Opozycja często alarmuje, że wzrost dochodów państwa, czym chwali się premier Mateusz Morawiecki, to tak naprawdę tzw. ukryty podatek inflacyjny. A resort finansów ujawnił ostatnio, ile wyniesie on w tym roku.

Czytaj więcej

Rośnie dług poza parlamentarną kontrolą. Rząd tworzy swój „raj wydatkowy"

9,2 mld zł na plusie

Podczas debaty w Senacie na temat nowelizacji tegorocznego budżetu wiceminister finansów Sebastian Skuza poinformował, że całość szacowanego wzrostu dochodów z podatków, spowodowanego inflacją, to 9,2 mld zł, z czego z VAT to ok. 4,6 mld zł.

Więcej szczegółów nie znamy, można jednak podejrzewać, że pozostałe kwoty budżet ma „zarobić" na innych podatkach bezpośrednich (np. akcyza, podatek od sprzedaży detalicznej), ale też na podatkach od dochodów.

Podwyższona inflacja, która w Polsce sięga już prawie 6 proc., oznacza też bowiem większą presję płacową, co przekłada się z jednej strony na przyspieszone podwyżki wynagrodzeń, ale również na wyższy podatek PIT i składki na ubezpieczenia społeczne liczone od tych wynagrodzeń.

Wydatki na minus

Kwota ponad 9 mld zł dodatkowych podatków wyciągniętych z kieszeni Polaków przez inflację to całkiem sporo. Z drugiej strony trzeba przyznać, że budżet państwa ponosi też koszty drożyzny. – Część wydatków państwa, takich jak świadczenie emerytalne, jest wprost waloryzowane inflacyjnie, choć koszty te widać zwykle dopiero w kolejnym roku budżetowym – zaznacza Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao SA.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Więcej też państwo musi wydawać na swoje bieżące funkcjonowanie, a presja płacowa w końcu wymusi też większe nakłady na płace w szeroko pojętej sferze budżetowej. – Coraz trudniej też finansować inwestycje publiczne, których ceny rosną jeszcze szybciej niż ceny towarów i usług konsumenckich – zauważa Pogorzelski.

– Minusem dla budżetu są też oczekiwania na wzrost stóp procentowych w efekcie rosnącej inflacji – zaznacza Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Jeśli chodzi o rynkowe stopy procentowe, to już się dzieje, co oznacza, że wyższe będą przyszłe koszty obsługi długu – zaznacza Bujak. – Niemniej bilans bezpośrednich zysków i strat podwyższonej inflacji dla finansów państwa jest niewątpliwie korzystny, choć nie tak duży jak owe 9 mld zł – dodaje Bujak.

Mniej oczywistym zyskiem, ale chyba największym, jest zaś wpływ wysokiej inflacji na wskaźniki dotyczące zadłużenia państwa. – W takiej sytuacji państwo szybciej „wyrasta" z zadłużenia, poprawia się zdolność do obsługi długu i oceny stabilności finansów publicznych – zaznacza Bujak.

– Wysoka inflacja oznacza, że nominalnie PKB rośnie dosyć szybko, szybciej niż zadłużenie, więc dług w relacji do PKB staje się mniejszym obciążeniem dla państwa – zaznacza Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Wojciechowski wylicza, że przy założeniu, że dług na koniec roku wyniesie 1,5 bln zł, a inflacja – 6 proc., zadłużenie publiczne zmniejszy się realnie o 80 mld zł. Nie oznacza, że długu nam nominalnie ubędzie, ale za to powstanie przestrzeń, którą rząd może wykorzystać dla dalszego pożyczania.