Mały pożar na pokładzie ZA002 powstał na skutek zwarcia albo łuku elektrycznego w szafce rozdzielającej zasilanie. Najprawdopodobniej wywołał go mały metalowy przedmiot, którego nie powinno być w szafce. Przejmuje ona energię elektryczną z lewego silnika i rozdziela do innych systemów samolotu.
Po wybuchu pożaru włączono zasilanie wsparcia, turbinę wiatrową RAT. Koncern wyjaśnił, że pracuje nad unowocześnieniem oprogramowania, które steruje rozdziałem energii elektrycznej, aby nie istniała konieczność włączania zasilania awaryjnego, gdyby doszło ponownie do takiego incydentu.
Rzeczniczka Boeinga, Lori Gunter stwierdziła, że nie wiadomo jeszcze, o ile opóźni się dostawa pierwszej maszyny, przewidziana dotąd na luty 2011. Według „WSJ”, rzeczniczka potwierdziła, że chodzi o drobny metalowy przedmiot, ale koncern nie wie, gdzie ona był. Zaprzeczyła informacji dziennika „La Tribune”, że pracownik zostawił w szafce klucz, bo nic takiego nie znaleziono. Winowajcą mógł być mały kawałek przewodu albo sworzeń, ale technicy Boeinga nie znaleźli nic takiego w resztkach po pożarze.
Trzy osoby znające sprawę twierdzą, że Boeing będzie musiał przerobić część oprogramowania dotyczącego systemu dystrybucji elektryczności i szafki energetyczne. Pożar na pokładzie 9 listopada został wywołany przez zostawioną aluminiową podkładkę — twierdzą i proszą o zachowanie ich anonimowości, bo Boeing nie ogłosił takich szczegółów.
Dwie osoby twierdzą, że Boeing chce zmodyfikować szafki energetyczne, aby nic nie dostawało się do nich. Zmieni też oprogramowanie systemu elektrycznego, aby usprawnić rozdział energii. Lori Gunter nie chciała skomentować tego.