fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ruscy

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Subotnik Ziemkiewicza
Z perspektywy plażowego leżaka mało który naród wygląda tak sympatycznie jak Rosjanie. Po pierwsze, w przeciwieństwie do Niemców czy Anglików, a podobnie jak mieszkańcy południa Europy, przyjeżdżają  całymi rodzinami, z dziećmi i dziadkami. I w przeciwieństwie do nacji, które cały dzień siedzą z nosami w laptopach, przenośnych odtwarzaczach DVD albo kolorowych gazetkach o życiu gwiazd, a zainteresowanie dziećmi ograniczają do ich pasienia, Rosjanie spędzają czas razem, bawią się z pociechami, rozmawiają, grają czy to w piłkę, czy w warcaby albo szachy.
Po drugie ? czytają. W kurorcie, gdzie już po raz drugi spędzałem wakacje, wczasowiczów z Rosji nie było więcej niż  jedna czwarta, no, może jedna trzecia. A jedynymi książkami w hotelowym kiosku były książki rosyjskie. I wyraźnie się sprzedawały. Nic nowego, już dawno temu uderzyło mnie, że na stadionie dziesięciolecia prosperowały aż cztery rosyjskie wypożyczalnie książek, i niemal każdy handlarz przy barachołce coś tam czytał, niekiedy rzeczy z naprawdę wysokiej półki.
Rzecz trzecia ? Rosjanie noszą złote krzyżyki albo medaliki. Prawie wszyscy, nawet małe dzieci. I to wydaje mi się  rzeczą nową, dwa lata temu, gdy byli w tym samym hotelu nawet liczniejsi, nie zauważyłem, by wyróżniali się pod tym względem.
Nie będę tych badań kontynuował, bo, niestety, miejsce, w którym poprzednio byliśmy jedynymi Polakami, został już przez rodaków odkryte. Także przez tych najbardziej żenujących, od rana lejących w siebie w basenowym barku piwo i inne „olinkluzywne" trunki, ryczących na cały hotel „kurwa, kurwa, chuj, kurwa" i rechoczących, że udało im się nauczyć tych wyrazów Turka z obsługi. Jeszcze na szczęście nie doszło do takiego obciachu, jaki przeżyłem u schyłku PRL w Wiedniu, gdzie ze wstydu w miejscach publicznych rozmawialiśmy z żoną między sobą po angielsku, obiektywnie przyznać trzeba nawet, że wygląd zewnętrzny i zachowanie Polaków za granicą generalnie się poprawia ? ale mimo wszystko jakoś odruchowo cieszyłem się, że żona z racji typu urody brana jest zwykle za Włoszkę lub Hiszpankę, a przy niej i ja się jakoś łapię na Europejczyka, byle opalony.
Wracając do Rosjan ? trzeba oczywiście wziąć poprawkę, że rosyjski poziom życia jest znacznie niższy niż w Polsce, nie mówiąc o Zachodzie, i ci Rosjanie, którzy mogą sobie pozwolić na spędzenie wakacji w Anatolii pochodzą zapewne z wyższej półki, niż przyjeżdżający w to samo miejsce Polacy. Zwłaszcza wobec notorycznej w naszym narodzie finansowej bezmyślności, która czyni Polaka podatnym na reklamowe akcje banków, namawiających, by na wakacje wziąć kredyt gotówkowy, nie martwiąc się, czym go potem spłacić (pewnie kredytem wziętym na święta). Ale mimo wszystko, wakacje, jak każde właściwie spotkanie z przypadkowymi przedstawicielami tej nacji, pogłębia mój dysonans poznawczy: jak to jest, że naród w bezpośrednim kontakcie tak sympatyczny, wydał z siebie tak parszywą władzę? Jak to jest, u diabła ciężkiego, że te wszystkie fajne, pobożne Iwany i Natasze ze swoimi udanymi dziećmi wiernie popierają terroryzujących pół świata czekistów?
Wiem, każdy Iwan czy Natasza może mi na to z punktu odpalić: a dlaczego dzielni, kochający wolność Polacy oddali się ekstatycznie takiemu neoszmaciakowi i jego cwaniaczkom? ? i będę zmuszony do długich wywodów o skuteczności rozmaitych socjotechnik. Zresztą, pod tym względem nasi cwaniaczkowie też mogą się od czekistów uczyć. Uczynienie, z pomocą postępowych głupków z całego świata, centralnym punktem antyputinowskiej opozycji kilku idiotek, które Rosjanie postrzegają nie jako żadne tam polityczne bojowniczki, tylko coś w rodzaju rozwydrzonych palikociar, to kolejny propagandowy majstersztyk. Oczywiście, sąd ku zadowoleniu Rosjan wlepi idiotkom drakońskie wyroki, oczywiście car ku radości postępowych zachodnich salonów potem je wielkodusznie ułaskawi, i tak czekistowska władza po raz kolejny zapunktuje i u swoich poddanych, i u użytecznych idiotów w Europie i Ameryce.
Chodziła mi kiedyś po głowie książka ? wciąż nie wiem, kiedy bym się mógł za nią zabrać, może ktoś inny to zrobi? ? o najbardziej tragicznej i zawiedzionej miłości w dziejach, jaką była miłość Polaków do Rosji. I o najbardziej tragicznie zmarnowanej w dziejach politycznej szansie, jaką byłaby współpraca Polski z Rosją. O Stanisławie Auguście Poniatowskim, o Czartoryskim, a z drugiej strony Wielopolskich (ojcu i syny) i trochę Dmowskim... Ba, cóż, że teoretycznie alians polsko-rosyjski i dzisiaj mógłby być rozwiązaniem optymalnym, zdejmującym nas z widelca kolonizacji przez zachodnie koncerny i „drang nach osten". Teoretyczne. Ale co tu teoretyzować, dopóki Rosja jest Rosją czekistów i specjalistów od katastrof lotniczych, wręcz organicznie niezdolnych sobie wyobrazić aliansów innych, jak polegające na rozdeptywaniu przez Kreml mniejszych narodów, branie ich za mordę i oddawanie pod samodzierżawie czystej wody bandytów, jak w Czeczenii.
Jak to ujął kiedyś mądry profesor Pomianowski: „sam pierwszy bym się zapisał do lobby rosyjskiego, ale w Polsce istnieje tylko lobby sowieckie".
Gdy więc arcybiskup Michalik gości metropolitę Cyryla, to trudno z tym wiązać nadzieję na sprawy bieżące. Może zaowocuje ta wizyta w przyszłości, daj Boże... Chociaż jeśli jeszcze przed nią pojawia się po raz nie wiedzieć który aksjomat, że fundamentem „pojednania narodów" musi być kłamstwo, tym razem konkretnie kłamstwo smoleńskie, o nadzieję trudno. Pocieszam się, znając gazetę, która z zapałem wywija niefortunnymi słowami arcypasterza, że pewnie znowu coś nałgała i zmanipulowała. Oby.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA