fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Eurostrefa i budżet federalny

ROL
Osobny budżet dla strefy euro to początek stanów zjednoczonych Europy. Dla Polski drzwi mogą pozostać otwarte
Korespondencja z Brukseli
Zamknięte koło eurokryzysu skłania polityków i ekonomistów do szukania nowatorskich pomysłów na dalszą integrację. Przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy dostał od krajowych przywódców zadanie napisania planu dokończenia budowy unii gospodarczo-walutowej. Pierwszy projekt propozycji właśnie został rozesłany dyplomatom.
Wspólna dyskusja odbędzie się na szczycie UE 18–19 października, kolejna, już bardziej szczegółowa, na szczycie w grudniu.

Z poparciem Berlina i Paryża

Projekt zawiera pomysł utworzenia osobnego budżetu dla strefy euro.
Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, popierają to i Niemcy, i Francja. Niektóre kraje obawiają się jednak, że dla tego osobnego budżetu mogą zostać przełożone pieniądze z budżetu całej Unii Europejskiej.
Na tym straciłaby Polska, która jest głównym beneficjentem polityki spójności. Jednak, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, taka opcja jest mało prawdopodobna. – Budżet strefy i budżet całej Unii powinny być ściśle rozdzielone – mówi wysoki rangą dyplomata w unijnych instytucjach.
Na razie dyskusja jest w początkowej fazie, ale przyjęcie tego pomysłu nawet w małej skali oznacza tworzenie federalnego państwa europejskiego.
Polska tradycyjnie przeciwstawiała się próbom podziału UE na strefę euro i resztę w pomysłach dalszej integracji. Jak dowiadujemy się w Brukseli, Herman Van Rompuy gotów jest przedstawić opcję dobrowolnego włączenia się w projekt dla krajów, które w przyszłości przyjmą wspólną walutę.
– To może mieć sens. Polska podpisała przecież traktat fiskalny. Ma co prawda swoją politykę kursową, ale dodatkowe zabezpieczenie na wypadek recesji może się jej przydać – uważa ekspert European Council for Foreign Relation Sebastian Dullien. Wtedy jednak musiałaby się również złożyć na taki budżet.

Trzeba dać coś w zamian

Ekonomiści są przekonani, że eurobudżet ma sens. Wyraźnie pokazuje to obecny kryzys. Kraje z osobną walutą, jak Polska, w razie recesji ratują się deprecjacją waluty. Grecja czy Hiszpania nie mogą tego zrobić, co sprawia, że ich gospodarka nie może zwiększyć konkurencyjności. Ponadto kraje w kryzysie muszą cały czas dokonywać oszczędności, co powoduje dalszą recesję, zmniejsza dochody do budżetu i zmusza je do kolejnych oszczędności.
– Zupełnie inaczej jest w USA. Kiedy Kalifornia staje przed widmem bankructwa, to przecież znaczna część transferów socjalnych jest dokonywana przez rząd federalny na rzecz mieszkańców tego stanu. I to te pieniądze chronią przed spiralą recesji, bo tworzą popyt – zauważa Zsolt Darvas, ekspert brukselskiego think tanku Bruegel.
Kraje strefy euro pozbywają się kolejnych kompetencji na rzecz Brukseli, ale nie idzie za tym możliwość korzystania z centralnego budżetu. Bo obecny budżet UE służy zupełnie innym celom i jest zbyt mały.
Podobnie sądzi Sebastian Dullien z berlińskiego oddziału European Council for Foreign Relations. – Zabraliśmy krajom możliwość prowadzenia polityki stabilizującej wahania cyklu gospodarczego. A nie daliśmy nic w zamian – tłumaczy ekspert.

Mniej ambitna nazwa

Kraje strefy euro mają już swój osobny fundusz ESM, ale służy on tylko ratowaniu tych, którzy nie są w stanie finansować się na rynku, oraz dokapitalizowaniu banków. Tymczasem nowy budżet, nazwany na razie w dokumencie mniej ambitnie „zdolnościami fiskalnymi", miał pomagać krajom w razie pogorszenia sytuacji. Na przykład Hiszpanii, która nie może poradzić sobie z recesją i rosnącym bezrobociem.
Pozostaje pytanie, ile potrzeba na to pieniędzy i skąd je wziąć.
– Na pewno więcej niż w obecnym budżecie Unii Europejskiej – uważa Sebastian Dullien. Bo teraz wynosi on nieco ponad 1 proc. zsumowanego PKB Wspólnoty. Dla porównania – budżet Stanów Zjednoczonych to 19 proc. PKB. Mógłby pochodzić z krajowych składek lub udziału w podatkach istniejących czy też nowego rodzaju podatków. Część krajów zastanawia się na przykład nad wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych.
Według Berlina budżet musi się łączyć z pewnymi zobowiązaniami. Czyli kraj musiałby podpisywać rodzaj kontraktu – obietnicy reform do wykonania w danym okresie. I wtedy mógłby dostać pomoc finansową.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a. slojewska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA