– Złudne były oczekiwania na stabilizację – mówi Eugeniusz Śmiłowski, prezes Pentora. – Oceny bankowców tego, co działo się w styczniu, nie są optymistyczne. Śmiłowski podkreśla, że w grupie optymistów zabrakło także przedstawicieli banków spółdzielczych, którzy dotąd raczej wierzyli w zwyżki na finansowym rynku.

– Afera z opcjami, osłabianie złotego, a także spadek cen akcji banków przytłoczyły finansistów – tłumaczy Śmiłowski.

Bankowcy nie liczą, że wzrośnie zainteresowanie klientów funduszami inwestycyjnymi czy akcjami, nie bardzo wierzą, że podniesie się dynamika przyrostu depozytów. Sądzą natomiast, że odbuduje się rynek kredytowy. – Stawiają na kredyty dla klientów indywidualnych, w tym także mieszkaniowe – mówi prezes Pentora.

To, czego bankowcy boją się najbardziej, to zwolnienia. Większość zarządów banków już zapowiedziała cięcie kosztów.

Najlepiej perspektywy sektora oceniają przedstawiciele banków kontrolowanych przez państwo.

Bankowcy przewidują, że kurs dolara na koniec tego roku wyniesie 3,32 zł (o 35 gr więcej, niż oczekiwano jeszcze w styczniu), a euro – 4,24 zł (o 35 gr więcej, niż oczekiwano miesiąc wcześniej). Zdaniem badanych inflacja liczona rok do roku osiągnie 3,98 proc.

Ankietowani szefowie placówek bankowych spodziewają się, że w tym roku Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe o 50 pkt bazowych.