fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Antysemici, won z prawicy

Subotnik Ziemkiewicza
„Marsz Niepodległości" dodał narodowcom skrzydeł, i jest to fakt, który jako „nowoczesny endek" i nacjonista odnotowuję z satysfakcją. Jak często powtarzałem, mieć zły, głupi i nieudolny rząd to źle, ale mieć też jednocześnie beznadziejną opozycję, to już prawdziwe nieszczęście. A jeśli do tego dodać elity intelektualne, nie dość, że w ogromnej części skorumpowane „funduszami europejskimi" (nasi przodkowie zwali to zjawisko „jurgieltem"), to jeszcze zwyczajnie głupie, organicznie niezdolne do niczego innego, niż tresowanie tubylczej ludności wedle wskazań przysłanych z metropolii, i stadne beczenie wzorem owiec z orwellowskiego folwarku zwierzęcego „pogłęęęębiać integraaację, pogłęęęębiać integraaację" ? sytuacja rysuje się naprawdę nieciekawie. I w tej nieciekawej sytuacji kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w większości młodych i bardzo młodych, którzy na przekór propagandowej nagonce przyszli zademonstrować swą wiarę, że „Polska to jest wielka rzecz" stanowi cenny promyk nadziei.
Oczywiście, trochę psuje radość z sukcesu Marszu fakt, iż, w przeciwieństwie do roku ubiegłego, udało się jego przeciwnikom doprowadzić do burd. Co prawda, mimo usilnych wysiłków całej propagandowej maszynerii, nie udało się znaleźć jakichkolwiek powiązań podpalających samochody żuli z narodowcami i funkcjonariusze salonu swe bredzenia o „faszyzmie" muszą watować rządową retoryką „antykibolską", ale cokolwiek mówić, spalenie TVN-owskich samochodów mogą odnotować jako swój sukces. Na przyszłość trzeba mieć liczniejszą i sprawniejszą służbę porządkową ? może warto, by organizatorzy pogadali ze związkowcami, którzy w zabezpieczeniu masowych protestów przed podłączaniem się rozmaitych prowokatorów czy zwykłych chuliganów mają duże doświadczenie?
Nie będę się tym zajmować, bo to nie moja sprawa. Moją sprawą jest, skoro dzięki głupiej, acz w skutkach pożytecznej dla dobrej sprawy histerii „Gazety Wyborczej" i jej akolitów szyldy Młodzieży Wszechpolskiej i ONR zostały tak bardzo spopularyzowane, walczyć teraz z kłamstwami, w jakich przez lata nurzano i te szyldy, i w ogóle polskich narodowców.
A wśród nich ? z oszczerstwem najpopularniejszym i najusilniej propagowanym, jakoby w tradycję i ideę Dmowskiego antysemityzm wpisany był immanentnie, jakoby zgoła stanowił oś tej idei, upodobniając ją do rasowych szaleństw nacjonalistów niemieckich.
Nic podobnego.
W ogóle, co muszę często powtarzać, pojęcie „nacjonalizm" jest pojęciem tego rodzaju, jak „muzyka ludowa". Oberki, afrykańskie tam-tamy, peruwiańskie tańce, szkockie kobzy i kazaczok, wszystko to mieści się w pojęciu muzyki „folk", a przecież za każdym razem mamy do czynienia z czym innym. Z pojęciem „nacjonalizm" jest tak samo. Każdy naród wytworzył w pewnym momencie dziejów swój nacjonalizm. Ale nacjonalizm narodu podbitego, walczącego o przetrwanie, o odrodzenie się w nowoczesnej formie, siłą rzeczy nie mógł mieć wiele wspólnego na przykład z nacjonalizmem stworzonym przez przeżywających po zjednoczeniu szczyt narodowej megalomanii Niemców.
Nacjonalizmy, wbrew stereotypowi propagandystów lewicy, uporczywie łączących je z chrześcijaństwem, były produktem odwrócenia się Zachodu od Kościoła i gorącej wiary w naukę. Ich faktycznym ojcem był Karol Darwin, ze swą teorią doboru naturalnego, którą łatwo zaadaptowano do społeczeństw. „Naukowo udowodniła" ona, że postęp, rozwój ludzkości odbywa się w drodze eliminowania nacji gorszych przez lepsze. W ten sposób „naukowo" nie tylko przyzwolił późny wiek XIX na dokonywanie masowych eksterminacji całych narodów, ale wręcz usankcjonował to, jako dziejową konieczność.
Nacjonalizm polski, Dmowskiego, Popławskiego czy Balickiego, nigdy tego zbrodniczego wymiaru nie nabrał. Bez wątpienia dlatego, że bardzo szybko, jeszcze przez założycieli, został ochrzczony ? bo, po krótkim okresie założycielskiego antyklerykalizmu, jego twórcy zgodzili się, że katolicyzmu (w czasie zaboru stanowiącego wszak podstawę odmienności od zaborców) od polskości oddzielić się nie da, i nawet nie próbowali „naprawić błędów chrześcijaństwa".
Prostowanie potocznie używanych pojęć to syzyfowa prasa, więc trzeba pogodzić się, że słowo „nacjonalizm" nieodwołalnie skojarzone zostało z owym darwinistycznym przeświadczeniem, że są narody lepsze i gorsze i w imię lepszego jutra ludzkości te lepsze muszą te gorsze zniszczyć (choć nie było to wyłącznie skojarzenie ludzi kojarzonych dziś z nacjonalizmem ? Karol Marks wprost nawoływał do eksterminacji Serbów i innych Słowian dokładnie tymi samymi argumentami, którymi Streicher uzasadniał konieczność oczyszczenia ludzkości z Żydów). Dlatego uważam to słowo za niestosowne dla określenia tego, co postuluję od lat jako „nowoczesną endecję". Wolę określenie nacjonizm. Nacjonizm, czyli przekonanie, że naród jest podstawą zorganizowania wspólnoty i państwa. A zorganizowanie silnej wspólnoty jest jedynym wyjściem z problemów, które ściągnęły na nas ? znowu dla skrótu posłużę się przymiotnikiem bardzo nietrafnym, ale spopularyzowanym ? lata praktyki neoliberalnej. Nie stworzymy wspólnoty, która mogłaby odwrócić społeczne i mentalne spustoszenia, na żadnej „kolorowości" czy „tolerancji", na porozumieniu grup interesu czy mniejszości, a już zwłaszcza nie na owczym pędzie do małpowania „europejskiej normalności". Stworzymy ją wyłącznie na poczuciu wspólnego losu wszystkich, którzy tworzą naród ? albo, nie potrafiąc jej stworzyć, „zginiemy pospołu", jak ogłupiali pasażerowie miotanego burzą okrętu z pamiętnej metafory księdza Skargi.
Połączenie w nazwie ruchu słów „naród" i „demokracja" też nie było przypadkiem. Nacjonalizm polski był ideą i programem „uobywatelnienia" i „spolityzowania mas" ? zbudowania nowego społeczeństwa siłami i energią emancypującego się plebsu. Był odrzuceniem polskości szlacheckich dworków na rzecz polskości wydobywających się z analfabetyzmu i egoizmu chłopów, robotników i drobnomieszczan. Był projektem oddolnego zorganizowania społeczeństwa i stworzenia w nim nowoczesnej klasy średniej. W ówczesnej polskiej sytuacji ? kraju, który w swych dziejach praktycznie nie wytworzył warstwy mieszczańskiej, powierzając jej funkcję żydowskiemu faktorowi, i w którym mieszkała kilkumilionowa mniejszość żydowska monopolizująca niektóre dziedziny gospodarki ? oznaczało to oczywiście wypowiedzenie Żydom ekonomicznej i cywilizacyjnej wojny, żywiącej się poczuciem krzywdy rodzimych producentów skazanych na pośrednictwo żydowskich kupców i kredyt żydowskich lichwiarzy. Nie miało to w sobie nic z rasizmu, było kwestią socjalną.
