fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Zmiany w OFE nie wystarczą

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
- Czy inne spojrzenie Brukseli na fundusze emerytalne coś zmieni w podejściu do reform fiskalnych? – pyta członka Rady Polityki Pieniężnej Łukasz Wilkowicz
[b]Rz: Jakie znaczenie dla polityki gospodarczej będzie miało porozumienie naszego rządu z Komisją Europejską dotyczące uwzględniania kosztów reformy emerytalnej przy ocenie stanu naszych finansów publicznych?[/b]
Powstrzymam się przed komentowaniem do czasu, kiedy zostaną uzgodnione szczegóły tego porozumienia i zaakceptują je rządy państw członkowskich UE. Dzisiaj mogę wyłącznie wyrazić nadzieję, że to bardziej liberalne spojrzenie na dług publiczny w Polsce nie zmniejszy chęci rządu do przeprowadzenia zmian, które przyhamują tempo wzrostu wydatków publicznych w Polsce, a dzięki temu zaczną zmniejszać gigantyczną lukę między wydatkami publicznymi a dochodami sektora finansów publicznych.
[b]Czy myśli pan, że takie porozumienie mogłoby przyśpieszyć wejście Polski do strefy euro?[/b]
Zapewne łatwiej będzie spełnić kryteria fiskalne z Maastricht, jeśli przynajmniej część transferów do OFE nie będzie traktowana przez partnerów unijnych jako wydatek, co w konsekwencji zmniejszy zarówno deficyt, jak i dług publiczny. Ale i bez tego sądzę, że osiągalne byłoby spełnienie kryteriów fiskalnych. A w każdym razie powinniśmy wprowadzać euro, będąc do tego dobrze przygotowanym. To znaczy, mając rzeczywistą równowagę w finansach publicznych, a nie tylko „mieszcząc się” w kryteriach z Maastricht. Musimy na stałe mieć równowagę w finansach publicznych, a do tego konieczne jest spełnienie kryteriów z Maastricht z odpowiednim marginesem.
[b]Niedawno prezes banku centralnego Marek Belka czy przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego mówili o konieczności ograniczenia kredytów walutowych. Czy pan też jest za takim ograniczeniem?[/b]
Uważam, że ograniczenie dostępności kredytów walutowych zmniejszyłoby koszty ewentualnego zbyt późnego zaostrzenia polityki pieniężnej. A w związku z tym jest to rozwiązanie pożądane.
[b]Inaczej mówiąc: z tym ograniczeniem moglibyśmy mieć niższe stopy procentowe?[/b]
Na temat stóp w przyszłości nie będę się wypowiadał. Mogę powiedzieć tylko tyle, że jak długo będzie łatwy dostęp do kredytów walutowych, tak długo istnieje ryzyko, że jeśli bank centralny zbyt późno zaostrzy politykę pieniężną, to znajdzie się w swego rodzaju pułapce – z eksplodującym kredytem w walutach obcych i deficytem obrotów bieżących oraz rozrastającym się sektorem wytwarzającym dobra niepodlegające międzynarodowej wymianie.
[b]Czyli?[/b]
Przy rozpędzonej gospodarce brak podwyżek stóp, mający na celu stabilizowanie nominalnego kursu walutowego, doprowadziłby do sekwencji zdarzeń, którą w ekstremalnym wydaniu można było obserwować w krajach nadbałtyckich przed kryzysem. Z kolei spóźnione podwyżki stóp, choć lepsze niż ich brak, też nie przyniosłyby dobrych efektów w takiej sytuacji. W momencie, w którym popyt na rynku dóbr byłby już tak silny, że utrzymywałby się silny i trwały popyt na kredyt, podwyżki stóp przyczyniałyby się w pierwszej kolejności do substytucji kredytu złotowego kredytem w walutach obcych.
[b]Pojawiłby się problem umocnienia złotego.[/b]
Aprecjacja złotego, która takiej substytucji zapewne by towarzyszyła, byłaby przy tym dodatkowym bodźcem, żeby brać kredyty w walutach obcych. Jednocześnie spadałaby wartość w złotych zobowiązań w walutach obcych, co z kolei mogłoby skłaniać gospodarstwa domowe do dodatkowego zwiększania wydatków. Zarówno aprecjacja, jak i dodatkowe wydatki przyczyniałyby się do pogłębienia deficytu obrotów bieżących. Gospodarce udałoby się uniknąć recesji tylko jeżeli aprecjacja kursu byłaby na tyle gwałtowna i głęboka, że doprowadziłaby do spowolnienia wzrostu gospodarczego, po pierwsze, zanim zobowiązania gospodarstw domowych osiągną poziom, który przy deprecjacji kursu towarzyszącej takiemu spowolnieniu oznaczałby powstanie olbrzymiej luki w ich bilansach pomiędzy aktywami a pasywami, oraz, po drugie, zanim deficyt obrotów bieżących osiągnie wielkość, przy której zagranica nagle przestałaby chcieć go finansować.
[b]A pan ma kredyt walutowy?[/b]
Mam kredyt walutowy zaciągnięty, zanim zostałem członkiem rady.
