Ponad 60-procentowy w skali roku spadek liczby rejestracji samochodów dostawczych i ciężarówek w kwietniu. Ten jeden wskaźnik pokazuje, jak mocno kryzys wywołany przez koronawirusa dotknął branży transportowej i logistycznej. A tak naprawdę całej gospodarki, bo rynek samochodów użytkowych jest uważany za ważny barometr koniunktury gospodarczej.

Czytaj także: Polski rynek aut dobija do dna. Sprzedaż runęła

Jego kwietniowe wyniki nie najlepiej więc wróżą pozostałym branżom, pomimo pozytywnych sygnałów napływających z niektórych z nich. Pierwsze jaskółki ożywienia pojawiają się w branży hotelarskiej, której sprzyja rychłe – choć ograniczone – odmrożenie restauracji.

– Kraj wyraźnie się ruszył. Rezerwacji przybywa dosłownie z dnia na dzień – mówi Leszek Mięczkowski, prezes Grupy Dobry Hotel, do której należy 11 obiektów. Z danych portalu Noclegi.pl wynika, że turystyka krajowa może wręcz skorzystać na pandemii, bo pozbawieni możliwości wakacji za granicą Polacy częściej rezerwują pobyty w kraju.

Czytaj także: Odwilż w hotelach. Polacy ruszyli do letnich rezerwacji

Produkcję wznawiają też fabryki mebli – choć na ich planach cieniem kładą się najgorsze od lat nastroje konsumenckie. Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, nie kryje obaw o to, że przestraszeni gospodarczymi konsekwencjami pandemii Polacy mogą odsuwać na przyszłość zakupy domowych sprzętów. A także inne większe wydatki, np. na auta czy sprzęt AGD, którego sprzedaż – od producentów do detalistów – spadła w kwietniu o ponad jedną piątą.

Czytaj także: Polskie fabryki mebli ruszyły

Według badania Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług Polacy ostrożnie wracają też do otwartych w maju galerii handlowych. Tymczasem to one są kluczowym miejscem sprzedaży dla branży odzieżowej, obuwniczej czy kosmetycznej. – W kwietniu sprzedaż kosmetyków spadła o 40–50 proc., a kosmetyki do makijażu straciły jeszcze więcej – ocenia Henryk Orfinger, współwłaściciel Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris i członek rady nadzorczej Polskiego Związku Kosmetycznego. Jak dodaje, branża urody, która w czasie pandemii radziła sobie, rozwijając sprzedaż online czy produkcję preparatów biobójczych, teraz liczy na ożywienie sprzedaży w galeriach handlowych czy w otwieranych wkrótce zakładach fryzjerskich i kosmetycznych.

Czytaj także: Sklepy długo będą się podnosiły z zapaści

Na powrót klientów liczą restauratorzy, choć część z nich nie wytrzymała lockdownu. Jak ocenia Jakub Sawulski, szef zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym, jeśli unikniemy mocnego uderzenia drugiej fali pandemii, to polska gospodarka ma szansę na odbicie w kształcie litery U, a to oznacza, że pod koniec IV kwartału powinna już zacząć rosnąć. Jednak nawet wtedy do poziomu PKB z minionego roku wrócimy najwcześniej za dwa lata.