W swojej tezie Sąd Najwyższy wskazał, że „we współczesnym społeczeństwie otyłość nie jest cechą preferowaną, a nierzadko interpretowana jest jako świadcząca negatywnie o człowieku – jako gnuśnym, niedbającym o siebie, skłonnym do niepohamowanego objadania się”.
Zdaniem SN autora wpisu nie broni fakt, że „nie posłużył się bardziej dosadnym czy wręcz wulgarnym określeniem”, bo użycie słowa „otyły”, czyli – co do zasady – neutralnego, w konkretnym kontekście też może zostać odebrane jako zachowanie pogardliwe. A to podpada już pod pojęcie „zniewagi” zagrożonej odpowiedzialnością karną.
Czytaj więcej:
W ocenie Trybunału Konstytucyjnego penalizacja czynu publicznego znieważenia prezydenta RP w jakikolwiek sposób nie wpływa na ograniczenie prawa do...
Pro
Prawnicy: skoro „perfidny” nie obraża, to czemu karać za „otyłego”?
Autor wpisu za winnego znieważenia uznany został przez Sąd Rejonowy w Wieliczce. Ten orzekł bowiem, że wpis, w którym autor punktował, że trzyosobowa rodzina przedsiębiorców nie zapewnia swoim pracownikom umów i nie wypłaca wynagrodzenia, naraził tę rodzinę na utratę zaufania potrzebnego do prowadzenia działalności gospodarczej. Zaś jeden z jej członków, syn starszego małżeństwa – określony mianem „otyłego synusia właścicieli firmy” – został we wpisie znieważony.
Sprawa trafiła następnie do Sądu Okręgowego w Krakowie, który uniewinnił mężczyznę. Ten wyrok uchylił SN i odesłał do ponownego rozpatrzenia w „okręgu”, który ostatecznie ocenił ją tak, jak początkowo wielicki skład. Mężczyzna musiał więc zapłacić grzywnę w wysokości 1000 zł.
Prawnicy krytycznie odnoszą się jednak do „zaprzęgania” prawa karnego w celu wyciągania konsekwencji w sytuacjach, kiedy kierowane pod cudzym adresem słowa trudno jednoznacznie ocenić jako ciężkie obelgi.
Czytaj więcej:
Obecnie, aby pozwać autora wpisu internetowego, który naruszył dobra osobiste pracodawcy, musi on w pozwie podać jego dane. Ustawa antyhejterska wp...
Pro
Czy nazwanie kogoś otyłym można uznać za obrazę?
Komentując sprawę, mec. Piotr Remuszko przypomina, że inne składy SN wskazywały, iż zniewaga oznacza ciężką i obiektywną obrazę godności człowieka.
– Pytanie, czy nazwanie kogoś otyłym można uznać za taką obrazę, kiedy sądy powszechne uznają, że kryterium obiektywnej obraźliwości nie spełniają epitety, takie jak „perfidny” czy „bezczelny” – przytacza.
Podobnego zdania jest adw. Dariusz Pluta, choć zauważa on, że SN wziął też pod uwagę kontekst, w jakim słowo klucz zostało użyte (sformułowanie „otyły synuś rodziców”).
– Rozumiem, że sąd chciał pokazać, iż z zestawu słów pozornie neutralnych można skonstruować wypowiedź obrażającą lub dotykającą innego człowieka – komentuje ekspert.
Jednak jego zdaniem wytaczanie „karnych” dział do tego typu spraw może prowadzić „w odczuciu społecznym do deprecjacji samej ochrony prawnokarnej”.
Jako przejaw „znacznej nadinterpretacji” wydany wyrok postrzega adw. Aleksandra Rychlewska-Hotel.
– Ten przykład uważam za skrajny, bowiem samo słowo „otyły” to w zasadzie termin medyczny – tłumaczy prawniczka.
I dodaje, że choć może zostać użyty do dokonania zniewagi, to jednak – podobnie jak inni pytani przez „Rzeczpospolitą” eksperci – uważa, że jest to przypadek, w którym niezasadne jest sięganie do prawa karnego.
Czytaj więcej
Sejm rozpoczyna prace nad ustawą o tzw. ślepych pozwach. Na stole jest też znacznie szerszy projekt pozwalający na walkę z internetowym hejtem.
Nazwanie otyłym karalne? Nie liczy się indywidualna uraza, tylko społeczny kontekst
Na społeczny kontekst, w jakim padły twierdzenia o otyłości przedsiębiorcy, zwraca z kolei uwagę adw. Iwo Klisz.
– Jeśli znajomemu poradzimy, żeby udał się do lekarza, bo nadwaga może szkodzić jego zdrowiu, to wówczas go nie znieważymy. Zrobimy to zaś wtedy, kiedy np. oceniając czyjąś działalność polityczną, wytkniemy mu „przy okazji”, że zmaga się z tym problemem – tłumaczy mecenas.
I przypomina, że dla SN ważny był jednak społeczny odbiór osób zmagających się z otyłością.
– Dla sądu nie ma więc znaczenia, czy samemu piszącemu takie komentarze również kojarzy się ona negatywnie, tylko to, jaki stosunek do tej kwestii ma społeczeństwo – uzasadnia.
Ekspert unaocznia, że jeśli np. w komentarzu dotyczącym rekrutacji wspomnielibyśmy, iż prowadziła ją osoba bez ręki lub poruszająca się na wózku inwalidzkim – nie w celu dokuczenia jej z tego powodu – nie zostałoby to uznane za zniewagę.
Mecenas Klisz zauważa, że w sytuacji naruszenia dóbr osobistych sąd musi więc brać pod uwagę, jak konkretne kwestie ocenia ogół społeczeństwa.
– Zapewne upublicznienie informacji, że ktoś nie chodzi do kościoła, kiedyś mogłoby zostać uznane za próbę dokuczenia danej osobie. Dziś trudno to sobie wyobrazić – konkluduje.
Sygn. akt SN: III KK 331/22