Biznes

Moda na fuzje i przejęcia na polskim rynku kosmetycznym

Rzeczpospolita
Rodzime spółki kosmetyczne przejmą w tym roku kilkanaście marek. Dzięki dobrej koniunkturze na rynku urody, który rośnie o ok. 6 – 8 proc. rocznie, mają więcej pieniędzy na inwestycje w rozwój i zakupy
Mimo silnej zagranicznej konkurencji: L’Oreala, Beiersdorfa (Nivea) czy Avonu, krajowe firmy mają znaczący udział w rynku. Wprawdzie liderem najważniejszego segmentu branży – kosmetyków do pielęgnacji twarzy – jest francuski L’Oreal, ale łączny udział czterech największych krajowych producentów (Eris, Ziai, Oceanic i grupy Kolastyna) sięga jednej trzeciej.
– Razem możemy stworzyć poważnego gracza na dużą skalę, szybciej iść do przodu i skuteczniej konkurować z zagranicznymi koncernami – podkreśla Andrzej Grzegorzewski, prezes i współwłaściciel Kolastyny. Jego firma jest liderem przejęć na polskim rynku. Kolastyna na początku października za dawne kosmetyczne hity spod parasola Polleny – z Maklerem i Warsem na czele – zapłaciła brytyjskiej spółce Cussons ponad 27 mln zł. Wcześniej w lipcu kupiła za ponad 4 mln zł łódzki Unicolor wraz z Tanitą, popularną marką produktów do depilacji, i Palomą firmującą kosmetyki do makijażu. Nowe nabytki powiększą markowy portfel Kolastyny, gdzie od czterech lat jest już Miraculum z Panią Walewską i Brutalem. Ale to nie koniec planów Kolastyny. Grzegorzewski przed kilkoma dniami poinformował, że prowadzi rozmowy z czterema krajowymi firmami. Ich nazw nie chciał ujawnić, zapowiedział tylko, że do przejęcia albo fuzji powinno dojść w przyszłym roku.
Rywale Kolastyny też nie próżnują. Popularna w latach 80. Currara i kilka innych marek perfumeryjnych trafi wkrótce do portfela jednego z największych w Polsce producentów kosmetyków pielęgnacyjnych, firmy Eris. Spółka jeszcze w tym miesiącu ma podpisać umowę przejęcia Comindeksu, właściciela Currary. – Comindex to firma na niewielką skalę, ale jej kosmetyki zapachowe i aerozole będą uzupełniać naszą ofertę – mówi Henryk Orfinger, współwłaściciel Eris. Nie chce mówić, ile będzie kosztowało przejęcie. Do inwestycji w rozwój i w zakupy innych zachęca polskich producentów koniunktura na rynku kosmetycznym. Według różnych ocen jego wartość zwiększyła się w ubiegłym roku o 6 – 8 procent do ok. 8,3 – 9 mld zł. – Ostatnie dwa lata były w branży bardzo dobre. Wiele firm osiągnęło dwucyfrowy wzrost sprzedaży – ocenia Henryk Orfinger z Eris, która zakończyła ubiegły rok z 25-proc. wzrostem przychodów. Znacznym, 17-proc. wzrostem sprzedaży może pochwalić się też Bielenda, która w ubiegłym roku kupiła krakowską Florinę z jej popularnymi seriami kosmetyków pielęgnacyjnych Bouquet Nature. - Przejęcie Floriny wzbogaciło naszą ofertę, a połączenie obu firm zwiększyło udziały rynkowe – wyjaśnia zarząd Bielendy i nie wyklucza kolejnych przejęć. Dotychczas krajowi producenci kupowali firmy i marki niezaliczające się do branżowej czołówki. Nie tylko ze względu na wysokie koszty ewentualnego przejęcia najlepszych. Również dlatego, że czołówka polskich producentów to rodzinne firmy, których właściciele nie szukają inwestorów. – Przecież można się połączyć, można realizować coś wspólnie na większą skalę, mając dużo większą siłę – zauważa Grzegorzewski, który kieruje firmą założoną przez matkę. Na osiągnięcie znacząco większej skali pozwoliłaby np. fuzja Kolastyny z Ziają. Firma założona i kierowana przez Zenona Ziaję od lat jest liderem pod względem ilości sprzedanych kosmetyków do pielęgnacji twarzy, a ubiegły rok zakończyła z ok. 120 mln zł przychodów. Zenon Ziaja powiedział „Rz”, że wiosną tego roku rozmawiał z szefem Kolastyny o ewentualnej fuzji obu firm. – To pomysł, którego nie można odrzucać w biznesie. Pewnie kiedyś tak się stanie, choć wymaga to jeszcze dalekosiężnych analiz – zauważa szef Ziai. Zdaniem Andrzeja Grzegorzewskiego dziś nikt z branży nie wyklucza, że można się połączyć, tylko niektórzy sądzą, iż nie jest to jeszcze dobry moment. Do inwestycji w rozwój własnych marek jak i w zakupy innych skłania krajowych producentów nie tylko dobra koniunktura ale i ofensywa międzynarodowych koncernów. – Dla mnie jednak jest to idealny czas na tego typu działanie. Uważam, że błędem jest zwlekanie z rozpoczęciem współpracy – podkreśla szef Kolastyny.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL