Polska ma siedem spraw przed unijnym sądem. Kilkadziesiąt innych naszych przepisów podważa Komisja Europejska. Najwięcej, bo aż cztery sprawy czekające na rozstrzygnięcie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, dotyczy telekomunikacji.
W naszej niespełna czteroletniej historii członkostwa w UE nie zdążyliśmy jeszcze ani wygrać, ani przegrać żadnej sprawy wytoczonej nam przez Komisję Europejską. W dwóch przypadkach natomiast – dopuszczenia równoległego importu środków ochrony roślin oraz zasad uczestnictwa pośredników w handlu środkami toksycznymi – Komisja skargę wycofała. Zrobiła tak, bo Polska ostatecznie zmieniła swoje prawo. W takich przypadkach pozwany zawsze zwraca koszty procesowe.
Do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze zarzut Komisji o żądanie badania technicznego samochodów używanych z importu, podczas gdy takiego obowiązku nie ma nabywca samochodu na krajowym rynku wtórnym. Wczoraj Komisja wysłała też do ETS wniosek dotyczący zakazu handlu nasionami roślin genetycznie modyfikowanych.
Najbardziej znaną polską sprawą przed unijnym sądem jest zarzut o bezprawne procedury dotyczące budowy obwodnic wokół Augustowa i Wasilkowa, które przechodzą przez obszar chroniony Natura 2000. Komisja twierdzi, że zaniedbaliśmy obowiązki dotyczące uzyskania zgody Brukseli i przedstawienia wariantów alternatywnych. Postępowanie w tej sprawie będzie jeszcze trwało kilka miesięcy, bo w ubiegłym roku sąd odrzucił polski wniosek o tryb przyspieszony.
Komisja Europejska kieruje do unijnego sądu wniosek o wydanie wyroku na końcu procedury o naruszenie unijnego prawa. Na początku wysyła do państwa członkowskiego list z prośbą o wyjaśnienie spornych przepisów. Gdy uzasadnienie rządu jej nie zadowala, w drugim etapie wysyła tzw. uzasadnioną opinię z żądaniem zmiany prawa. Oba te etapy zajmują wiele miesięcy. Gdy i to nie zadziała, w ostateczności kieruje wniosek do sądu. Jeśli ETS przyznaje rację Komisji, to wydaje ostateczny wyrok o konieczności zmiany prawa. Potem może również nałożyć na państwo kary finansowe.