Pro
prof. Jan Burnewicz z katedry Badań Systemów Transportowych Uniwersytetu Gdańskiego
LOT chce gigantycznego wsparcia szacowanego na przynajmniej miliard złotych. Czy warto ratować narodowego przewoźnika pieniędzmi z budżetu państwa?
Jan Burnewicz: Dobrze byłoby mieć narodowego przewoźnika. Ale takiego, który starałby się efektywnie funkcjnować. LOT sobie z tym nie radził. Mam więc wątpliwości, czy warto wykładać pieniądze. Ale z drugiej strony jak LOT zniknie, czym będziemy latać? Mamy w kraju nowe lotniska, jak Lublin czy Modlin, ludzie nabrali ochoty na podróżowanie samolotami. Trudno będzie znaleźć alternatywę.
Jakie jest w takim razie możliwe wyjście? Jesli spółka miałaby otrzymac wsparcie, to na jakich zasadach?
Uważam, że jeszcze przez rok powinnismy spółce pomóc. Ale tylko przez rok. Zdaję sobie sprawę, że to kontrowersyjna opinia, wielu ekspertów jest przekonanych, że limit pomocy i cierpliwości w stosunku do LOT-u został już ostatecznie wykorzystany. Ale tych róznych bankructw wokoło nas jest w tym roku juz zdecydowanie za duzo. Dopiero co splajtował OLT Express. A tymczasem wewnątrz kraju nie ma komu wozić pasażerów. Więc niech chociaż jeszcze przez rok LOT działa z pomoca państwa. Może w końcu uda się wyprowadziuć tę firmę na prostą.
Skoro trzeba pomóc, to jak kontrolować wykorzystanie tej pomocy, by nie zmarnowano pieniędzy?
Nie może byc już obietnic typu „coś zrobimy". Potrzebny jest racjonalny program naprawczy, który przyniesie efekty. I nie chodzi tylko o redukcje zatrudnienia: to rzecz najprostsza, ale nie na tym polega restrukturyzacja takiej firmy. Trzebz większyć oferte atrakcyjnych przelotów wewnątrz kraju, żeby więcej osób podróżowało i zapełniły się samoloty.
Czy w ogóle warto wspierać państwowymi pieniędzmi firmy, które mają kłopoty? Czy nie powinnismy bardziej ostrożnie i wstrzemięźliwie wykorzystywać pomoc publiczną finansowaną przez podatników?
W Unii Europejskiej pomoc publiczna dla prywatnych firm jest zakazana, podobnie jak powinna być zakazana dla prywatnych uczelni. Pytanie, jaka właściwie firmą jest LOT: stworzylliśmy pozory, że jest to spółka prawa handlowego. Podobnie zreszta z kolejami. Z drugiej strony, jest to transport publiczny. To funkcja inna niż zarabianie na produkcji kosmetyków czy sprzedaży jakichś luksusowych towarów. To usługa, która decyduje o byc lub nie być społeczeństwa: czy dojedziemy do pracy, do domu, czy załatwimy swoje najważniejsze problemy. Więc do tej ważnej, specyficznej funkcji transportu trzeba podejść trochę inaczej.
Czy to znaczy, że państwo powinno się angazować w transport? A w konsekwencji do niego dopłacać?
Transport pasażerski nie jest rentowny w całej Europie. To chory segment. Może jedynie poza szybkimi kolejami we Francji, ale to wyjątek. Nie mamy w tym przypadku innego wyjścia.
Kontra:
Adrian Furgalski, ekspert ds. transportu
Czy warto pompowac państwowe pieniądze w LOT?
Adrian Furgalski: Nie warto. Jesli państwo ma dawać w ciemno miliard złotych a firma po raz kolejny obiecuje że teraz to juz na pewno się uda prywatyzacja i LOT zostanie prężnie rozwijającą się firmą lotniczą, to ja w to absolutnie nie wierzę.
Może by mu się jednak udało.
LOT juz dostał pieniądze od państwa. Miał je ze sprzedaży majątku w 2012 roku, który został mu przez państwo podarowany. Gdzie są te pieniądze? Zostały po prostu przejedzone. Można więc przypuszczać, że z kolejną pomocą będzie dokładnie tak samo.
Spółka pokazała jednak plan restrukturyzacji. Jest zły?
Plan restrukturyzacji pokazuje cięcia, ale powinien pokazywac też sferę przychodów. A tu nie widać niczego konkretnego. Poza jednym hasłem zwiększenia połaczeń dalekobieżnych, na czym będzie można kosztowo wygrać. Tylko jest problem: mamy osiem mitycznych Dreamlinerów z olbrzymimi ratami leasingowymi, których częstotliwość latania będzie nijaka. I w taki sposób chcemy rzucać rękawicę największym potęgom lotniczym. Nie wygramy tej konkurencji, bo na światowym rynku jesteśmy karzełkiem.
Co w takim razie powinniśmy zrobić z LOT-em?
Dla mnie na ratowanie spółki jest już za późno. Jedynym mozliwym scenariuszem ratunkowym byłoby sprywatyzowanie tej firmy. Tylko że do tej pory zamiast podejmowania rzeczywistych działań mówiono nam bajki.
Skoro na ratowanie za późno, to czy mamy pozwolić spółce zbankrutować?
Tak. Ponieważ prywatyzacja trwa sześć lat. Restrukturyzacja jedenaście. Oczywiście tylko w teorii. Czy teraz kolejny raz mamy wykładać kasę i czekać na efekty? W pierwszej transzy firma ma otrzymać 400 milionów, zwolni 600 osób. Skąd to wziete? Nie wiadomo, skoro restrukturyzacja siatki połaczeń ma być dokonana dopiero w lutym przyszłego roku. Widocznie to wszystko pisane jest tylko na papierze, podobnie zresztą jak cała strategia.
Zaóżmy, że dochodzi do bankructwa. Kto będzie latał zamiast LOT-u?
Nie będzie problemu, bo rynek świetnie się rozwija. My jeszcze długo będziemy mieć lepsze wskaźniki od innych krajów Unii Europejskiej, bo dopiero się uczymy latać i mamy potężny potencjał. Dlatego będą zwiększane ilości przelotów, wejdą nowi przewoźnicy. W USA też obawiano się, co będzie, gdy zabraknie PAN AM-u. Ameryka jednak przetrwała, ludzie tam latają.
Kto jest winien że jest jak jest?
Przede wszystkim politycy. LOT zawsze był traktowany jako łup. A jeżeli związki zawodowe są dziś takie zatroskane sytuacją, to mamy kolejną nieprawdę. Wszyscy byli przekonani, że jak to jest narodowy przewoźnik, to nic nie może mu się stać.