Polska konsekwentnie umacnia swoją pozycję w UE. Sprzyja temu m.in. stały wzrost PKB w czasie, gdy kraje starej Unii pogrążone są w stagnacji. Ale globalny rynek podlega postępującej integracji, co nasila współzależności między gospodarkami nie tylko z jednego regionu. To zwiększa potrzebę koordynacji polityki gospodarczej na szczeblu globalnym. Tymczasem Polska nie należy do G20, która jest kluczową platformą dialogu na tym poziomie.
PKB wciąż zbyt mały
Odpowiedzi na pytanie, czy Polska ma szansę na awans do tego gremium, szukali uczestnicy panelu dyskusyjnego „Polska w G20? Kryteria wyboru krajów ważnych systemowo", który odbył się wczoraj w Krynicy.
– G20 powstała w 1999 r. w następstwie kryzysu azjatyckiego. Jej celem jest właśnie koordynacja polityki gospodarczej, ale również dbanie o bezpieczeństwo i stabilność gospodarki światowej. Do G20 powinny więc wchodzić kraje uznawane za ważne systemowo. Tyle że nie ma zgody co do tego, które kraje takie są. Nie istnieją formalne kryteria przynależności do G20. Na dodatek światowa gospodarka się zmienia. Kraje systemowo ważne 15 lat temu niekoniecznie są takie także dzisiaj – przypomniał Jacek Kędzior, partner zarządzający EY Polska
Biorąc pod uwagę jedynie wartość PKB lub liczbę ludności, Polska dziś – tak jak przed 15 laty – nie należy do największych gospodarek świata. Z danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który w debacie reprezentował James Roaf, wysoki przedstawiciel na Europę Środkowo-Wschodnią, wynika, że w 1999 r. Polska była pod względem PKB 25. krajem świata, obecnie zaś jest 22. Pod względem populacji jesteśmy na 34. pozycji. – Na tle krajów Europy Zachodniej Polska szybko rosła, ale na tle innych państw wschodzących już niekoniecznie. Gdyby Polska chciała wejść do G20, musiałaby konkurować z innymi krajami rozwijającymi się – zauważył Roaf.
Gdyby jednak przyjąć bardziej złożone kryteria, Polska mogłaby się w G20 znaleźć – wynika z wyliczeń EY. Firma opracowała 18 alternatywnych zestawień 20 systemowo ważnych gospodarek, uwzględniając oprócz PKB i populacji m.in. ich powiązania handlowe, inwestycyjne i przynależność do rozmaitych instytucji międzynarodowych. Polska należy do 11 z tych hipotetycznych składów G20.
Mamy czym się chwalić
Problem w tym, że obecnie rewizji składu G20 nikt nie rozważa. Według Mamty Murthi, przedstawicielki Banku Światowego w Europie Środkowo-Wschodniej, nie powinno to budzić w Polsce rozgoryczenia. – Na arenie unijnej wciąż jest wiele do osiągnięcia – zauważyła. – G20 to jest pewien klub. Można się do niego dostać, zachowując się jak członek tego klubu, aż wreszcie zostanie się zaproszonym. Krótko mówiąc, Polska musi zabierać głos w sprawach ważnych dla globu, takich jak klimat czy demografia – powiedziała Murthi.
Według niej Polska w związku z doświadczeniami transformacji ostatnich 25 lat może dużo światu zaoferować, zabierając głos m.in. w sprawie polityki wschodniej, stabilności sektora finansowego oraz reform systemu emerytalnego.
– Mamy czym się dzielić. Transformacja, przejście suchą nogą przez kryzys... To musi być wykorzystane w marketingu polityczno-gospodarczym – zgodził się Ludwik Kotecki, główny ekonomista w Ministerstwie Finansów.