fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Portret z czasów młodości

Krzysztof Komeda zreformował polski jazz, a w światowym zaznaczył wyraźnie swój styl
Forum
W Warszawie trwają zdjęcia do filmu poświęconego Krzysztofowi Komedzie. To ciekawie zapowiadające się połączenie dokumentu z animacją obejrzeć będzie można już w połowie grudnia
Warszawa bardziej kojarzy się ze śmiercią Komedy niż z ważnymi momentami w jego życiu. To tutaj zmarł w 1969 r. po fatalnym wypadku w Los Angeles, tutaj też został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim. Nie zmienia to jednak faktu, że w drodze do światowej kariery stolicy ominąć nie mógł – z mniejszymi lub większymi przerwami mieszkał tu blisko siedem lat, koncertował, funkcjonował w tutejszym środowisku jazzowym.
– Samo miasto nie gra w filmie poważniejszej roli – przyznaje reżyserka Natasza Ziółkowska-Kurczuk. – Kręciliśmy w dawnym mieszkaniu Komedy (przy ul. Wojska Polskiego 12 na Żoliborzu – przyp. red.), w kilku knajpkach przeprowadzaliśmy wywiady z ludźmi, którzy go znali, albo z artystami, dla których jego muzyka miała istotne znaczenie. Najważniejszym miejscem była jednak dla nas oczywiście Biblioteka Narodowa, w której od lipca przechowywane jest całe jego archiwum: rękopisy, zdjęcia, korespondencja.

Lata przed sukcesem

Film kręcony jest pod roboczym tytułem „Komeda nad Poznaniem". Już to wskazuje, że tropy wiodą ekipę głównie do wczesnych lat życia jazzmana, związanych ściśle z Wielkopolską. To w Poznaniu urodził się, uczył się grać na fortepianie i studiował medycynę, w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie chodził do szkoły średniej, stawiał zaś pierwsze kroki w jazzie.
– To oczywiste, że otoczenie kształtuje wrażliwość artysty – mówi Ziółkowska-Kurczuk.
– A dla Komedy okres kształtowania przypadł właśnie na lata życia w Wielkopolsce. Ale nie tylko to jest istotne. Wiele powiedziano, napisano i nakręcono o Komedzie jako twórcy o międzynarodowej renomie, grającego regularnie w Skandynawii czy szerzej – w całej Europie – i tworzącego muzykę do wielkich produkcji Hollywoodu. Tymczasem stosunkowo mało znane jest jego życie przed odniesieniem sukcesu i to na nim przede wszystkim chcemy się skupić.
Reżyserka podkreśla też, że tytuł „Komeda nad Poznaniem" jest wyłącznie roboczy i z całą pewnością ostatecznie zostanie zmieniony. Nic dziwnego – oprócz Warszawy i oczywiście Poznania zdjęcia realizowane  były w innych istotnych dla młodego Komedy ośrodkach: w Ostrowie Wielkopolskim, Łodzi i Krakowie.

Odkrywanie permanentne

Choć film będzie zasadniczo dokumentem, w którym o bohaterze opowiedzą m.in. Michał Urbaniak, Leszek Możdżer, Jerzy Milian, Andrzej Wajda czy Rosław Szaybo, jego formuła zostanie wzbogacona o animacje.
– One również przedstawiać będą pewne sytuacje czy rzeczy ważne w życiu Komedy, przede wszystkim będą jednak próbą wizualizacji jego muzyki – nieco zagadkowo dodaje reżyserka. Już dziś wiadomo, że wątkami animowanymi zajmie się Piotr Dumała.
Krzysztof Trzciński – tak naprawdę nazywał się Komeda – był z pewnością jednym z najważniejszych twórców polskich XX w., jednym z nielicznych autentycznie cenionych na świecie i być może jedynym, odkrywanym na nowo przez kolejne pokolenia muzyków. Świadczy o tym choćby liczba nowych płyt z interpretacjami jego utworów (zaledwie dwa miesiące temu ukazała się „komedowska" płyta Leszka Możdżera).
„Komeda nad Poznaniem" zapowiada się więc jako ciekawe uzupełnienie tego trendu. Czy będzie nim w rzeczywistości, przekonamy się wkrótce.
– Musimy skończyć do ostatniego dnia listopada – przyznaje Ziółkowska-Kurczuk. – Prapremiera odbędzie się na pewno w Poznaniu w połowie grudnia, nieco później, nie wiem niestety jeszcze dokładnie kiedy, odbędą się emisje w telewizji publicznej.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA