fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ryszard Bugaj: Jan Tomasz Gross i stereotypy

Fotorzepa, j. cieślikowska j. cieślikowska
Jan Tomasz Gross postrzega polski antysemityzm nie jako zjawisko historycznie uwarunkowane, ale fenomen ponadczasowy – twierdzi publicysta
Wstęp do najnowszej książki Jana Tomasza Grossa (i jego żony) Jan Grabowski kończy konkluzją: "Złote żniwa" to książka straszna, niemniej aż do bólu prawdziwa i potrzebna". Straszna na pewno, czy jednak prawdziwa i potrzebna?
Książka Grossa, podobnie jak poprzednie, wywołuje silne emocje. Prezentowany w niej obraz stosunku Polaków do Żydów jest przerażający. Wielu – także historyków – uważa, że Gross dokonał nadużycia, że – przedstawiając jednostronnie wyselekcjonowane zdarzenia – w istocie rzeczy fałszuje obraz tych relacji. Wydaje się, że ci historycy mają sporo racji, ale ich przekonanie, że źródłem zniekształcenia jest nieznajomość faktów lub ich świadomie tendencyjne interpretowanie, wydaje mi się oceną, która nie dotyka istoty sprawy.
To oczywiście nie oznacza kwestionowania celowości empirycznych badań, ale nawet, gdy przez lata prowadzone one będą z wielką intensywnością, pozostanie szeroka przestrzeń do ocen uznaniowych. Także wtedy "prawda" nie będzie prostą konsekwencją ustalonych faktów.

Selekcja faktów

Nie wydaje się, by Gross swój obraz zbudował na prostej negacji faktów. Nie wydaje się też, by nie miał prawa do syntezy, dlatego że sam badań stricte historycznych nie prowadzi. Problem tkwi, jak sądzę, w kluczu interpretacyjnym, który Gross – pisząc wszystkie swoje książki – przyjmuje. Perspektywa widzenia stosunków polsko-żydowskich jest u Grossa zdeterminowana przez generalne przekonanie, że silny antysemityzm Polaków – w znacznej mierze będący konsekwencją zanurzenia w tradycji chrześcijańskiej – jest składnikiem ich trwałej tożsamości.
Z faktu, że wielu Polaków w okresie międzywojennym było zwolennikami np. getta ławkowego, nie można wnioskować,  że z satysfakcją przyjęli Holokaust
Po drugiej stronie można zresztą spotkać wielu, którzy – często bez złej woli – żywią jednostronne przekonania o "konstytutywnych" cechach Żydów. Na przykład, że dzięki silnym więziom etnicznym skutecznie kontrolują finansowe sektory w gospodarce. Również oni na rzecz swoich ocen są gotowi dostarczać "dowodów", tj. odwoływać się do zdarzeń, które uogólniają.
Stereotypowe przekonanie, które de facto przyjmuje Gross, jest podzielane przez znaczną część opinii publicznej. Nieprzypadkowo książka Grossa jest dobrze przyjmowana w środowiskach liberalnych, oceniających Polskę jako kraj anachroniczny i z nadzieją oczekujących na przyspieszoną westernizację dzięki członkostwu w Unii.
Lektura książki – która jest świetnie napisana – wyraźnie sugeruje (choć niekoniecznie w postaci werbalnej) trzy generalne oceny. Po pierwsze, że odpowiedzialność za zbrodnie na Żydach przypisać można po prostu Polakom. Nie jakiejś ich części lub grupie, ale po prostu Polakom.
Po drugie, że te zbrodnie – w wielkim stopniu – stanowią bezpośrednie następstwo rozpowszechnionego przed wojną antysemityzmu. Zatem wojna to okoliczność, która nie jest główną przyczyną zbrodni. Warunki wojenne przesądziły jednak, że polski antysemityzm przejawił się w postaci zbrodni.
Po trzecie wreszcie, że polski antysemityzm jest nieomal genetyczny, a historyczne uwarunkowania mają w najlepszym razie drugorzędne znaczenie.
Każdą z tych sugestii można podeprzeć jakimiś znanymi zdarzeniami historycznymi i autor to czyni. Ale też nie ma podstaw do twierdzenia, że obraz, jaki rysuje Gross, jest udokumentowany w sposób dostateczny. Autor nie tyle buduje syntetyczną ocenę na podstawie zgromadzonych faktów, ile selekcjonuje fakty ilustrujące swoje przekonanie.

