Prezes E.ON-u, Johannes Teyssen, przekonywał dziś dziennikarzy na konferencji podsumowującej 2010 r., że osiągnął pewien postęp w negocjacjach cenowych z Gazpromem. I zapewnił, że chce by ich efekt był korzystny dla obu firm.

Zdaniem szefa niemieckiego koncernu, chodzi o tzw. inteligentną indeksację cen, a nie powiązanie ich z bieżącymi notowaniami gazu. Obecnie główny wpływ na wysokość rachunku za rosyjski gaz ma poziom notowań ropy naftowej, to one są wyznacznikiem cen.

E.ON, który jest energetycznym potentatem w Europie, narzeka na słabe wyniki ze sprzedaży gazu, według prognoz w tym roku straci na tej działalności miliard euro, podczas gdy w 2010 r. uzyskał 100 mln euro zysku.

Stąd renegocjacje cen nabierają nowego znaczenia. Niemiecka firma już w ubiegłym roku zakończyła z sukcesem negocjacje cenowe z Gazpromem. Gdy, z powodu spadku popytu na paliwo, jego notowania były wyjątkowo niskie, Rosjanie zgodzili się na kalkulowanie opłat za część dostaw właśnie według tych notowań.

E.ON nie ujawnił, ile zaoszczędził dzięki zmianie kalkulacji.

Ale tegoroczne rozmowy są trudniejsze, zaś przedstawiciele Gazpromu kilka tygodni temu poinformowali wręcz, że odrzucili niemieckie propozycje.

O obniżkę cen gazu z Rosji stara się też Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Najkorzystniejszym rozwiązaniem byłby powrót do sposobu kalkulacji z 2006 r., czyli w praktyce 10-proc. obniżka, ale to - w opinii ekspertów - mało realne. Sytuacja rynkowa - wysokie notowania ropy z powodu kryzysu libijskiego i wzrost znaczenie dostaw gazu rosyjskiego dla Europy - to argumenty działające na korzyść Gazpromu.