Choć wakacje za progiem, przemysł turystyczny pogrąża się w kłopotach. Zainteresowanie zagranicznymi wycieczkami jest niewielkie, głównie z powodu słabnącego kursu złotego. Z kolei do urlopu w kraju zniechęcają powodzie. - Ten rok będzie dla branży jeszcze gorszy niż ubiegły - zapowiada prezes biura podróży Exim Tours Abdelfettach Gaida. Choć jeszcze w marcu wydawało się, że branża turystyczna wydźwignie się z kryzysu - w pierwszym kwartale rosła liczba wyjeżdżających i poprawiały się wyniki finansowe, od kwietnia trwa głęboka bessa. - Jest mniejszy ruch niż zakładaliśmy - przyznaje wiceprezes Rainbow Tours Remigiusz Talarek. - Zbliżamy się do połowy czerwca, a nic nie wskazuje, by sytuacja miała się poprawić - dodaje Gaida.

W dodatku tych, którzy zdecydują się na zagraniczny wyjazd, może spotkać zimny prysznic. Jeśli złoty dalej się osłabi, biura wprowadzą tzw. dopłaty kursowe. Podwyżki cen możliwe są zwłaszcza na kierunkach dla Polaków najpopularniejszych – do Egiptu i Turcji. W tych dwóch państwach organizatorzy wycieczek rozliczają koszty w dolarach, tymczasem amerykańska waluta podrożała względem złotego znacznie bardziej niż euro. Kolejnym problemem jest droga ropa, która wywindowała cenę paliwa lotniczego. Na razie nie wiadomo, jak wysokie mogą być ewentualne podwyżki - będą zależeć od tempa spadku waluty i momentu ich wprowadzenia.

- Touroperatorzy będą czekać na ruch liderów rynku. Nikt nie chce być pierwszy, bo wprowadzenie dopłat byłoby złym sygnałem dla klientów - mówi dyrektor generalny Oasis Tours Grzegorz Karolewski.

Branża zagranicznej turystyki wyjazdowej znalazła się pod ścianą, bo przy niewielkiej sprzedaży podwyżki cen mogą okazać się zabójcze. Z drugiej strony, biura nie mogą już sprzedawać wycieczek ze stratą, jak miało to miejsce w ubiegłym sezonie. W rezultacie znaczna część branży zakończyła 2009 rok znacznymi stratami. Co prawda nie spełniły się wcześniejsze prognozy Instytutu Turystyki zakładające w ubiegłym roku plajtę kilku dużych touroperatorów, ale pogłębienie strat w roku 2010 mogłoby taki scenariusz urealnić.

Przedstawiciele branży przyznają, że na spadek sprzedaży wpłynął cykl niekorzystnych wydarzeń, mocno osłabiających popyt. Pierwszym była katastrofa prezydenckiego samolotu i trwająca ponad tydzień żałoba narodowa, która osłabiła zainteresowanie wycieczkami. Potem nad Europę nadciągnęła chmura wulkanicznego pyłu, która uziemiła samoloty na lotniskach. Następnie przyszła powódź, a jednocześnie grecki kryzys wywindował w górę kurs dolara.

Na tym ostatnim mogłyby skorzystać firmy oferujące wypoczynek w Polsce. Ale spora część rejonów turystycznych walczy ze skutkami powodzi: Podbeskidzie, Dolny Śląsk, miejscowości wzdłuż rzek. Kłopotów obawiają się także miejscowości nadmorskie przy ujściu Wisły, która wylewa do Bałtyku falę powodziową. Powódź zmniejszy także wpływy z zagranicznej turystyki przyjazdowej, które w ubiegłym roku wyniosły 9 mld dolarów. Zdaniem Witolda Bartoszewicza z Instytutu Turystyki, należy oczekiwać zwłaszcza zmniejszenia ruchu przygranicznego, głównie na zachodniej granicy Polski.