Korespondencja z Genewy
Prezes Fiata Sergio Marchionne uważa, że problem nadwyżki mocy produkcyjnych w europejskiej motoryzacji powoli staje się kłopotem nie producentów, ale władz Unii Europejskiej. Nadwyżkę tę ocenia na przynajmniej 20 proc.
– Podobnie było z europejskim przemysłem stalowym, władze UE wówczas zareagowały zbyt późno. Dzisiaj praktycznie nie ma już w Europie tej branży – wskazuje Marchionne.
Nie zmienia to faktu, że prezes Fiata podtrzymuje plany umieszczenia nowego modelu w fabryce w Tychach, tak jak to zapowiedział dwa miesiące temu w „Rz". – Będę miał nowe auto dla tej fabryki. Ci ludzie produkują tam już tyle aut: pandy, fiaty 500, abarthy, lancie ypsilon i fordy ka. Nie ma powodu, dla którego z tych samych taśm nie miałby zjeżdżać kolejny model – mówił podczas konferencji prasowej na Międzynarodowym Salonie Samochodowym w Genewie.
Straty i inwestycje
O cięciu produkcji i dopasowaniu jej rozmiarów na miarę możliwości działów sprzedaży mówią w Genewie wszyscy. Ford ma świadomość, że w tym roku może stracić w Europie nawet 600 mln dol.
20 procent przynajmniej na tyle ocenia prezes Fiata Sergio Marchionne nadwyżkę mocy w Europie
Wiceprezes Nissan Motor Europe Trevor Mann przyznaje, że pełną parą pracuje jedynie rosyjska fabryka. W Sunderland w W. Brytanii, gdzie wkrótce będzie produkowany najnowszy model japońskiej marki Invitation, wykorzystanie mocy wynosi ok. 80 proc. Z tej fabryki wyjeżdżają już dwa rynkowe hity Nissana: Qashqai i Juke – łącznie 500 tys. aut rocznie. Ale już w Hiszpanii wykorzystywana jest nie więcej niż połowa mocy.
– W tej sytuacji nie zamierzamy szukać nowego miejsca do produkcji w Europie, nad którym myśleliśmy jeszcze latem 2011 r. – powiedział „Rz" Mann. W Sunderland zostanie zatrudnionych 400 nowych pracowników, 1600 miejsc pracy powstanie zaś u dostawców komponentów. Na to Nissan otrzyma od rządu w Londynie wsparcie finansowe.
Plany koncernów
Obaw o wyniki na europejskim rynku nie ukrywa też prezes Toyota Motor Europe Didier Leroy. Jego zdaniem sprzedaż spadnie przynajmniej o 5 proc. w Europie Zachodniej, w naszym regionie zaś sytuacja będzie stabilna. Mimo tak pesymistycznego scenariusza Toyota zamierza zwiększyć sprzedaż, przy tym szczególnie liczy na właśnie zaprezentowanego w Genewie hybrydowego yarisa.
Plany Toyoty to 835 tys. sprzedanych aut wobec 822,4 tys. w 2011 r. Jednocześnie Leroy liczy, że uda mu się zwiększyć udział w rynku z 4,2 proc. w 2011 r. do 4,5 proc. Toyota zamierza też rozpocząć produkcję komponentów do hybrydowych aut.
Mimo wielkich planów Toyoty prezes Volkswagena Martin Winterkorn jest przekonany, że jego firma w tym roku wyprzedzi Toyotę pod względem liczby sprzedanych aut.
Tych kilka oznak optymizmu nie oznacza jednak, że – jak mówi Marchionne – w Europie obędzie się bez cięć. Według Matthiasa Wissmana, prezesa niemieckiego zrzeszenia producentów samochodów VDA, w tym roku w Europie nie uda się sprzedać więcej niż 12,1 mln aut.
Przy tym przez kryzys najmniej mają zostać dotknięci producenci niemieccy, bo z tego kraju na dziesięć wyprodukowanych aut siedem jest eksportowanych. Niemieckim koncernom pomoże to, że zdołały zagarnąć aż 80 proc. światowego rynku w sektorze premium, najbardziej dochodowym i mniej podatnym na wahania koniunktury. Np. BMW w lutym zanotowało 14-proc. wzrost sprzedaży.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: