnych wątpliwości iż nie był to ukraiński pocisk", po tym jak otrzymał raport od głównodowodzącego ukraińską armią generała Walerija Załużnego. Zełenski powtórzył też apel sekretarza Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy, Ołeksija Daniłowa, o dopuszczenie ukraińskich śledczych do miejsca, w którym spadł pocisk.

- Jeśli, Boże broń, szczątki (rakiety) zabiły tych ludzi, musimy przeprosić. Ale, wybaczcie, najpierw (chcę) śledztwa, dostępu do danych, które macie - stwierdził ukraiński prezydent.

Tymczasem dyplomata z zachodniego państwa należącego do NATO, który przebywa w Kijowie, w rozmowie z "Financial Times" powiedział, że "to się robi absurdalne". - Ukraińcy niszczą (nasze) zaufanie do nich. Nikt nie wini Ukrainy, a oni otwarcie kłamią. To bardziej niszczące niż rakieta - przekonywał anonimowy dyplomata.

Z kolei rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow mówił, że wstępne stwierdzenia, iż to Moskwa jest odpowiedzialna za tragedię w Przewodowie są "kolejną histeryczną, rusofobiczną reakcją, która nie była oparta na faktach".

Resort obrony Rosji poinformował w środę, że nie atakował celów znajdujących się bliżej niż 35 km od granicy Polski z Ukrainą. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało jednocześnie, że nie ostrzelało we wtorek Kijowa, a eksplozje w stolicy Ukrainy miały być efektem spadających na miasto szczątków pocisków przeciwlotniczych wystrzelonych przez stronę ukraińską.