fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Z rynku: Perełki trudne do wzięcia

Nie tak dawno uczestniczyłam w dyskusji na temat możliwości pozyskiwania atrakcyjnych terenów pod zabudowę w większych miastach. Generalny wniosek, według jednego z doradców deweloperów, brzmiał: brakuje atrakcyjnych gruntów pod zabudowę w sercach miast i w najbliższym czasie także będzie z nimi krucho w centrach (głównie z powodu braku aktualnych planów zagospodarowania czy nieuregulowanych kwestii własnościowych, ale nie tylko). Nie ma jednak głównie dużych terenów – np. pod osiedla czy wielofunkcyjne centra. Nastał więc czas plomb.
Nadszedł w naszych miastach także czas coraz bardziej spektakularnych wyburzeń. Ich dawne części przemysłowe straszące do niedawna resztkami zakładów z epoki socjalizmu okazują się wielkim majątkiem dla firm, które je przejęły. Deweloperzy zdają sobie bowiem sprawę, że tylko wykładając pieniądze na likwidację starych obiektów, czasem rozrzuconych nawet na kilku hektarach, są w stanie pozyskać atrakcyjnie położony grunt. Pokupowali je więc za bajońskie sumy. I tu ujawnił się kolejny spór między inwestorami: czy to mieszkaniówka powoli wygryza deweloperów biur ze ścisłego centrum, czy jednak znowu pod superadresami zaczną powstawać biurowce. Firmy budujące apartamenty są bowiem w stanie zapłacić więcej za fantastycznie położoną działkę niż deweloperzy biurowców. Taki czas na rynku.
Na marginesie warto dodać, że przechodniowi coraz trudniej odróżnić luksusowy projekt mieszkaniowy (gdzie przeciętna cena 1 mkw. stanowi kilkukrotność średniej krajowej pensji) od nowoczesnego biurowca.Kto jest jednym z największych posiadaczy bardzo atrakcyjnie położonych terenów w dużych miastach: działek zwykle świetnie skomunikowanych z innymi dzielnicami, dość przestronnych, ale jednocześnie ze zrujnowaną zabudową i kłopotami z czerpaniem maksymalnych zysków? Zgadzam się z ekspertami, którzy w tym miejscu przywołują skrót PKP. Pamiętam, jak wiele lat temu zagraniczne konsorcja przypuściły szturm na zarząd naszych kolei, kiedy okazało się, że Dworzec Centralny w Warszawie powinien jak najszybciej iść pod kilof. I co? I nic, a upłynęło dużo czasu. Jest więcej takich perełek – i nie myślę tu o bocznicach na peryferiach – ale są trudne do wzięcia. Oby nowy rok i tu przyniósł zmiany.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA