Na początku listopada krajowy urząd bezpieczeństwa ruchu drogowego NHTSA podjął wstępne sprawdzanie bezpieczeństwa pojazdu o napędzie elektrycznym Volt, kiedy w trzy tygodnie po crash-teście zapaliła się uszkodzona bateria litowo-jona.

Nikt nie ucierpiał w tym pożarze, który spowodował jedynie straty materialne w ośrodku badawczym w Wisconsin. Specjaliści z NHTSA starali się wcześniej odtworzyć warunki testu z maja, przeprowadzili ostatnio trzy podobne próby z zestawami litowo-jonowymi, wywołując celowo uszkodzenie przedziału z bateriami i systemu ich chłodzenia.

Po dwóch takich próbach baterie zapaliły się, więc urząd podjął śledztwo w związku z wadą systemu bezpieczeństwa w Voltach. Właściciele takich aut, które nie uczestniczyły w poważniejszej kolizji, nie mają powodów do obaw — zapewniono.

Producent nie zorganizował dotąd akcji przywoławczej, a NHTSA nie otrzymał informacji o kolizjach w normalnej eksploatacji, które wywołały zapalenie się baterii w modelu Volt czy w innych pojazdach napędzanych bateriami litowo-jonowymi.

Urząd jest jednak zaniepokojony tym, że w dwóch  testach na trzy   z bateriami Volta doszło do zapalenia.  Jeśli urząd stwierdzi zagrożenie dla bezpieczeństwa, to podejmie natychmiastowe działania, by uprzedzić konsumentów i dopilnować powiadomienia posiadaczy takich pojazdów przez GM.

Koncern stwierdził z kolei, że pojazd jest bezpieczny, nie stwarza nieuzasadnionego ryzyka w ramach normalnej eksploatacji czy natychmiast po poważnej kolizji. Poparł też dalsze testy prowadzone przez NHTSA.