Wraz z twórcą polskiego modelu sztucznej inteligencji Bielik uruchomił pan pod koniec sierpnia serwis ScamWatch – narzędzie do automatycznego wykrywania i dokumentowania przestępczych reklam w mediach społecznościowych. Macie już pierwsze wnioski, jaka jest skala procederu?
Skala zjawiska jest porażająca. W ciągu najbliższych kilku dni przedstawimy ją opinii publicznej. Nasze pierwsze estymacje wskazują jednak, że jeśli chodzi o scam w Polsce, jest go znacznie więcej niż 10 proc., o których czytaliśmy w raporcie Reutersa. To by oznaczało, że polski management Mety działa w kraju wyjątkowo pracowicie, by sprzedawać kryminalistom scam w formie reklam kierowanych do Polaków na niespotykaną skalę.
Czytaj więcej
Wojna Rafała Brzoski z właścicielem Facebooka wchodzi na kolejny poziom. Założyciel InPostu ogłosił w poniedziałek, że już w najbliższy czwartek gr...
Wcześniej sugerował pan, że Meta może w Polsce zarabiać na takich reklamach oszukujących użytkowników nawet 20 mln zł dziennie.
Tak, takie były szacunki w dniach szczytowych, kiedy tych oszustw było wyjątkowo dużo, patrząc przez pryzmat średnich przychodów Mety w Polsce. Z całą pewnością jest to znacznie więcej niż podawały raporty Reutersa.
Czy przekazujecie te dane na bieżąco do regulatora lub policji, czy powstanie zbiorczy raport okresowy i dopiero całość trafi do właściwych instytucji?
A kto w Polsce jest właściwą instytucją, kto jest regulatorem odpowiedzialnym za scam? Nie ma takiego.
Można zawiadomić UODO, UKE czy policję, choć rzeczywiście, Polska wciąż nie przyjęła ustawy wdrażającej unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA)...
No właśnie, i tu dochodzimy do sedna. Nikt się tym de facto nie może z urzędu zająć i każda z poszkodowanych osób musi sama zgłaszać się do tych instytucji – tak jak ja to zrobiłem – by mozolnie przez całą tę procedurę przechodzić. Niestety, nikt systemowo się za to nie wziął. W przyszłym tygodniu przedstawimy jednak konkretne, proste rozwiązania, które – jeśli politycy rzeczywiście chcą uporać się z problemem – będzie można bardzo szybko wdrożyć. I to bez czekania na ustawę o DSA.
Czytaj więcej
Nad Wisłą rośnie opór przeciwko lukratywnemu, ale nielegalnemu biznesowi, który kwitnie pod nosem Marka Zuckerberga. Chodzi o fałszywe reklamy i ma...
Pod petycją inicjatywy „150 proc.”, która zakłada, aby koncerny oddawały całość zysków z nielegalnych reklam powiększoną o 50 proc. kary na naprawianie szkód społecznych, podpisało się już ponad 145 tysięcy osób. To kapitał, który pozwalałby przekuć postulaty w obywatelski projekt ustawy. Jest koncepcja powołania komitetu inicjatywy ustawodawczej?
Dziś kończymy pracę nad raportem podsumowującym dwa tygodnie działania naszego narzędzia. Poza wyrywkowymi sytuacjami, o których informuję na swoich profilach w mediach społecznościowych, skrajnych treści jest tam bez liku: od pornografii dziecięcej, przez aplikacje do rozbierania nastolatek, po fałszywe produkty pseudomedyczne, wyłudzenia na kryptowaluty i podejrzane inwestycje. Można powiedzieć, że wszystko, co najgorsze, jest dziś reklamowane na polskim Facebooku z inicjatywy i za przyzwoleniem Mety. Trzeba z tym skończyć.
A jak ocenia pan ostatnie zapowiedzi Mety dotyczące wdrożenia w Polsce dodatkowych zabezpieczeń i weryfikacji reklamodawców? To krok w dobrą stronę czy gra pozorów?
Przestańmy się łudzić, to ich klasyczna wymówka w stylu: „robimy, będziemy wdrażać, wpiszemy Polskę na listę priorytetową”. Dokładnie to samo mówili mi rok temu – zapewniali, że dzięki biometrycznemu rozpoznawaniu twarzy będą w stanie wyłapywać deepfake’i i blokować ich publikację. Przecież to jest zwykła ściema.
Czyli skuteczne będą wyłącznie kary, odszkodowania i twarde prawo?
Nie ma innej metody.
Chodzi o to, by wreszcie zacząć rozliczać konkretnych ludzi, którzy mają pełną wiedzę o procederze, akceptują ten stan rzeczy i pracują w Polsce nad tym, by scamu było na platformie jak najwięcej.
Wicepremier Krzysztof Gawkowski poinformował, że buduje międzynarodową koalicję i rozmawia m.in. z Berlinem, by wspólnie uderzyć w platformy dopuszczające scam. Wzoruje się przy tym na ugodzie wywalczonej przez 47 amerykańskich stanów. To realna ścieżka?
Moim zdaniem nie ma innej drogi niż zdecydowane, skoordynowane działania na poziomie europejskim, poparte przepisami nakładającymi bezpośrednią odpowiedzialność za współsprawstwo w przestępstwie. Na to są zresztą konkretne artykuły w polskim Kodeksie karnym i nie wymaga to nawet drastycznych zmian legislacyjnych. Chodzi o to, by wreszcie zacząć rozliczać konkretnych ludzi, którzy mają pełną wiedzę o procederze, akceptują ten stan rzeczy i pracują w Polsce nad tym, by scamu było na platformie jak najwięcej.
Będzie pan składał prywatny pozew przeciwko koncernowi Meta przed sądem w USA lub Irlandii?
Mogę powiedzieć jedno: moje instrumentarium prawne nie zostało jeszcze w całości ani ujawnione, ani wykorzystane. Jeśli niektórym obserwatorom wydaje się, że mamy do czynienia z bezsilnością, albo – jak twierdzi Meta – że jestem frustratem, co zresztą wyczerpuje znamiona naruszenia moich dóbr osobistych...
To było to „przepraszamy” ze strony Mety?
Dokładnie tak, przeprosiny w stylu „powiedzmy sobie wprost: Brzoska jest frustratem”. Ale nie o „przepraszam” chodzi. W Polsce działa zespół, który dysponuje twardymi dowodami na omijanie unijnego aktu DSA przez Metę. Mamy dowody na to, że działają niezgodnie z regulacjami i grozi im kara do 10 proc. globalnego obrotu, którą Komisja Europejska może na nich nałożyć. Bardzo skrupulatnie to archiwizujemy. Jeśli takie postępowanie formalnie ruszy na szczeblu unijnym, zgłosimy się z całym repozytorium dowodowym pokazującym, jak Meta łamie prawo. I nie ma tu znaczenia fakt, że polskiej ustawy o DSA jeszcze nie uchwalono – ten proceder odbywa się na masową skalę w całej Europie.