Stanowisko dyrektora generalnego do spraw sąsiedztwa i rozszerzania, o które stara się Sadoś, jest jednym z tych, które negocjują między sobą państwa członkowskie.

Jak mówi rozmówca RMF FM, jest tak ważne, że "interesują się nim stolice i sami komisarze", dlatego kandydat powinien mieć mocne poparcie rządu swojego kraju.

Czytaj więcej

RMF FM: Polska próbowała zablokować unijny plan. W tle praworządność

Sadoś, który uważany jest za człowieka Adama Bielana, wielokrotnie organizował spotkania komisarzy KE z Jarosławem Kaczyńskim i ma cieszyć się jego zaufaniem.

Jak zauważa RMF FM, droga do dobrze płatnego stanowiska może być dla Sadosia trudna, bo sytuacja Polski w związku z łamaniem zasad praworządności nie jest silna. Ponadto funkcja dyrektora generalnego do spraw sąsiedztwa i rozszerzania podlega komisarzowi Olivérowi Várhelyi - Węgrowi, a Węgry tak samo jak Polska są oskarżane o łamanie praworządności.

Stawka jest wysoka, bo stanowisko, na którym zależy Sadosiowi, jest bardzo dobrze płatne - do pensji w wysokości 15 tys. euro miesięcznie dochodzą rozmaite przywileje. Sam Sadoś swoje starania uzasadnia tym, że "Polska jest niedoreprezentowana na wszystkich szczeblach w Komisji Europejskiej, szczególnie najwyższych" - jak napisał w oświadczeniu przysłanym RMF FM.

Dotychczas stanowisko dyrektora generalnego w KE zajmował tylko jeden Polak - w latach 2013-2020 Jerzy Plewa z PSL był dyrektorem generalnym ds. rolnictwa.