Gość tłumaczył, że 80-90 proc. posiadaczy aut deklaruje, że co roku zmienia opony z zimowych na letnie.- Rzeczywistość jest taka, że dwie trzecie naprawdę zmienia. Od wielu lat jest stagnacja. Jest bardzo duża osób, która tego nie robi – mówił Sarnecki .
- Jest to kwestia świadomości i niepotrzebnego ryzykowania życiem i zdrowiem swoim oraz innych kierowców. Przy drodze jaka jest dzisiaj, plus 2 stopnie Celsjusza, samochód jadący 100 km/h na oponach letnich zahamuje 10 metrów dalej, czyli dwie długości samochodu, niż na oponach zimowych. Mówimy o drodze mokrej bez śniegu – dodał.
Sarnecki zaznaczył, że opony zimowe nie kosztują więcej niż letnie. - Jeździmy naprzemiennie pół roku na letnich i pół roku na zimowych. Jak policzymy wszystkie miesiące, kiedy temperatura spada poniżej 7 stopni rano, to okaże się, że wchodzimy w 5-6 miesięcy – stwierdził.
Gość zauważył, że w tej części Europy, z takim klimatem, jesteśmy jedynym krajem, który nie ma żadnych przepisów dotyczących opon zimowych.
- Spacerując w Warszawie przy minus 10 stopniach, widziałem całą masę samochodów na oponach letnich. To już jest hazard - mówił Sarnecki.
Przetoczył dane z których wynika, że samo wprowadzenie wymogu jazdy na oponach zimowych zmniejsza ilość wypadków o 3-5 proc., a prawdopodobieństwo wypadku aż o 46 proc.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Gość zaznaczył, że jest wiele mitów o oponach zimowych jak ten, że są głośniejsze. - To jest absolutna nieprawda – mówił.
Wyjaśnił, że to czy postawić na opony uniwersalne, całoroczne zależy od tego jak, czym i kto jeździ. - Jeśli ktoś pokonuje głównie dystanse po mieście, nie jeździ po autostradach, to do średnich, mniejszych samochodów te opony będą dobrym rozwiązaniem. Tylko patrzmy na opony premium – tłumaczył.
Ekspert zaznaczył, że wszystkie opony całoroczne renomowanych producentów mają homologację zimową. - Musiały przejść obiektywne testy, jednak nie przechodzą ich z takim zapasem jak typowe opony zimowe. Jest to kompromis – mówił.
Gość podkreślił, że w typowym okresie eksploatacji 4-5 lat producentom jest wszystko jedno z punktu widzenia zarobku, czy sprzedadzą 2 komplety opon całorocznych, czy komplet letnich i zimowych. - W ciągu tych lat zamiast 2 kompletów całorocznych wyjeździ się ich 2,5 do 3, w zależności od tego jak kto jeździ. Ekonomicznie to wcale nie wychodzi lepiej. Oszczędza się jedynie na wymianie – ocenił Sarnecki.
- Wytrzymałość opony zależy od tego jak jeździmy. Teoretycznie powinna wytrzymać od 30 tys. do 60-70 tys. km przy standardowej jeździe – dodał.
Ekspert zauważył, że jakiś czas temu nowinką były opony energooszczędne. - To już zaczyna być standard – mówił. - Obserwujemy też wyciszenie opon. Wprowadza się również technologie samouszczelniania przy niewielkich przebiciach – dodał.
- Nowinki na przyszłość związane są z elektromobilnością i automatyzacją jazdy. Opona cały czas będzie jedyną powierzchnią styku samochodu z jezdnią. To jest pole do zbierania wszelkich informacji przez wprowadzanie nowych czujników do opon – tłumaczył.
Sarnecki przyznał, że ubiegły rok był bardzo dobry jeżeli chodzi o sprzedaż opon. - W przypadku samochodów osobowych przekroczyliśmy ponownie barierę 10 mln sztuk opon. Doliczając indywidualny import, polski rynek to jest 13-14 mln sztuk. W zależności od roku jesteśmy na 5-6 miejscu w Europie. W oponach zimowych troszkę wyżej – podsumował.