Od wtorku dane o życiu seksualnym obywateli, nałogach, poglądach politycznych, przekonaniach religijnych lub filozoficznych oraz kodzie genetycznym nie będą mogły być przetwarzane przez NIK.

Takie ograniczenie wprowadza nowelizacja ustawy o NIK. A jej powodem jest to, że NIK w 2012 r. dostała prawo wglądu do takich danych osobowych, co wywołało duże oburzenie. Okazało się, że zmieniając jeden przepis, który „zginął" w gąszczu innych regulacji, dano kontrolerom NIK szersze uprawnienia, niż mają służby specjalne. Tak przynajmniej twierdzili posłowie, którzy przygotowali nowelizację przepisów ograniczających zakres danych dostępnych dla NIK.

Zmianę przepisów wymusił też wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 20 stycznia 2015 r. Uznał on, że tak szeroki dostęp NIK do informacji o obywatelach jest niekonstytucyjny. TK stwierdził, że przetwarzanie danych ujawniających poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, a także dane o kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym nie jest przydatne w świetle konstytucyjnego i ustawowego katalogu podmiotów kontrolowanych przez NIK oraz zakresu dopuszczalnej kontroli. Trybunał zaznaczył przy tym, że ograniczenie konstytucyjnych praw, które nie jest przydatne, nie może zostać uznane za niezbędne ani tym bardziej za proporcjonalne w demokratycznym państwie prawnym.

Początkowo posłowie, którzy wprowadzili projekt nowelizacji do Sejmu, chcieli, by NIK nie miała też dostępu do innych danych, np. o pochodzeniu rasowym lub etnicznym czy o wyrokach. W trakcie prac nad zmianą prawa pozostawiono jednak możliwość przetwarzania takich informacji.