fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Agenda dla polskiej prezydencji

Mieczysław Groszek
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Europejski sektor bankowy przeżywa regulacyjną rewolucję
Bankowość przechodzi burzliwy okres. Z jednej strony rosną zyski i spłacana jest pomoc uzyskana w najtrudniejszym czasie. Z drugiej – konstruowane i wdrażane są nowe regulacje będące rezultatem wyciągnięcia wniosków z kryzysu, pojawiają się nowe podatki i opłaty mające na celu zrekompensowanie  obciążeń podatników w okresie ratowania sytuacji. Warto zatem szerzej mówić o tym, co się dzieje w sferze systemowo-regulacyjnych przemian sektora bankowego w ujęciu szerszym niż poziom jednego kraju.
Bankowość jest na etapie intensywnej przebudowy. Dotyczy to zarówno sfery ogólnych regulacji, nazywanych  makroostrożnościowymi, jak i wielu szczegółowych zaleceń i dyrektyw odnoszących się bezpośrednio do biznesu bankowego. Te z kolei określane są jako mikroostrożnościowe. Dodatkowo w otoczeniu banków podejmowane są działania w obszarze fiskalnym lub szeroko rozumianej ochrony konsumenta. Mamy tu do czynienia z jednym z najbardziej kompleksowych i trudnych do przeprowadzenia zadań w najnowszej historii Europy. A jest to operacja na żywym organizmie.
Spektrum spraw jest bardzo szerokie. Wynika ono nie tylko ze wspomnianej na wstępie kompleksowości przedmiotu, ale również z dużych opóźnień, które przejmujemy po poprzednikach, a które wynikają trochę  z tej kompleksowości, a trochę z różnej sprawności organizacyjnej.

*

Nowa architektura nadzoru wymaga nowego oprzyrządowania. Do nich należy tzw. zarządzanie kryzysowe. Chodzi tu o wypracowanie instrumentarium prawnego dla sytuacji nadzwyczajnych. Na przykład ile odpowiedzialności w sensie materialnych skutków  sytuacji kryzysowej konkretnej instytucji (banku) powinni przejąć właściciele – akcjonariusze, ile zaś wierzyciele. Ważne jest też rozróżnienie stanu zakłócenia wypłacalności i ekonomicznego bankructwa wynikającego z jakości aktywów. W tym pierwszym przypadku może wystarczyć podtrzymanie płynności, w tym drugim trzeba przeprowadzić pełny proces upadłościowy. Z tym problemem związany jest definicją i trybem określenia systemowo ważnych instytucji finansowych, dla których może zostać wprowadzony, dodatkowy katalog wymogów. Inną sprawą jest  łączenie  zarządzania kryzysowego z dyrektywą o systemach gwarantowania depozytów, jak będzie ustalona wielkość obciążeń banków z tego tytułu, czy nastąpi ujednolicenie instrumentów w skali UE.
Dla polskiego systemu bankowego oprócz racjonalnego określenia  obciążeń na fundusz stabilizacyjny i możliwości połączenia go z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym ważna byłaby możliwość stosowania własnych instrumentów oraz podział zakresu uprawnień i roli krajowych podmiotów odpowiedzialnych za zarządzanie kryzysowe. W tym zakresie Polska ma unikalne doświadczenie własne z końca lat 90., gdy przeprowadzono upadłości, likwidacje i sanacje kilkudziesięciu banków bez większych wstrząsów dla systemu bankowego i gospodarki.

*

Zmiany symbolizuje wydanie kolejnej dyrektywy  Komisji Europejskiej    w sprawie ryzyka kredytowego   CRD IV (projekt został opublikowany w końcu lipca).  Dobrze by było, aby jej finalny projekt przyjęty został jeszcze w tym roku, tak aby umożliwić  praktyczne działania dostosowawcze jak najszybciej. Warto przypomnieć, że w harmonogramie wdrażania tej regulacji przewidziano stopniowe wprowadzanie w zakresie  wymogów kapitałowych  od 2013 roku, a płynnościowych kilka lat później. Pełne wdrożenie w obu obszarach nastąpi  od 2019 r.
Banki starej Unii  dążą do złagodzenia wymogów kapitałowych, w tym norm płynności, podważając przy tym celowość wprowadzania wyższych norm dla podmiotów systemowo ważnych. CRD IV, mimo że ma być regulacją unijną, powinna być zharmonizowana w skali światowej, aby banki w Europie nie musiały prowadzić działalności w gorszych warunkach niż amerykańskie. A ryzyko takie realnie istnieje, na co wskazuje znany już kształt regulacji przyjętych w USA.
Dla polskich banków ważniejsze jest złagodzenie norm w zakresie płynności, a nawet rozważenie celowości ich stosowania, oraz  określenie zasad tworzenia dodatkowych wymogów kapitałowych o charakterze antycyklicznym, które w obecnym kształcie mogą hamująco wpływać na rozwój gospodarczy w krajach o słabszym ubankowieniu, do których należy Polska.
Z  architekturą nadzoru, a CRD IV w szczególności, związane są nowe formaty sprawozdawczości i raportowania. Chodzi tu o maksymalną standaryzację i wielofunkcyjność, a także specyficzną ergonomię. Wygląda to z pozoru na techniczny problem, ale tak nie jest.

*

Kolejną regulacją jest dyrektywa w sprawie pozagiełdowych instrumentów pochodnych, partnerów centralnych oraz repozytoriów transakcji  (CCP) wchodzących w skład ogólniejszej regulacji rynków finansowych (European Market Infrastructure Regulation – EMIR).
Zaproponowane przepisy wyraźnie preferują już istniejące instytucje tego typu (CCP) w Unii oraz USA. Polskie banki  generalnie popierają koncepcję  głównych partnerów na rynku międzybankowym, jednak w trakcie prac zgłoszone zostało zastrzeżenie, iż kluczową kwestią jest umożliwienie powstania odrębnego CCP dla polskiego rynku.
W połowie grudnia 2010 r. opublikowany został  przez Komisję Europejską  dokument w sprawie okresowego przeglądu stosowania dyrektywy w zakresie rynków finansowych („Public Consultation: Review of MiFID"), która obowiązuje od 2007 r. Zawiera on oceny  funkcjonowania dyrektywy  na  rynku regulowanym papierów udziałowych, rynku towarowym i  w mniejszej części na  rynku obligacji, na którym notabene najmocniej reprezentowane są polskie banki. Generalnie propozycje Komisji Europejskiej zmierzają w kierunku rozszerzenia obowiązków wynikających z dyrektywy MiFID na kolejne grupy instrumentów czy nawet całych rynków, a jednocześnie można rozpoznać w nich klarowną intencję podniesienia poziomu ochrony konsumentów/inwestorów poprzez udostępnianie im coraz większego zakresu informacji.
W kontekście nowelizacji dyrektywy MiFID warto spojrzeć na chyba najbardziej istotną kwestię z punktu widzenia polskiego środowiska bankowego, gdzie istnieje dodatkowy problem interpretacyjno-wdrożeniowy wynikający z faktu, iż   MiFID posługuje się jednolitym pojęciem „firma inwestycyjna", które obejmuje zarówno banki, jak i domy maklerskie, podczas gdy polskie prawo nadal rozróżnia licencje bankowe i maklerskie, które uprawniają do wykonywania różnych czynności. Taka sytuacja powoduje negatywne skutki dla konkurencyjności polskich banków, ponieważ banki z innych krajów mogą na naszym rynku wykonywać więcej rodzajów czynności bez konieczności uzyskiwania odpowiednich licencji czy zgód KNF.
Polskie środowisko bankowe opowiada się za wprowadzeniem jednolitej licencji na świadczenie usług finansowych, czyli uznaniem, że udzielone dotychczas licencje bankowe upoważniają je i do świadczenia  usług maklerskich.

*

Opublikowany został też projekt dyrektywy europejskiej w sprawie umów o kredyt związanych z nieruchomościami mieszkalnymi. Zgodnie  z zapowiedziami dyrektywa miała przeciwdziałać powstaniu w UE odpowiednika amerykańskiego rynku subprime, co można uznać za wyciągnięcie słusznych  wniosków z kryzysu na tamtejszym rynku kredytów hipotecznych. Ale wiele przepisów wskazuje na inną, zupełnie przeciwną intencję autorów, a mianowicie na liberalizację zasad udzielania kredytów hipotecznych.
W projekcie zamiennie wylicza się te same obowiązki, warunki i procedury prowadzenia działalności kredytowej przez banki i pośredników kredytowych, co jest niezgodne z istotą prowadzenia biznesu przez te odmienne rodzaje instytucji. Działalność kredytowa banków uregulowana została wieloma innymi  krajowymi i europejskimi przepisami i opiera się na innych podstawach biznesowych niż działalność pośredników, którzy nie ponoszą takiego ryzyka tej działalności jak  banki. Zarówno polskie, jak i europejskie środowisko bankowe uznaje zawartość merytoryczną projektu za niewystarczającą.

*

Aktualnie dyskutowane są trzy projekty dyrektywy. Różnią się one wielkością docelowego skapitalizowania funduszu gwarancyjnego na poziomie krajów (rozbieżność od 0,5 do 1,5 proc.
sumy gwarantowanych depozytów) oraz okresu wypłaty gwarancji w wypadku realizacji gwarancji (pomiędzy pięcioma a 20 dniami roboczymi). Głównym tematem będzie dążenie do znalezienia wspólnego rozwiązania także w zakresie finansów, a więc akceptacja możliwie niskiego poziomu docelowego funduszu oraz utrzymanie 20 dni na wypłatę depozytów gwarantowanych. Wydaje się, że słusznym rozwiązaniem jest docelowy fundusz na poziomie 1 proc. gwarantowanych depozytów i 20-dniowy okres wypłat z gwarancji. To pierwsze w wielu krajach jest jeszcze odległe (w Polsce 1,1 proc.), to drugie już funkcjonuje.
Nie można oczekiwać, że miarą sukcesu polskiej prezydencji będzie doprowadzenie wszystkich wymienionych wyżej procesów regulacyjnych (a są to tylko te najważniejsze) do finalnego uchwalenia. Jest to niemożliwe zarówno ze względu na czas, jak i specyfikę procesów legislacyjnych w demokratycznych krajach. Na pewno kilka z nich zostanie sfinalizowanych, a wiele będzie bardzo zaawansowanych. Inną intencją prezentacji zakresu tych działań, już w oderwaniu od polskiego przewodnictwa w UE, było pokazanie zakresu reformowania sektora bankowego i jego otoczenia jako lekcja wyciągnięta z głębokiego kryzysu ostatnich lat. I w tym zakresie  śmiało można mówić  o rewolucji regulacyjnej w europejskim sektorze bankowym.
Autor jest wiceprezesem Związku Banków Polskich
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA