Z doniesień Politico wynika, że w KE skłaniają się do poparcia tego statusu dla Ukrainy i Mołdawii, ale niejednoznaczna opinia jest wobec Gruzji. Powodem miałoby być „zauważalne cofnięcie się”, jeżeli chodzi o jakość demokracji. Oliwy do ognia dolała rezolucja Parlamentu Europejskiego sprzed kilku dni, która ostro skrytykowała władze gruzińskie, oskarżając je m.in. o uciskanie niezależnych mediów i dyskryminację mniejszości seksualnych. Europarlamentarzyści wezwali Radę Europejską do wprowadzenia sankcji wobec gruzińskiego miliardera Bidziny Iwaniszwilego, byłego premiera i założyciela rządzącej od 2012 roku partii Gruzińskie Marzenie. W styczniu ubiegłego roku odszedł z polityki, ale uważa się, że wciąż rządzi Gruzją z zaplecza.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: KE zarekomenduje przyznanie Ukrainie statusu kandydata do UE

W PE zarzucają, że odgrywa „destruktywną rolę w polityce i gospodarce Gruzji”, oraz wyrażają „skrajne zaniepokojenie” jego „osobistymi i biznesowymi kontaktami z Kremlem”. Zasugerowano też, że z tego powodu władze w Tbilisi nie dołączyły do sankcji gospodarczych przeciwko Rosji. Komentując rezolucję UE, premier Irakli Garibaszwili stwierdził, że jest „nieodpowiedzialna i obraźliwa dla narodu gruzińskiego”. Przekonywał, że jego kraj „zasłużył” na status kandydata do UE, bo „przez dziewięć lat przeprowadzał reformy”. – Jeżeli komuś należy się status kandydata do UE, to należy się Gruzji, a następnie Ukrainie i Mołdawii.

– Gdy mówią, że Ukraina jest w stanie wojny i z tego powodu ma go dostać, proszę wybaczyć, jeżeli nadanie statusu jest uwarunkowane wojną, my nie chcemy wojny, my domagamy się zasłużonego statusu – mówił na posiedzeniu rządu w poniedziałek. Gruzja, jak się wyraził, nie będzie „prosiła o łaskę”. Szef gruzińskiego rządu intrygująco zapowiedział też, że „podniesie kurtynę” i „o wszystkim opowie”, jeżeli decyzja UE będzie wobec Gruzji „niesprawiedliwa”.

– Trudno powiedzieć, co miał na myśli premier, raczej przygotowuje zwolenników swojej partii do najgorszego scenariusza. Prawdopodobnie oskarżą o to opozycję, ale jest zupełnie odwrotnie. Opozycja apeluje do UE, by nadała Gruzji status kandydata, a już później będziemy się zajmować jakością demokracji – mówi „Rzeczpospolitej” Dmitri Awaliani, czołowy gruziński politolog. – Przecież tuż przed tym, gdy waży się los statusu kandydata dla Gruzji, za kraty wsadzono dyrektora głównej opozycyjnej stacji telewizyjnej Mtawari Arxi (Nika Gwaramia miesiąc temu został skazany na 3,5 roku więzienia pod zarzutem „nadużycia uprawnień” –red.). Jeżeli nie otrzymamy statusu kandydata, czeka nas przyśpieszenie w kierunku autorytaryzmu, a w konsekwencji dyktatura i reżim prorosyjski – twierdzi.

Według ubiegłorocznych danych Transparency International Gruzja pod względem korupcji jest mniej więcej na poziomie Polski i Czech

W zeszłorocznym rankingu Economist Intelligence Unit, opisującym stan demokracji, Gruzja znalazła się obok Liberii, Tanzanii i Hondurasu, wśród krajów z tak zwanym systemem hybrydowym, niewiele gorzej od Ukrainy i kilkanaście pozycji poniżej Mołdawii, która zalicza się już do „demokracji wadliwych”. Ale Gruzja pozostawia daleko w tyle Ukrainę i Mołdawię w innych kategoriach. Według ubiegłorocznych danych Transparency International Gruzja pod względem korupcji jest mniej więcej na poziomie Polski i Czech, Mołdawia zaś na poziomie Ekwadoru, a Ukraina – Gabonu i Zambii. Sukces Gruzja odniosła też pod względem wolności gospodarczej. W ubiegłorocznym zestawieniu („The Wall Street Journal” i Heritage Foundation) znalazła się na 26. pozycji, obok Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, wyprzedzając wiele krajów Europy Zachodniej, ale też Polskę.