fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Niespodziewane zejście ze sceny

Rzeczpospolita
Radosław Sobolewski poza kadrą. Piłkarz Wisły Kraków zawsze lubił chodzić swoimi drogami, ale nikt nie mógł się spodziewać, że skręci akurat w tym miejscu
Od dwóch lat nie rozmawia z dziennikarzami, choć akurat on zawsze miałby o czym. Gra na giełdzie z równym zapałem co Radosław Matusiak, czyta nie mniej od Michała Żewłakowa, chodzi do teatru. Podobno na zgrupowaniach potrafi być duszą towarzystwa, ale po wyjściu z szatni czy hotelu pokazuje tylko uśmiech przez zaciśnięte zęby.
Na boisku jest specjalistą od prostych rozwiązań, czasami można mieć wrażenie, że bardziej lubi zderzać się z rywalami, niż kopać piłkę. Po meczach woli miejsce w cieniu i ciszę. Podczas mundialu był przewodnikiem całej grupy milczków z wyboru: byli w niej też jego dawni koledzy z Groclinu Grodzisk, Sebastian Mila i Grzegorz Rasiak. Nigdy nie wyjaśniał, dlaczego nagle zamilkł. Podobnie nie ma zamiaru się tłumaczyć ze swojej ostatniej decyzji komukolwiek poza trenerami i kolegami z drużyny. Pilnuje, by zawsze być jedynym panem samego siebie. Jest uparty, walczy o swoje. Kiedyś toczył spór o wypłatę zaległych pieniędzy z ówczesnym prezesem Wisły Płock Krzysztofem Dmoszyńskim i nie poddał się nawet wówczas, gdy za karę przeniesiono go do drużyny rezerw.
– On zawsze wie, czego chce. Jest zdecydowany, planuje z wyprzedzeniem. Stuprocentowy facet. A do tego człowiek, z którym można konie kraść – mówią jego koledzy z Wisły. Dodają przy tym, że jest przewidywalny w najlepszym znaczeniu tego słowa. Teraz jednak wszystkich zaskoczył. – Podobno nosił się z taką decyzją od dawna, ale chciał ją ogłosić w najlepszym momencie i taki właśnie nastąpił – mówi dyrektor sportowy Wisły Jacek Bednarz. – Rozmawialiśmy we wtorek. Powiedział mi: jestem zdrowy, nie mam jakichkolwiek problemów osobistych, z nikim w reprezentacji się nie pokłóciłem. Sobolewski schodzi ze sceny w najmniej spodziewanym momencie. Po meczu z Belgią, w którym był jednym z najlepszych na boisku, oddając miejsce w kadrze na finały mistrzostw Europy bez walki. Ma dopiero 31 lat, tej jesieni pod ręką Macieja Skorży wreszcie zaczął znowu grać tak, jak dwa lata temu, gdy angielskie kluby słały kolejne oferty do Wisły, a Southampton za defensywnego pomocnika ze słabej ligi był gotowy zapłacić blisko 2 miliony euro. Trudno uwierzyć w to, że czuje się spełniony: w tych eliminacjach z 13 meczów zagrał w ośmiu, w tym zaledwie w pięciu w podstawowym składzie. Mundial w Niemczech, największą imprezę w karierze, wspomina źle, bo w meczu z Niemcami dostał czerwoną kartkę. Na inne wspomnienia z Austrii i Szwajcarii nie chce dać sobie szansy. Zadebiutował w kadrze cztery lata temu w meczu z Estonią i wówczas strzelił jedyną bramkę dla reprezentacji (grał w 32 meczach). W klubach strzela bramki częściej, i zwykle piękne. Z wychowanków trenera Ryszarda Karalusa z Jagiellonii Białystok, którzy zrobili karierę w polskiej lidze (m.in. Tomasz Frankowski, Marek Citko, Jacek Chańko), najdłużej czekał na wyjście z cienia. Z Białegostoku przeniósł się w sezonie 1997/98 do Płocka, a stamtąd, po wspomnianej kłótni z Dmoszyńskim, w sezonie 2002/2003 do Grodziska Wielkopolskiego. Ściągnął go tam Bogusław Kaczmarek. Sobolewski zdobył z Groclinem wicemistrzostwo Polski i po dwóch latach odszedł do Wisły Kraków. Z Mauro Cantoro tworzy od lat najlepszą parę pomocników w ekstraklasie. Zapowiada, że karierę na pewno zakończy w Jagiellonii. Jedynym klubie, któremu kibicuje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA