fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Odzyskali 28 hektarów działek utraconych podczas przeprowadzania reformy rolnej

Można przed sądem cywilnym dochodzić ustalenia, że grunt nie podlegał nacjonalizacji na zasadach powojennej reformy rolnej
To wniosek z wtorkowego wyroku warszawskiego Sądu Apelacyjnego (sygn. VI ACa 263/07), który ustalił, że 28 ha gruntu przeznaczonego przed wojną do parcelacji na działki budowlane nie podlegało reformie rolnej. Drugi wniosek z tego wyroku jest taki, że nie każdy fakt uzasadniający zwrot gruntu zabranego wskutek reformy rolnej musi być wprost udowodniony dokumentami.
W sprawie chodziło o atrakcyjny teren, położony w odległości 20 km od Warszawy. Przed wojną był on częścią ponad 120-hektarowego majątku ziemskiego w miejscowości Siestrzeń, znacjonalizowanego podczas powojennej reformy rolnej, czyli na podstawie dekretu PKWN o reformie rolnej z 6 września 1944 r. Przypomnijmy, że parcelacji podlegały wszelkie majątki o powierzchni powyżej 100 ha, bądź mające ponad 50 ha użytków rolnych. Na ziemiach zachodnich natomiast, zabierano jedynie posiadłości ziemskie większe niż 100 ha.
W obecnych sporach, próbach odzyskania choćby części tych majątków (przez byłych właścicieli bądź ich spadkobierców) zainteresowani koncentrują się zwykle na podważeniu ziemskiego charakteru przejętego gruntu.
Otóż byli właściciele dowodzili nierolnego charakteru terenu w 1944 r., a nawet wcześniej. Już przed wojną był on bowiem parcelowany (w ówczesnej reformie rolnej) na działki budowlane. Powołali się na wykładnię Trybunału Konstytucyjnego z 1990 r., wedle której art. 2 pkt 1 lit. e dekretu z 1944 r. o reformie rolnej nie obejmuje nieruchomości ziemskich, które przed wybuchem wojny 1 września 1939 r. zostały rozparcelowane z przeznaczeniem na działki budowlane po uprzednim zatwierdzeniu parcelacji przez właściwy organ administracji państwowej RP. W tym wypadku chodziło o decyzję ze zgodą na sprzedaż parceli prezesa Okręgowego Urzędu Ziemskiego. Niestety, byli właściciele nie mają takich decyzji na piśmie (nie posiadają takich dokumentów). Wiadomo natomiast, że część działek sprzedano przed wojną i w jej trakcie, a części nie.Pełnomocnik pozwanego starosty mec. Jolanta Parczewska (tak samo zresztą jak miejscowa gmina) powoływała się właśnie na ten brak dokumentów. Twierdziła też, że tego rodzaju spór może być rozstrzygnięty tylko na drodze administracyjnej (takie stanowisko zajął Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale siedmiu sędziów z 5 czerwca 2006 r., sygn. I OPS 2/06). Wskazywała wreszcie, że sporny teren był elementem większego, ponad 120-hektarowego majątku.
Adwokaci powodów, Włodzimierz Kałagate i Marek Mazurkiewicz, wskazywali natomiast, że owe 28 ha to była resztówka po rozparcelowanym majątku, że część działek z tych 28 ha sprzedano – musiały być więc decyzje zatwierdzające parcelację.
Sąd Apelacyjny (tak samo jak wcześniej okręgowy) podzielił to stanowisko. – Trudno wymagać wylegitymowania się wszystkimi dokumentami po ponad 60 latach – powiedziała sędzia Agata Zając. Co się tyczy właściwości sądu, to w sprawach o ustalenie prawa właściwy jest sąd cywilny.Wyrok warszawskiego Sądu Apelacyjnego jest prawomocny i ostateczny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA