fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polskie fabryki mebli ruszyły

Kryzys związany z pandemią potężnie uderzył w producentów mebli, ale spektakularnych bankructw nie było
shutterstock, ivan kislitsin ivan kislitsin
Informacje spływające w ostatnich dniach do OIGPM – centrali branżowego stowarzyszenia – budzą nadzieję: fabryki mebli ostrożnie wystartowały.

Pozytywna informacja w połowie maja brzmi: produkcję podjęły prawie wszystkie znaczące fabryki branży, która w ostatnich latach była lokomotywą polskiego eksportu.

To oczywiście nie jest ruch pełną parą. Decyzjom przedsiębiorców, którzy stanęli przed koniecznością zmian w firmowej strategii, wciąż towarzyszy niepewność, jak ostatecznie rozwinie się sytuacja. – Kluczowe pytanie brzmi: czy klienci, przestraszeni gospodarczymi konsekwencjami pandemii, nie zmienili swoich nawyków i nie odsuną na przyszłość zakupów domowych sprzętów, bo pojawi się inny priorytet w domowym budżecie – zastanawia się Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Uruchomienie w kraju meblowych sklepów w zeszłym tygodniu zapaliło małe światełko w tunelu, ale do pełnych obrotów w handlu jeszcze daleko.

Na krawędzi

Cała branża, która jeszcze w zeszłym roku odnotowała 10,9 mld euro przychodów z zagranicznej sprzedaży i cieszyła się doskonałym, drugim po Chinach miejscem na liście największych światowych eksporterów, po uderzeniu koronawirusa i globalnym tąpnięciu w handlu znalazła się na krawędzi. – Dziś podstawową kwestią, która przesądzi, czy polscy meblarze odbudują swój potencjał i kiedy powrócą na szczyt, jest potwierdzenie, że zamówienia z Niemiec i pozostałych europejskich i światowych rynków są aktualne i będą faktycznie zrealizowane – mówi dyr. Strzelecki.

Ogromne straty w branży meblowej są faktem i nic tego nie zmieni. W czasie kryzysu związanego z pandemią Covid-19 w połowie marca z dnia na dzień wstrzymano w Europie meblowy handel, a konsumenci ograniczyli decyzje zakupowe do minimum.

Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Według szacunków ekspertów DNB Bank Polska i samych przedsiębiorców spadki sprzedaży w 2020 r. mogą sięgać 35 proc., co oznacza przychody o 17 mld zł mniejsze niż w zeszłym roku.

W najgorszym dla branży tegorocznym miesiącu – kwietniu – prezesi fabryk wieszczyli, że 28 tys. zakładów, zatrudniających przed kryzysem ponad 165 tys. pracowników, grozi utrata nawet 40 tys. miejsc pracy.

Ten czarny scenariusz zdaje się dziś nie potwierdzać, jak pociesza dyrektor OIGPM. –Zwolnienia zaczęły się jeszcze w marcu, ale ich skala była mniejsza, niż się obawiano. Ilu pracowników naprawdę straciło zajęcie, będzie wiadomo dopiero w końcu czerwca i na początku lipca, gdy zakończą się okresy wypowiedzeń, a decyzje zostaną utrzymane – mówi Strzelecki. Zdaniem analityków DNB Bank Polska sytuacja w sektorze meblarskim pozostaje poważna i bez pomocy rządu branży nadal grozi fala bankructw oraz zahamowanie inwestycji, co może skutkować utratą przewagi konkurencyjnej.

Z danych OIGPM wynika, że kryzys rzeczywiście potężnie uderzył w producentów mebli, ale spektakularnych bankructw nie było.

Nowe wyzwania

Dziś, w okresie zbliżania się do apogeum zachorowań na koronawirusa w Polsce, strat w branży meblarskiej nie da się jeszcze precyzyjnie oszacować. Analitycy twierdzą, że nawet przy założeniu, iż sytuacja epidemiczna w Polsce i w większości krajów europejskich zacznie się szybko poprawiać, od czerwca 2020 r. hurtownie i sklepy powrócą do normalnego rytmu i nie będzie powtórnej fali wirusa, szacowana wartość sprzedaży mebli w tym roku wyniesie zaledwie 33 mld zł. To oznacza w porównaniu do 2019 r. ogromną wyrwę w potencjale sektora, który w ostatnich latach wytrwale piął się na eksportowy szczyt.

– Teraz, w obliczu spowodowanego pandemią kryzysu i gospodarczego tąpnięcia, trudniej będzie mierzyć się rodzimym meblarzom z najpoważniejszymi wyzwaniami, które dawały o sobie znać już w okresie prosperity, czyli z utrzymaniem konkurencyjności i – co nie mniej ważne – rentowności branży.

Grupa Szynaka, Black Red White, Meble Wójcik, Forte czy Nowy Styl i inni najwięksi gracze i eksporterzy wychodzenie z wirusowej hibernacji będą musieli łączyć z modernizacją: optymalizacją procesów produkcyjnych, digitalizacją, specjalizacją. Ale w niesprzyjających czasach decyzje o kolejnych wydatkach podejmuje się trudniej.

– Poza tym w okresie, gdy trzeba łączyć siły, zawierać sojusze między firmami, przedsiębiorcom szkodzi skrajny indywidualizm. To wielka słabość naszych prezesów – ocenia dyr. Strzelecki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA