Pracodawcy RP to największa organizacja biznesu zrzeszająca 19 tys. firm. Wiele z nich zaangażowało się w pomoc Ukrainie?
Wszystkie. Nie ma w tej chwili firmy, która nie angażuje się w pomoc Ukrainie. Firmy robią to na bardzo różne sposoby; przekazują darowizny pieniężne, a także swoje produkty i usługi, angażują się w transport i logistykę, dają pracownikom dni wolne – co zrobiła np. sieć Smyk, by mogli włączyć się w pomoc dla Ukrainy. Jako biznes zrobiliśmy też bardzo ważną rzecz – połączyliśmy w jednym miejscu cały potencjał najważniejszych polskich firm; ponad 200 z listy 500 największych spółek. Do tego projektu, który przygotowaliśmy wraz z Rafałem Baniakiem, prezesem Pracodawców RP i Ryszardem Chmurą, prezesem Corporate Connections, dołączyła też Polska Rada Biznesu.
Jak w praktyce działa to połączenie potencjałów?
Efekt połączenia wiedzy i umiejętności tych wszystkich spółek w jednym miejscu sprawił, że gdy przed dwoma dniami zwróciły się do nas władze Warszawy, prosząc o wsparcie biznesowe, byli zaskoczeni szybkością, z jaką działamy. Wsparcie, na które czekali od kilku dni, my załatwiliśmy w 40 minut. Było ono pilnie potrzebne, bo Warszawa jest jednym z kilku miast Polski, które są teraz na pierwszej linii działań pomocowych. Władze Warszawy, która jest miastem partnerskim ze stolicą Ukrainy, utrzymują bezpośredni kontakt i zielony korytarz z Kijowem. Codziennie wysyłają tam pociągi z pomocą humanitarną, pomagając też lokalnie uchodźcom, którzy przyjeżdżają do Warszawy. Pilnie muszą więc tworzyć tysiące miejsc noclegowych, co oznacza tysiące kołder, poduszek, nie wspominając o łazienkach i artykułach sanitarnych. My to wszystko możemy zorganizować – i organizujemy w błyskawicznym tempie.
Czyli nie mniej niż wsparcie materialne przydaje się tu biznesowe know-how?