Tak uważa przedstawiciel resortu finansów Łotwy Edgar Putra.

- W naszych interesach jest jak najszybsze przywrócenie zaufania i widzę tutaj tylko jeden sposób: radykalne zmniejszenie procentowego udziału lokat nierezydentów w portfelu lokat całej bankowości Łotwy - cytuje wypowiedź Putry dla łotewskiego radia, agencja LETA.

Udział pieniędzy nierezydentów w bankach Łotwy musi być obniżony do 20 proc.., co pozwoli krajowi zbliżyć się do średniej unijnej i dobrze akumulować i kontrolować lokaty.

Putra oddał, że przywrócenie reputacji Łotwy na międzynarodowej arenie finansowej wymagać będzie kilka lat, jeżeli nie będzie nowych wstrząsów. W 2017 r wielkość lokat zagranicznych klientów w bankach Łotwy zmniejszyła się o 12 proc. (1,097 mld euro) do 8,055 mld euro. Stanowi to 39,7 proc. wszystkich lokat czyli wciąż dwa razy tyle ile wynosi średnia unijna.

Łotewska bankowość zdominowana jest przez kapitał rosyjski i powiązane z nim nacje. Kraj pomimo, że należy do strefy euro i jest nadzorowany przez Europejski Bank Centralny, uchodzi za wykorzystywany do prania brudnych pieniędzy i transakcji powiązanych z finansowaniem terroryzmu.

Najnowszy skandal z bankiem ABLV, który właśnie z powodu takich operacji ma zostać zlikwidowany, znów poderwał zaufanie do łotewskiej bankowości. Prezes Banku Łotwy został zatrzymany pod zarzutem wymuszania łapówek w zamian za przymykanie oka na nielegalne operacje. Dającym ok. 100 tys. euro kopertowego miał być ABLV. Obie strony zaprzeczają, ale EBC zdecydował o likwidacji podejrzanego banku.

Komisja ds. rynków finansowych finansów Łotwy ogłosiła dziś, że w związku z likwidacją ABLV zwrot ulokowanych pieniędzy dostanie 22750 klientów banku. Potrzeba na to 470 mln euro. Pieniądze pochodzić mają ze skarbca likwidowanego banku.