fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Słodko-gorzki rok niepublicznych

Czołówka szkół prywatnych nawiązała walkę z silnymi publicznymi uczelniami. Reszta walczy o przetrwanie
Największym zaskoczeniem tegorocznego rankingu „Perspektyw" i „Rzeczpospolitej" jest awans warszawskiej Akademii Leona Koźmińskiego, która przeskoczyła stołeczną Szkołę Główną Handlową i została liderem zestawienia uczelni ekonomicznych. Ten skok uczelni niepublicznej nie świadczy jednak o lepszej kondycji prywatnego sektora szkolnictwa wyższego. Niestety, coraz mniej uczelni niepublicznych zgłasza się do konkursu. To najprawdopodobniej efekt problemów finansowych wynikających z niżu demograficznego.
Ranking pokazuje za to, że z finansami lepiej radzą sobie duże ośrodki akademickie, które coraz skuteczniej pozyskują pieniądze z konkursów czy unijnych dotacji strukturalnych.

Szansa dla mniejszych

W tym roku kapituła rankingu zmieniła nieco zasady liczenia punktów, tak aby w konkurencji z największymi ośrodkami akademickimi miały szanse również uczelnie mniejsze.
– Odeszliśmy od przyjętej wcześniej zasady ogólnego liczenia wydziałów, które mają uprawnienia do nadawania doktoratów i habilitacji, a zaczęliśmy porównywać liczbę jednostek z takimi uprawnieniami do całkowitej liczby wydziałów. Dzięki tej zmianie Akademia Leona Koźmińskiego awansowała o kilkanaście miejsc w rankingu – wyjaśnia Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy.
Jednak to przede wszystkim umiędzynarodowienie tej uczelni pozwoliło jej na taki awans. – To także wynik wprowadzonych przez nas zmian. Nie liczymy już jedynie liczby studentów z innych krajów, ale uwzględniamy i to, z ilu krajów pochodzą. W przypadku uczelni Leona Koźmińskiego warto też zwrócić uwagę na taki szczegół jak to, że oznaczenia w jej budynku są dwujęzyczne – podkreśla Siwiński.
Dodaje, że uczelnia od lat konsekwentnie dąży do tego, aby połowa jej studentów pochodziła z zagranicy. Ma to pozytywne konsekwencje nie tylko dla uczelni, która w ten sposób minimalizuje skutki niżu demograficznego, ale także dla samych studentów. Dzięki polityce swojej uczelni zawiązują międzynarodowe znajomości, które potem procentują w ich życiu zawodowym.

Problemy finansowe

Członkowie kapituły zwracają uwagę na trend, który świadczy o osłabieniu uczelni niepublicznych. To dlatego w tym roku zostały połączone rankingi Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych z niepublicznymi uczelniami oferującymi studia licencjackie.
– Widać silną polaryzację na rynku prywatnych usług w sektorze szkolnictwa wyższego, w czołówce zostało kilka najsilniejszych uczelni, które nawiązały walkę z najsilniejszymi publicznymi ośrodkami akademickimi w kraju. Pozostałe, słabsze uczelnie do konkursu nie przystąpiły, bo są w trakcie przekształceń lub łączą się w silniejsze ośrodki. To jednoznacznie wskazuje, że mają problemy finansowe – wyjaśnia prof. Marek Rocki, członek kapituły rankingu oraz szef Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

Decydują pracodawcy

Prof. Bogusław Smólski, były dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, członek kapituły rankingu, podkreśla, że o pozycji w rankingu w coraz większym stopniu decydują wskazania pracodawców. W tegorocznym zestawieniu zapytano aż 3 tys. firm o ich preferencje dotyczące dyplomu, jaki powinien posiadać idealny kandydat do pracy. Przedsiębiorcy odpowiadali także na pytanie o to, dyplomy jakich uczelni mają ich pracownicy. W tym zestawieniu bezkonkurencyjne okazały się politechniki, aż trzy tego typu uczelnie znalazły się w pierwszej piątce szkół wyższych cieszących się największym prestiżem wśród pracodawców. Ranking wygrała Politechnika Warszawska.
Tego typu uczelnie okazały się także bezkonkurencyjne w zestawieniach dotyczących innowacyjności. Politechnika Wrocławska, lider tego zestawienia, pozostawiła konkurencję w tyle w takich dziedzinach jak liczba zgłoszonych patentów, licencji oraz praw chronionych, a także w jakości laboratoryjnego zaplecza innowacyjnego. W ciągu pięciu ostatnich lat ta uczelnia zgłosiła blisko 600 patentów. Co ważniejsze, nad wynalazkami, które są patentowane, pracują również młodzi naukowcy, w tym studenci.
W sumie w tej kategorii aż sześć pierwszych miejsc zajęły uczelnie techniczne, dopiero na kolejnych uplasowały się trzy najlepsze uniwersytety, które brylowały przede wszystkim w ilości pozyskanych środków z funduszy Unii Europejskiej. Jak przekonuje prof. Smólski, te pieniądze zaczną procentować za kilka lat, kiedy zostaną ukończone prowadzone dzięki nim inwestycje.

Sprawdzone kierunki

Ranking zawiera też wiele szczegółowych danych, z których powinni skorzystać przyszli studenci. Przede wszystkim rozszerzono liczbę ocenianych grup kierunków na poszczególnych uczelniach. Teraz jest ich już 15.
Duże ośrodki akademickie, które nauczyły się pozyskiwać pieniądze z konkursów czy z Unii Europejskiej, coraz lepiej radzą sobie z finansami
– Dzięki temu maturzyści mogą sprawdzić, na jakiej uczelni najlepiej wykłada się filologie czy prawo, albo jak uczelnia, o której myślą, kształci w zakresie IT – wyjaśnia Siwiński. W tym rankingu były brane pod uwagę m.in. ocena kadry akademickiej, ocena pracodawców, liczba cytowań czy liczba publikacji.

Prestiż w cenie

Jak przygotowywany jest ranking główny? Uczelnie oceniane są według następujących kryteriów: prestiżu, potencjału naukowego, efektywności naukowej, innowacyjności, warunków studiowania oraz umiędzynarodowienia studiów. Tych sześć zasadniczych cech uczelni zostało zmierzonych za pomocą 33 kryteriów.
Za najwyżej punktowany parametr (efektywność naukowa) uczelnia mogła zdobyć 30 proc. punktów. Przyznawano je za: rozwój kadry własnej, czyli liczbę tytułów i stopni naukowych uzyskanych przez pracowników uczelni w 2011 r.; nadane stopnie naukowe, czyli liczbę tytułów i stopni naukowych nadanych przez uczelnię w roku 2011.; efektywność pozyskiwania środków finansowych na badania  w odniesieniu do ogółu pracowników naukowych; liczbę publikacji w latach 2007 – 2011; cytowania –  z lat 2007 – 2011 w stosunku do liczby tych publikacji; udział uczelni w programach unijnych, a także studia doktoranckie – mierzone liczbą studentów studiów doktoranckich w stosunku do ogólnej liczby studentów.
600 patentów w ciągu pięciu lat zgłosiła Politechnika Wrocławska, lider wśród uczelni innowacyjnych
Kolejne 25 proc. punktów dawał prestiż uczelni. Przy jego ustalaniu wzięto pod uwagę preferencje pracodawców, oceny wystawione przez kadrę akademicką (naukowiec nie mógł głosować na uczelnię, która jest jego podstawowym miejscem pracy), uznanie międzynarodowe (pozycja uczelni w rankingach światowych) oraz wybór olimpijczyków – mierzony udziałem liczby laureatów i finalistów olimpiad przedmiotowych przyjętych poza procesem rekrutacji na daną uczelnię w ogólnej liczbie przyjętych na pierwszy rok studiów stacjonarnych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA