Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak jest skala internetowych oszustwa w Polsce?
  • Jakie konkretne rozwiązania prawne mogłyby zmusić platformy cyfrowe do weryfikacji reklamodawców i walki ze scamem?
  • Czym jest „gadzi kontent” i dlaczego zagrożenie w sieci wykracza daleko poza oszustwa finansowe?

Polska staje się poligonem działań internetowych przestępców w Europie. Spośród 1,76 miliona reklam przeanalizowanych w ramach projektu zainicjowanego przez prezesa InPostu aż 16,5 proc. zaklasyfikowano jako podejrzane, a ponad 28 tys. stanowiło bezpośrednie, skrajne zagrożenie. Rafał Brzoska domaga się natychmiastowych zmian legislacyjnych i zapowiada walkę z biernością korporacji na wzór sprawdzonych mechanizmów deregulacyjnych.

Przestępstwa w sieci

W poniedziałek wydrukowany egzemplarz obszernego raportu inicjatywy „150 proc. Stop Scam” trafił na biurka wszystkich polskich parlamentarzystów oraz członków Rady Ministrów. Dokument, powstały dzięki stworzonemu przez zespół Brzoski systemowi monitoringu ScamWatch, stanowi najdokładniejszy dotąd bilans procederu masowego wyłudzania pieniędzy i danych w polskiej przestrzeni cyfrowej. A liczby są porażające: z bazy ponad 2,04 mln materiałów promocyjnych wyemitowanych na platformach koncernu Meta w Polsce i pobranych do repozytorium, algorytmy ScamWatch szczegółowo zbadały 1,76 mln, aż blisko 291 tys. z nich – czyli 16,5 proc. całego zbioru – zaklasyfikowano jako reklamy podejrzane, zaś 28,2 tys. zdefiniowano bezpośrednio jako materiały niosące „bardzo wysokie ryzyko”. Chodzi o bezsporne przestępstwa: bezprawne wykorzystanie tożsamości, piramidy finansowe czy groźne złośliwe oprogramowanie.

Co szczególnie alarmujące, jak wskazał Sebastian Kondracki, współtwórca Bielika (polska AI) i ScamWatch, nasz kraj stał się głównym celem takich oszustw na Starym Kontynencie. Jak wynika z przytoczonych w dokumencie analiz Bitdefender Labs, nasz kraj odpowiada za 18-20 proc. wszystkich wykrytych w Europie przypadków fałszywych reklam inwestycyjnych w ekosystemie Mety, wyprzedzając pod tym względem Włochy (15-17 proc.) oraz Hiszpanię i Francję (po 11-13 proc.). Materiały, często wykorzystujące deepfake, drenują kieszenie polskich obywateli – skalę potwierdza sektor bankowy. Piotr Brewiński ze Związku Przedsiębiorstw Finansowych (Fintech Poland) poinformował, że same banki komercyjne raportują roczne straty klientów z tytułu oszustw na poziomie blisko 850 mln zł, z czego lwia część bierze swój początek w mediach społecznościowych. Statystyki Narodowego Banku Polskiego wskazują, że tylko w I kwartale tego roku zaraportowano blisko 260 mln zł strat z oszukańczych transakcji, co oznacza dynamikę sięgającą miliarda złotych rocznie i podwojenie skali problemu rok do roku.

Czytaj więcej

Rafał Brzoska: Zbieramy dowody na Metę. Grozi jej potężna kara za scam

Prawny bat na platformy

Inicjatorzy akcji nie ograniczają się do diagnozy. Wraz z raportem do parlamentu trafił gotowy pakiet trzech postulatów ustawowych, które mają odciąć ekonomiczne paliwo napędzające internetowe szajki. Kluczem jest przeniesienie na platformy reklamowe twardych obowiązków weryfikacyjnych, na wzór bankowych procedur przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML) oraz zasady „Poznaj swojego klienta” (KYC). Rafał Brzoska zapowiedział, że zamierza forsować te rozwiązania z taką samą determinacją i pragmatyzmem, jakie towarzyszyły rządowemu projektowi deregulacyjnemu.

– Wzorem deregulacyjnego „SprawdzaMY”: patrzymy na przepisy, widzimy problem, patrzymy, co możemy z tym zrobić. Wówczas przygotowaliśmy 500 prostych rozwiązań w ramach deregulacji, z których ponad 200 weszło w życie. Nie wymyślajmy koła na nowo, to jest po prostu dopisanie jednego zdania rozszerzającego procedurę AML/KYC na platformy cyfrowe – apeluje przedsiębiorca.

Jak zaznacza, skoro firmy kurierskie, w tym InPost, czy wydawcy internetowi muszą rygorystycznie legitymować swoich kontrahentów biznesowych, ten sam wymóg musi bezwzględnie objąć korporację Marka Zuckerberga.

Drugim filarem zmian ma być tzw. zasada 150 proc., czyli nałożenie kary administracyjnej w wysokości półtorakrotności przychodu uzyskanego przez platformę z emisji zakwestionowanej reklamy. Jak tłumaczą twórcy inicjatywy, mechanizm zwykłego zwrotu kosztów emisji jest fikcją i zachętą do dalszego przymykania oczu.

– Zwrot 100 proc. pobranych środków to żadna kara, to zwykłe oddanie tego, co się wcześniej wzięło. Ta kara powinna wynosić 150, a nawet 300 czy 500 proc. wartości zlecenia, aby emisja scamu przestała być opłacalnym modelem biznesowym – grzmi Brzoska, zarzucając Mecie wprost „udział w paserstwie” i świadome pobieranie wielokrotnie wyższych stawek aukcyjnych za reklamy oszustów niż za legalne produkty komercyjne.

Czytaj więcej

Szef ds. bezpieczeństwa Mety: Fałszywe reklamy szkodzą naszemu biznesowi

Trzeci postulat zakłada utworzenie ze ściąganych kar państwowego funduszu kompensacyjnego, który zapewniałby bezpośrednie wsparcie finansowe oraz pomoc prawno-psychologiczną dla ofiar cyberprzestępstw.

„Gadzi kontent”

Sebastian Kondracki wyjaśnia, że opracowany przez jego zespół system monitoruje przestrzeń reklamową w czasie rzeczywistym, wyłapując setki tysięcy materiałów na dobę. Podkreśla, że skala cynizmu przestępców przekracza granice wyobraźni, a zjawisko to należy nazwać mianem „gadziego kontentu”.

– Oglądam te reklamy osobiście, muszę w nie klikać i instalować promowane aplikacje. To jest potężna fabryka zła. Obok oszustw finansowych mamy do czynienia z drastycznymi materiałami pornograficznymi, obnażaniem nastolatek przez generatory AI, a nawet wykorzystywaniem wizerunków dzieci. Reklamy-tutoriale bez żadnych filtrów instruują na Facebooku, jak ze zwykłego zdjęcia koleżanki stworzyć rozbieranego deepfake'a, a po kliknięciu użytkownik jest odsyłany do aplikacji w sklepach dostępnych od 9. roku życia – relacjonuje Kondracki.

Eksperci wskazują, że Meta systematycznie narusza unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA). Przestępcy wykorzystują do 24 godzin opóźnienia w rejestracji kampanii w unijnej Bibliotece Reklam: emitują drastyczny scam, a zanim platforma go zaindeksuje, podmieniają kreację na neutralną – np. ofertę dżinsów czy szczotki do sierści. Co gorsza, po usunięciu nielegalnego materiału Meta kasuje dowody z publicznego rejestru i powiadamia przestępcę, pozostawiając poszkodowanych bez jakichkolwiek informacji o tożsamości sprawcy.

Czytaj więcej

Paweł Rożyński: Scam na Facebooku to wierzchołek góry lodowej. Bezpieczeństwo nie nadąża za technologią

Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon, podaje, iż bezkarność gigantów wynika bezpośrednio z ich architektury biznesowej, która optymalizuje zasięgi pod kątem skrajnych emocji użytkowników. Jej zdaniem w przypadku systemów rekomendacyjnych Big Techów obecność niebezpiecznych treści to „nie błąd, lecz cecha systemu”. Szymielewicz zaapelowała o pilne dokończenie wdrożenia DSA w Polsce i stworzenie niezależnej procedury szybkiego blokowania treści przez polskie organy pod kontrolą sądów, co uniezależniłoby ochronę obywateli od opieszałości zagranicznych korporacji.

– Piłka jest dziś po stronie polityków. Jeśli teraz nie przetną tego procederu, wezmą pełną współodpowiedzialność za każdą kolejną tragedię oszukanych Polaków – podsumowuje Brzoska.