[b]Czy jest możliwe, że ograniczenia kredytów walutowych dokonałaby RPP albo bank centralny?[/b]
Nad takimi rozwiązaniami pracuje KNF. Mam nadzieję i głęboko wierzę, że nie pozostanie ono w sferze planów.
[b]Czy pan też myśli, że złoty ma potencjał aprecjacyjny?[/b]
Bardzo podoba mi się ocena prób prognozowania kursu, którą we wrześniu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” przedstawił pan profesor Belka. Stwierdził wtedy, że jest „to bohaterstwo graniczące z nieodpowiedzialnością”.
[b]W listopadzie prezes Belka mówił już o 10-proc. potencjale do aprecjacji.[/b]
Czasami cytuję innych członków rady, ale nigdy nie komentuję ich słów. Podobnie podchodzę do wypowiedzi przewodniczącego rady.
[b]Czy widzi pan jakieś inne czynniki ryzyka, które mogą wpływać na wzrost inflacji w perspektywie roku i dłużej?[/b]
Widzę trzy główne źródła ryzyka pojawienia się presji inflacyjnej w horyzoncie najsilniejszego oddziaływania zmian w polityce pieniężnej na gospodarkę. Po pierwsze, jeśli ożywienie w polskiej gospodarce będzie postępowało tak jak dotychczas, to przedsiębiorstwa mogą zacząć słabiej niż dotychczas kontrolować koszty. Nie sądzę, aby silniejsza niż w przeszłości dyscyplina finansowa w przedsiębiorstwach była trwałą zmianą. Wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że przedsiębiorstwa ściśle pilnowały kosztów ze względu na dużą niepewność w sytuacji globalnego kryzysu finansowego.
[b]Obawia się pan nadmiernego wzrostu płac?[/b]
Ostatnio miesięczne zwyżki zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw były zbliżone do tych, jakie obserwowano w szczycie boomu – w 2007 r. W rezultacie, w sektorze przedsiębiorstw poziom zatrudnienia jest już bliski temu ze szczytu boomu, a jeśli spojrzymy na dane z badania aktywności ekonomicznej ludności, to liczba pracujących jest już większa niż przed spowolnieniem. Ze względu na bardzo dobre wyniki przedsiębiorstwa mogą sobie pozwolić na pewne rozluźnienie kontroli kosztów; jednocześnie wkrótce może się pojawić presja na takie poluzowanie.
[b]Efekty drugiej rundy?[/b]
W sektorze prywatnym związki zawodowe są słabe, więc trudno oczekiwać klasycznych efektów drugiej rundy – żądania zrekompensowania przez przedsiębiorców pracownikom utraty realnych dochodów spowodowanych przez wzrost inflacji. Ale rosnące zatrudnienie będzie powodowało, że przedsiębiorcom coraz trudniej będzie znaleźć wykwalifikowanych pracowników, a pracownikom coraz łatwiej będzie znaleźć nowego pracodawcę oferującego konkurencyjne wynagrodzenie.
[b]Jakie są, w pana ocenie, inne źródła ryzyka dla inflacji?[/b]
Drugi czynnik to szybki wzrost kredytu. W firmach mamy ciągle spadek kredytu w ujęciu rocznym, ale są już miesięczne przyrosty – po czyszczeniu z wpływu wahań kursowych. Ale to nie kredyt dla przedsiębiorstw mnie niepokoi – powodem do niepokoju są kredyty mieszkaniowe. Tu miesięczne przyrosty są mniejsze wyłącznie od wyników z lat 2007 – 2008, a więc z okresu boomu. A przecież teraz mamy wczesną fazę ożywienia w gospodarce.
[b]O kredytach już mówiliśmy...[/b]
Trzeci element ryzyka to niższa dynamika potencjalnego PKB niż przed kryzysem przy mniejszym niż w normalnych warunkach spadku naturalnej stopy procentowej. W kierunku wzrostu naturalnej stopy procentowej, obniżanej przez niższe tempo wzrostu gospodarki, działa z jednej strony spadek uznawanego za bezpieczny deficytu obrotów bieżących, a z drugiej strony – wzrost deficytu strukturalnego w finansach publicznych.
[b]Nadpłynność sektora bankowego przekracza 80 mld zł. W założeniach polityki pieniężnej RPP napisała, że w przyszłym roku wzrośnie do średnio ponad 100 mld zł. [/b]
Wzrośnie, bo mamy naturalny czynnik, który ją zasila.
[b]Napływ pieniędzy z Unii Europejskiej. Czy pożądane byłyby jakieś działania ze strony NBP, by tę strukturalną nadpłynność trwale zneutralizować? Dawniej stosowano specjalne długoterminowe obligacje.[/b]
Skala nadpłynności jest już tak duża, że trzeba się zastanowić, jak podejść do tego problemu. W NBP są prowadzone prace analityczne nad różnymi rozwiązaniami.
[ramka]
[b]CV[/b]
Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Na tej samej uczelni w 2005 roku uzyskał stopień doktora nauk ekonomicznych. Jest współpracownikiem prof. Leszka Balcerowicza. Był członkiem rad nadzorczych państwowych spółek (m.in. Totalizatora Sportowego). [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA