Co najmniej dwóch operatorów turystycznych z Chin poinformowało, że wkrótce turyści będą mogli odwiedzać górzyste miasto Samjiyon na północy Korei, informuje BBC. Reżim Kim Dzong Una zamknął na początku pandemii w 2020 r. i tak już pozostający w międzynarodowej izolacji kraj, a ograniczenia zaczął łagodzić dopiero w połowie ubiegłego roku. Całkowite zamknięcie granic odcięło import podstawowych towarów, co doprowadziło do braku żywności. Trudną sytuację spotęgowały międzynarodowe sankcje związane z ambicjami nuklearnymi Kima.
Czytaj więcej
Internet w rządzonej przez ród Kimów północnej części Korei przestał być osiągalny.
Zaproszeni wszyscy, tylko nie Korea Płd.
„Jak dotąd oficjalnie potwierdzono tylko Samjiyon, ale uważamy, że Pjongjang i inne miejsca też zostaną otwarte!!!” – napisała w środę na swojej stronie na portalu społecznościowym chińska spółka KTG Tours z Shenyang. Pekińska organizacja Koryo Tour poinformowała, że turyści „potencjalnie” będą mogli odwiedzić inne części Korei Północnej w grudniu.
Koryo Tours powiedział BBC, że władze Korei Północnej zezwalają na przyjazd ze zorganizowaną wycieczką turystom z dowolnego kraju, z wyjątkiem Korei Południowej.
Chad O'Carroll, dyrektor generalny amerykańskiej firmy analitycznej Korea Risk Group, wyraził wątpliwości, co do informacji o ponownym otwarciu Korei Płn. dla zagranicznych turystów. „Uwierzę, kiedy zobaczę” – powiedział BBC. „Na razie jestem dość sceptyczny, czy w grudniu zobaczymy jakikolwiek prawdziwy ruch” - dodał.
Stany Zjednoczone same zakazują swoim obywatelom podróżowania do Korei Północnej – ze względów bezpieczeństwa.
Sezon w Samjiyon ma trwać cały rok
Miasto Samjiyon położone jest u podnóża najwyższej góry Korei Północnej - Paektu, na północy, blisko granicy z Chinami. Po stronie chińskiej jest kilka dużych ośrodków narciarskich. Według koreańskich państwowych propagandowych mediów, w Samjiyon w ostatnich latach przeprowadzono gruntowną przebudowę i modernizację infrastruktury. Czego dokładnie - nie wiadomo.
Czytaj więcej
Do tego doszło. Rosja będzie importować odzież, obuwie i inne towary przemysłu lekkiego z jednego z najbiedniejszych, wykorzystujących niewolniczą...
W lipcu Kim ogłosił plany odbudowy lotniska, przekształcenia wojskowej bazy narciarskiej w ogólnodostępny ośrodek wypoczynkowy oraz budowy nowych linii kolejowych i hoteli dla turystów zagranicznych. Kim zaznaczył, że plany „ożywienia turystyki międzynarodowej” będą skierowane do gości z „przyjaznych” krajów.
W ślad za tym także w lipcu agencja państwowa KCNA poinformowała, że strefę Mount Paektu-Samjiyon zaplanowano jako „całoroczny górski obszar turystyczny, mający na celu zaspokojenie kulturowych i emocjonalnych potrzeb ludzi na najwyższym poziomie oraz ożywienie turystyki międzynarodowej”.
Chad O'Carroll zauważa, że modernizacja Samjiyong pozostaje niekompletna i wiele brakuje do standardów, do których przyzwyczajony jest turysta, także ten z krajów „zaprzyjaźnionych”.
„Jeśli uda się ukończyć prace na czas, wyobrażam sobie, że na początku będą mogli przyjeżdżać jedynie rosyjscy turyści i nieliczni Chińczycy” – powiedział O'Carroll. - Chyba że Korea Płn. zaoferuje bezpośrednie loty między Samjiyon a krajem o neutralnym statusie, takim jak Mongolia.
„Luksusy” sprawdzone na Rosjanach
O tym, że pobyt Korei Płn. jest niewygodny i bardzo drogi przekonali się w lutym tego roku Rosjanie. Jako pierwsi zagraniczni turyści polecieli na narty do innego górskiego „kurortu” Kima - Masikryong. Wycieczka była niezwykle krótka — cztery dni i trzy noce. Nie wiadomo, czy Rosjanie zdążyli w ogóle założyć narty.
Czytaj więcej
Wyrzuceni ze stoków narciarskich Austrii, Szwajcarii, Francji czy Włoch, Rosjanie muszą zadowolić się nie tym, co lubią, ale tym, gdzie ich przyjmą...
Cena wycieczki wyniosła 750 dolarów (wtedy to było 68,1 tys. rubli). Obowiązkowe było zwiedzanie Pjongjangu i muzeum Kimów. Będący pod stałym nadzorem koreańskich „przewodników” Rosjanie zapłacili też osobno za korzystanie ze stoków w ośrodku narciarskim i wypożyczenie sprzętu sportowego. Kompleksową usługę jazdy na nartach przez osiem godzin wyceniono na 100 dol. – kwotę wręcz kosmiczną dla zwykłych mieszkańców Korei Północnej.