Globalizacja odpowiedzialności

Bezzasadne jest z pewnością twierdzenie (skądinąd szeroko rozpowszechnione), że odpowiedzialnością za historyczne zdarzenia nigdy nie można obciążyć całej wspólnoty narodowej. W wyjątkowych przypadkach wydaje się to dopuszczalne. Tak np. jest wtedy, gdy duża większość narodowej społeczności dobrowolnie udziela poparcia zbrodniczym działaniom swoich przywódców. Można więc powiedzieć, że Niemcy odpowiadają za hitleryzm (co nie znaczy, że odpowiedzialność ta może być rozciągnięta na kolejne pokolenia). Czy można jednak powiedzieć, że naród polski – jako zbiorowość – ponosi odpowiedzialność za mające nieraz w Polsce (bywało, że drastyczne) miejsce przejawy antysemityzmu? Nie sądzę.
W Polsce zawsze były znaczne grupy, które sprzeciwiały się antysemityzmowi, a antysemickie zachowania zawsze były udziałem mniejszości, choć wielu (pewnie większość) im się nie przeciwstawiało. Gross nigdzie nie pisze wprawdzie, że wszyscy (lub prawie wszyscy) Polacy są antysemitami, ale kilkakrotnie podkreśla, że antysemityzm nie był udziałem grup marginesowych, ale był praktykowany przez normalnych (typowych?) Polaków.
Tej globalizacji odpowiedzialności sprzyja oczywiście pominięcie w opisie i analizie – jako nienależących do tematu książki – zachowań, które były przejawami solidarności Polaków z Żydami. Gross podkreśla też, że podczas okupacji odpowiedzialność za ukrywanie Żydów nie była tak surowa, jak wskazują na to inni historycy, a jednocześnie eksponuje interesowność (często zbrodniczą) tych, którzy Żydów ukrywali.

Pozory powszechności

Bardzo szeroko definiuje też kategorię czynów traktowanych jako przejawy prześladowania Żydów przez Polaków. Do tej kategorii zalicza wszystkich, którzy "tanio" kupowali żydowskie mienie. Tu zresztą idzie przetartym szlakiem... antysemickich ocen. Wszak w okresie kryzysu agrarnego w Polsce, gdy rozwierały się nożyce cen, a chłop relatywnie coraz taniej sprzedawał "u Żyda" i relatywnie coraz drożej u niego kupował, nie brakowało takich, którzy mniejszość żydowską czynili odpowiedzialną za chłopską nędzę.
Gross wszystkie – poważne przecież – wątpliwości dotyczące powszechności polskiego antysemityzmu pomija. Dlaczego? Chyba z tego samego powodu, z którego polscy nacjonaliści a priori odrzucają opinię o rozpowszechnionym w Polsce antysemityzmie, uważając je za "obraźliwe". Choć prawda wcale nie zawsze "leży pośrodku", to tak jest w tym przypadku.
W okresie międzywojennym (a pewnie i po wojnie) antysemityzm był rozpowszechniony. Ale niedopuszczalna jest generalizacja w postaci – Polak równa się antysemita.
Gross bardzo łatwo przyjmuje też, że – stosunkowo szeroko rozpowszechnione w okresie przedwojennym – przekonania o uprzywilejowanej pozycji ludności żydowskiej są w okresie wojny źródłem totalnej obojętności, a nawet pochwały dla prześladowań Żydów. Ba, zgoła zbrodniczych w wielu przypadkach zachowań.
Z pewnością były takie przypadki, ale nie widać żadnego dobrego powodu, by uznać je za powszechne. Z faktu, że wielu Polaków (choć przecież daleko nie wszyscy) w okresie międzywojennym było zwolennikami np. getta ławkowego, nie można dedukować, że z satysfakcją przyjęli Holokaust. Gross, sugerując taką tezę, stosuje w skrajnej formie metodę "gęstego opisu", która w istocie polega na tym, że zdarzeniu jednostkowemu przypisuje się cechę powszechności.