Nie będę się teraz rozwodzić nad historią antysemityzmu w Polsce i wyważać, na ile ów grzech obciąża różne tradycje (bo tylko kompletny ignorant może myśleć, że antyżydowskie emocje nie ożywiały lewicowców czy ludowców ? może tylko konserwatyzm polski był od tej namiętności wolny, jako elitarna zabawa intelektualistów i arystokratów, ale też jego wpływ na Polaków był znikomy). Dość stwierdzić, że antysemityzm w Polsce, także w polskim ruchu narodowym, miał swoje konkretne, zrozumiałe (co bynajmniej nie oznacza rozgrzeszania go) przyczyny i że przyczyny te dawno i całkowicie zniknęły. Ważne swoją drogą, a zupełnie w Polsce nieznane są endeckie rozliczenia z tego rodzaju winami, jakich po holocauście dokonywano w publicystyce i literaturze emigracyjnej ? oczywiście tutejsze salony, które bez oporu uznały za dawno odkupione i usprawiedliwione umoczenie swych idoli w stalinizm, narodowcom takiego prawa konsekwentnie odmawiają, i wspomniane rozliczenia obłożyły jak najściślejszym tabu. Może ktoś znajdzie czas i siły, by wydobyć je z niepamięci jakąś książką?
Jeśli nie przemawia do kogoś argument, że antysemityzm, jak każda inna rasowa nienawiść, jest podłością, niech przynajmniej zrozumie, że jest głupotą. A co jak co, ale głupota jest endeckiej tradycji najgłębiej obca i nie może być przez współczesnych narodowców w żaden sposób akceptowana. Antysemityzm, ubierany w maskę „walki o wolną Palestynę" i, dyskretniej, potępienia dla międzynarodowej finansjery, jest dziś trwale wpisany w tożsamość i praktykę nowej lewicy. Także zwołanego przeciwko Świętu Niepodległości Polski „Porozumienia 11 listopada", którego „antysyjoniści" są jednym z istotnych składników. I tam należy antysemitów zostawić; skoro redaktorowi Blumsztajnowi, któremu nóż w kieszeni otwiera się na skrót ONR, na ludzi maskujących oczywistą wrogość wobec Żydów twierdzeniem „no co, my tylko zwalczamy izraelsko-amerykański imperializm" jakoś się otworzyć nie chce ? to niech sobie w ich towarzystwie siedzi, to w końcu sprawa jego sumienia, jeśli takowe posiada.
Natomiast co do odradzającej się dziś endecji, to przyczyny pojawiania się w jej obrębie jakichkolwiek emocji żydofobicznych mogą być tylko dwie. Mówiąc najkrócej: albo skleroza, albo ubecja.
Jakakolwiek jest przyczyna w tym czy innym konkretnym wypadku, ludzie, którym ruch narodowy wydaje się dobrym miejscem do dawania upustu antyżydowskim czy antyizraelskim obsesjom, muszą być traktowani tak samo jak ci, którym Marsz Niepodległości wydał się dobrym miejscem do robienia zadymy: uprzejmie za frak i za drzwi.
Endecka tradycja, upieram się, dostarcza najlepszych recept na poradzenia sobie w obecnej trudnej sytuacji, i ma przed sobą wielką przyszłość. Ma też swoje obciążenia, których powinno się jak najszybciej pozbyć. Do największych zaliczam bezsensowną żydofiobię, oraz pewien wypaczony model myślenia prezentowany jako „realizm polityczny", choć w istocie będący raczej zwykłym oportunizmem. Ale to już temat na osobne endeckie porachunki, więc może innym razem.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA