Rakiety wystrzeliwane z przyszłych zestawów Homar będą w stanie precyzyjnie trafiać cele odległe nawet o kilkaset kilometrów. Polski odpowiednik natowskich systemów MLRS (Multiple Launch Rocket System), dzięki rakietom dalekiego zasięgu może być skuteczną bronią odstraszania — zniechęcającą do działania potencjalnych agresorów — twierdzi Wojciech Łuczak ekspert militarny i wydawca fachowego pisma Raport WTO.

Tadeusz Wróbel z „Polski Zbrojnej” twierdzi, że że Homar jest pilnie potrzebny, bo po wycofaniu rosyjskich rakiet Toczka nie mamy w armii artyleryjskiego systemu do niszczenie celów na długich dystansach. Rakiety do Homarów i tak będziemy musieli kupić za granicą. Możliwości nie brak: swoje pociski oferują Amerykanie (np. rakiety AMRAAM), norweski Kongsberg, czy wreszcie europejski koncern MBDA.

MON właśnie analizuje oferty w konkursie na określenie wymagań do projektowania nowego systemu broni. Już wiadomo że w grze liczy się tylko Huta Stalowa Wola, która produkuje Langusty — czterdziestolufowe zmodernizowane „katiusze”, zastępujące już wyrzutnie BM-21 rosyjskiej konstrukcji. Zestawy rakietowe Langusta z wzmocnionymi pociskami Feniks z zakładów w Bolechowie, mają jednak stosunkowo krótki zasięg (ok. 40 km).

Huta Stalowa Wola w obecnej fazie projektowania systemu — w którym uczestniczą też konstruktorzy z Instytutu Techniki Uzbrojenia prof. Józefa Gacka z Wojskowej Akademii Technicznej — nie ujawnia żadnych technicznych szczegółów. — Jeśli nie mielibyśmy przemyślanej, dojrzałej koncepcji Homara nie przystępowalibyśmy do konkursu — zapewnia Antoni Rusinek szef Centrum Produkcji Wojskowej HSW.

Według naszych ustaleń superbroń tworzyłoby konsorcjum, w którym kołowe podwozie dostarczy spółka Jelcz Komponenty, polskie będą systemy łączności i ochrony przed bronią masowego rażenia a także elektroniczne urządzenia, które zintegrują wyrzutnie z polskimi systemami dowodzenia i rozpoznania.

Homar będzie polskim odpowiednikiem samobieżnych zestawów MLRS — podstawowej dziś w krajach NATO wyrzutni pocisków do niszczenia ważnych celów na lądzie — komentuje Andrzej Kiński szef Nowej Techniki Wojskowej. Amerykanie mają aż 850 takich zestawów, wyprodukowanych przez własny koncern Lockheed Martin, 150 — Niemcy, po kilkadziesiąt wyrzutni kupiła dla swej artylerii Francja i Wielkiej Brytania.

Zdaniem Wojciecha Łuczaka przy wyborze oręża dla rodzimej wyrzutni warto wziąć pod uwagę rakiety scalp europejskiego producenta MBDA. To pociski o kilkusetkilometrowym zasięgu, niewiarygodnie precyzyjne. Podczas wojny w Iraku programowano je tak by trafiały w okna gmachów Saddama Husajna.

Scalp (tak nazywają pocisk Francuzi — Storm Shadow (w wersji brytyjskiej) jest pociskiem manewrującym o utrudnionej wykrywalności (leci na wysokości 30 — 40 metrów), naprowadzanym autonomicznie z wykorzystaniem systemu GPS oraz wyrafinowanego technologicznie systemu TERPROM śledzącego profil powierzchni ziemi.

Rakieta identyfikuje cel przy pomocy kamery termowizyjnej a potem wznosi się tak aby kąt uderzenia był jak najbardziej efektywny.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Działanie pocisku jest dwustopniowe: w momencie trafienia prekursor wypala otwór w fortyfikacji, przez który uderza druga część głowicy zdolna przebić 2 do 3 metrów żelbetonu.