Bez okoliczności łagodzących

I w końcu – kwestia być może najważniejsza – Jan Tomasz Gross postrzega polski antysemityzm nie jako zjawisko historycznie uwarunkowane, ale fenomen ponadczasowy. W tej książce (podobnie jest w poprzednich) nie widzę próby analizy historycznych uwarunkowań polskiego antysemityzmu.
Do jego oceny Gross stosuje uniwersalną i współczesną miarę i nie dostrzega "okoliczności łagodzących". Nie dostrzega, że były szczególne i złożone (ale w znacznej mierze przejściowe) przyczyny, którymi żywił się polski antysemityzm. Było cywilizacyjne (szczególnie edukacyjne) zapóźnienie Polski. Był konflikt wyrastający z nędzy i kryzysu gospodarczego. Była obcość kulturowa. No i elity żydowskie w polskim państwie zajmowały w wielu miejscach przestrzeni społeczno-ekonomicznej ("wielki kapitał", prestiżowe zawody, media) miejsce postrzegane jako uprzywilejowane.
Nawet jeżeli przyjmiemy (co jest założeniem wysoce rygorystycznym), że całkowicie bezzasadne były (są) oceny sugerujące istnienie ułatwień w procesie zajmowania tych pozycji, to przecież trzeba przyjąć, że stan ten rodził frustrację.

Niesprawiedliwa jednostronność

Można powiedzieć: ta książka jest o pewnym tylko aspekcie zachowań Polaków wobec Żydów, a nie o całokształcie stosunków polsko-żydowskich. Ale książka Grossa to nie studium monograficzne adresowane do kolegów badaczy. To globalny i bardzo czarny obraz polskiego antysemityzmu. Czy więc można uznać prawo autora do swobodnej selekcji kwestii z obszaru stosunków polsko-żydowskich, a nade wszystko do abstrahowania od historycznych uwarunkowań? Pytanie wydaje się retoryczne.
Jest też problem uwikłania sporu o polski antysemityzm w bieżące konflikty polityczne. Historycznie rzecz biorąc, polski antysemityzm wiązał się z narodową prawicą (także z Kościołem). I choć potem to się zmieniło, to środowiska liberalno-lewicowe eksponują te historycznie uwikłania. To pewnie dlatego w narracji "Gazety Wyborczej" niejaki Piotr Farfał to "były neonazista", a Wojciech Jaruzelski to "człowiek honoru". Ten pierwszy (ani mi on brat, ani swat) jako gówniarz pisywał kretyńskie teksty w jakimś powielaczowym pisemku. Ten drugi jest odpowiedzialny za antysemicką czystkę w wojsku.
Książka Grossa przez swą jednostronność jest niesprawiedliwa. Trzeba się obawiać, że niewielu przyjmie ją jako jeden z głosów w debacie nad relacjami polsko-żydowskimi. Polscy nacjonaliści (niekoniecznie antysemici) po prostu wpiszą ją na listę krzywd doznanych od Żydów. Wielu "Europejczyków" utwierdzi się w przekonaniu, że w Polsce zawsze groźny jest nacjonalizm, że trzeba Polskę jak najszybciej "rozpuścić" w Europie i baczyć, by ludzie światli (najlepiej "reformatorzy") nie utracili nad nią kontroli.

Umocnienie czarnego stereotypu

Bardzo nieprzyjemny będzie odbiór książki za granicą: w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Francji. Nie sądzę, by tam ktoś tę książkę czytał "z niuansami". Ona przede wszystkim umocni czarny stereotyp Polski i ułatwi zrelatywizowanie odpowiedzialności tych krajów za Holokaust. Stany Zjednoczone nie wpuszczały przed wojną (poza wybitnymi jednostkami) do swojego kraju Żydów prześladowanych w hitlerowskich Niemczech. Francuskie państwo Petaina (cieszące się długo poparciem większości Francuzów) posyłało "swoich" Żydów do gazu. O Niemczech wspominać nie warto.
Ale przecież, skoro Polacy – a taki obraz wyłania się z książki Grossa – tak chętnie i powszechnie uczestniczyli w eksterminacji Żydów, to względna odpowiedzialność tamtych państw i narodów staje się jakby mniejsza. Dzięki Grossowi Polska wyrasta na lidera antysemityzmu.
Nie mam wątpliwości, że ogromna większość faktów, jakie podaje Gross, jest prawdziwa i przerażająca. Ale to nie znaczy, że przesłanie tymi faktami poparte jest prawdziwe. Mimo to nie sądzę, by ktokolwiek miał prawo zakazać wydania tej książki. Wolność słowa to wartość bardzo wielka i powinna być chroniona także wtedy, gdy trzeba za to zapłacić jakąś cenę. Ale trzeba też pamiętać, że wydawnictwo Znak niekoniecznie jest zdecydowane stanąć po stronie wolności słowa w sposób konsekwentny. Wydaje Grossa, ale odrzuca książkę Romana Graczyka. Tym samym rekomenduje Grossa i dezawuuje Graczyka. Moim zdaniem politykuje, a nie chroni pryncypialne wartości.

Polska na ławce hańby

Najważniejszy powód, dla którego zdecydowałem się (podobnie jak przy publikacji poprzednich książek Grossa) zareagować na "Złote żniwa", jest w istocie osobisty. Wywodzę się ze środowiska, w którym postawy antysemickie były dość rozpowszechnione. Takich ludzi jak ja jest w Polsce całkiem dużo. Ale myślę, że Polska bardzo się zmieniła. 40 lat temu podczas "wydarzeń marcowych" prawie wszyscy studenci czynnie odrzucili antysemityzm z takim impetem (chyba jedyny raz w polskiej historii) lansowany przez autorytarne państwo komunistyczne. Studenci zachowali się solidarnie wobec kolegów żydowskiego pochodzenia, choć dla wielu oznaczało to narażenie się potężnej wtedy władzy. Ten państwowy antysemityzm (poza mętami z PZPR) nie uzyskał też silniejszego odzewu w całym społeczeństwie, choć przecież traciło wtedy władzę sporo tych, którzy jak najgorzej zapisali się w społecznej pamięci. Rzecz w tym, że tracili władzę nie za to, co zrobili, ale dlatego, że byli Żydami.
Nie wiem, czy w okresie międzywojennym polski antysemityzm był silniejszy niż np. we Francji. Ale mam głębokie przekonanie, że nie jest tak teraz. Coś ważnego się w Polsce korzystnie zmieniło. "Marzec" był ważną cezurą, a od dwóch dekad korzystnym zmianom sprzyja demokracja. Żadna partia nie zrobiła interesu na antysemityzmie, a żydowskie pochodzenie nie jest przeszkodą ani do uzyskania wielkiego prestiżu, ani nawet szerokiego poparcia wyborców. Ciągłe sadzanie Polski i Polaków na "ławce hańby" nie jest ani sprawiedliwe, ani mądre.
Autor jest publicystą, ekonomistą i politykiem. W latach 1980 – 1981 ekspert NSZZ "Solidarność", po 1989 roku twórca i lider Unii Pracy
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA