Chmura wulkanicznego pyłu uziemiła w zagranicznych kurortach tysiące polskich turystów.
[wyimek]100 tysięcy turystów, którzy wyjechali z TUI, czeka na powrót do domu[/wyimek]
Exim Tours musiał pozostawić 500 osób w Egipcie, tyle samo nie wróciło w terminie do domu z Rainbow Tours, 1200 osób nie może ściągnąć do kraju Itaka. – Wszystkim zapewniliśmy noclegi i wyżywienie. Przedłużyliśmy także ubezpieczenie – mówi szef Eximu Abdelfettah Gaida. Ale Exim, podobnie jak kilka innych dużych biur podróży, nie podjęło jeszcze decyzji, jak ostatecznie będą wyglądać rozliczenia za przedłużony pobyt. – Jeśli przeloty będą dłużej wstrzymywane, zaczniemy się zastanawiać nad innymi rozwiązaniami – zapowiada dyrektor ds. marketingu Itaki Piotr Henicz.
Biura są w kropce, bo z jednej strony boją się narazić klientom, z drugiej – chciałyby zminimalizować straty. W poniedziałek w południe zarząd Rainbow Tours szacował je na 100 tys. zł. Żadne z biur nie było na taką okoliczność ubezpieczone. – Nawet w ustawie o usługach turystycznych nie ma zapisu, co robić w przypadku siły wyższej – mówi prezes Polskiej Izby Turystyki Jan Korsak. Tym, którzy jeszcze nie zdążyli wylecieć, biura proponują inne terminy wycieczek.
Także za granicą firmy turystyczne liczą straty. TUI, które musi ściągnąć do domu 100 tys. osób, już straciło ponad 22 mln euro. Dla kilkusetosobowej grupy turystów w Hiszpanii firma chce zorganizować konwój autokarowy. Już w poniedziałek rano kurs akcji TUI spadał o 3,7 proc., traciły również akcje jego konkurenta – firmy Thomas Cook Group. Uziemienie turystów uderza też w przedsiębiorstwa wypożyczające samochody. W Hiszpanii i Portugalii szczególnie trudna stała się sytuacja tego typu firm działających przy lotniskach.