W piątek w Europie odwołano 17 tys. z 28 tys. lotów. Z tego powodu np. lotnisko Charles de Gaulle w Paryżu straciło ponad 5 mln euro. W Polsce wszystkie swoje rejsy odwołały m.in. PLL LOT. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych IATA ocenia, że ubytek w przychodach linii lotniczych wynosi 200 mln dol. dziennie.
Zdaniem ekonomistów straty linii lotniczych mogą być wyższe niż po zamachach terrorystycznych w USA z 11 września 2001 r. Tym razem bowiem linie lotnicze są po głębokiej restrukturyzacji i z trudem zaczynają odrabiać straty. Ubiegły rok w lotnictwie dyrektor generalny IATA Giovanni Bisignani nazwał „annus horribilis”; 2010 r. miał być lepszy.
Kłopoty przewoźników zostały zauważone na europejskich giełdach. Akcje British Airways, Air Berlin, Air France KLM, Iberii i Ryanaira staniały o 0,8 – 2,2 proc. – Dla dużych przewoźników, takich jak British Airways czy Lufthansa, jeden dzień odwołanych lotów to ok. 10 mln funtów strat dziennie. Kiedy linia nie lata, nie ma przychodów – mówi Douglas McNeill, analityk rynków transportowych w Charles Stanley Securities w Londynie. – Jeśli jednak wszystko wróci do normy w ciągu kilku dni, linie będą w stanie odpracować te straty.
[wyimek]ok. 700 operacji lotniczych (starty i lądowania) odbywa się codziennie na polskich lotniskach[/wyimek]
Ashley Steel, odpowiedzialny za transport i infrastrukturę w firmie doradczej KPMG, mówi już o trudnych do odrobienia „dziesiątkach milionów funtów” strat. – Takie przypadki pokazują, że linie lotnicze powinny się łączyć bądź też współpracować w ramach aliansów, bo tylko wówczas będą się w stanie uporać z finansowymi skutkami takich kataklizmów. Im mniejszy przewoźnik, tym trudniej mu stawić czoła takim kłopotom.