fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Piotr Semka: Heine –Tak! Erenburg –Nie?

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Niemiecki Piątek Piotra Semki
Żaden turysta który płynie stateczkiem wycieczkowym po bawarskim odcinku Dunaju - tuż za Ratyzboną - nie jest w stanie przeoczyć tego efektownego pomnika niemieckiej sławy. Choć zbudowano go w stylu greckiego Partenonu antycznych świątyń, gmachowi na naddunajskim wzgórzu nadano czysto teutońską nazwę - Walhalla. Na wzór krainy wieczności dla poległych wojowników z germańskich sag, „hala sławy” miała uwiecznić nazwiska i pamięć o wielkich Niemcach. Wybudował ją król bawarski Ludwik I miedzy 1830 a 1842 rokiem. Był to ukłon wobec fali niemieckiego patriotyzmu po wygranej z Napoleonem.
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/semka/2010/07/29/heine-%E2%80%93tak-erenburg-%E2%80%93nie/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Dziś monument jest własnością landu Bawaria i w hali głównej świątyni oglądać można było do ostatniej środy 129 biustów niemieckich wodzów, cesarzy, humanistów, wynalazców, kompozytorów i poetów. Polskich turystów, jacy trafiają do naddunajskiej „Walhalii”, nieodmiennie irytuje występujący w roli wzorowego Niemca Mikołaj Kopernik. Co ciekawe, w czasach III Rzeszy do grona germańskich bohaterów dodano tylko jednego herosa, austriackiego kompozytora z Linzu - Arnolda Brueckenera, za którym przepadał Adolf Hitler, także związany z Linzem. Powojenne nowe popiersia to głównie „bezpieczni” politycznie kompozytorzy i wynalazcy. Ważną cezurą był rok 1990, gdy dodano popiersie urodzonego w nieodległym Ulm Alberta Einsteina- pierwszego Niemca żydowskiego w Walhalli. Potem doszedł jeszcze m. in. kanclerz Konarad Adenauer, kompozytor Johannes Brahms, matematyk Carl Friedrich Gauss, zamordowana w Oświęcimiu siostra Edyta Stein (kolejna osoba pochodzenia żydowskiego) i wreszcie w 2003 roku Sofie Scholl - bojowniczka ruchu oporu przeciw III Rzeszy.
I oto w środę, 28 lipca, do kolekcji popiersi wielkich Niemców dodano nowy, już 130 biust. Walhalla oddała swój hołd poecie Heinrichowi Heinemu. Długa i zawikłana jest historia fascynacji i odrzucenia, jakie Niemcy żywiły wobec najsłynniejszego niemieckiego poety żydowskiego pochodzenia.
Gdy Heine umierał w 1856 roku, mało kto zapewne uznawał, że należy mu się miejsce w Walhalli. Ówczesnym królom Bawarii Heine jawił się zapewne jako rewolucyjny mąciwoda i wolnomyśliciel. Potem w wilhelmińskich Niemczech bardziej zaczęły razić jego żydowskie korzenie. Nazizm chciał wymazać Heinego z kart niemieckiej historii. Jego arcyniemiecki poemat „Loreley” uznano za anonimowa pieśń ludową, a jego książki płonęły na stosach w centrach niemieckich miast. A jednak, choć od 1945 Heine powrócił do panteonu niemieckiej literatury, dopiero dziesięć lat temu rzucono hasło wmurowania do ścian świątyni popiersia autora „Baśni zimowej”. Uroczyste wprowadzenie Heinego do Walhalli to symboliczne zadośćuczynienie za lata kontrowersji wobec syna żydowskiego kupca z Dusseldorfu. Choć on sam najtrafniej wyśmiałby zapewne pompę w naddunajskiej kopii Partenonu.
A co napisałby dziś Heine o sporze na drugim krańcu Niemiec - w Rostocku? W nadbałtyckim mieście wybuchł spór o Ilję Erenburga - innego żydowskiego pisarza, tyle że zasiadającego na literackim parnasie głównie w stalinowskiej Rosji (1891-1967). Jego imię w czasach komunistycznej NRD nadano jednej z rostockich ulic. Pisarzy takich jak Erenburg stawiano za wzór niemieckim twórcom realizmu socjalistycznego. Po 1990 roku długo nikt nie zwracał uwagi na nazwę Ilja-Erenburg Strasse, aż całkiem niedawno działacze rostockiej Junge Union – młodzieżówki CDU – wystąpili z wnioskiem o zmianę nazwy ulicy argumentując, że przynosi ona "hańbę dla naszego hanzeatyckiego miasta". Wskazali na propagandowe teksty Erenburga z lat 1942 - 1945, w których zachęcał żołnierzy Armii Czerwonej do odwetu na Niemcach za zbrodnie na okupowanych terenach ZSRR. Istotnie Erenburg była najpopularniejszym realizatorem linii ówczesnej propagandy, która dawała do zrozumienia "bojcom”, że na terenie „priekliatoj Germanii” mogą pofolgować sobie, pomścić osobiste krzywdy i dokonać odwetu za zbrodnie III Rzeszy. Krytyczne oceny ówczesnej retoryki przeprowadzali już rosyjscy pisarze emigracyjni, tacy jak Lew Kopielew. Ale sami Niemcy dotąd wstrzymywali się z krytyką Erenburga, jako pisarza o pochodzeniu żydowskim, który reprezentował kraj objęty wojną na wyniszczenie - „Vernichtungskrieg”. Na dodatek kawiarnia "Ilja Erenburg Cafe" na berlińskiej Frankfurter Strasse została w latach 90. zaatakowana przez neonazistów, a ich odpowiednicy w Rostocku już w 2001 roku protestowali przeciw ulicy ku czci Erenburga w tym mieście. Mimo to młodych chadeków wsparł deputowany CDU Eckahrt Rehberg - były szef tej partii, w całym landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie. Przypomniał on drastyczne cytaty ze zbioru tekstów Erenburga - „Wojna”, jak np. „Niemcy to nie ludzie”. Politykowi CDU odpowiedzieli badacze literatury, którzy wskazali, że ówczesne teksty Erenburga trzeba czytać w kontekście zbrodni nazizmu z tamtych lat. Przypomniano, że Erenburg jako pierwszy opisywał ślady po zagładzie żydów, jakie po przejściu frontu odnajdywali Sowieci, choć czynił to nie wychodząc poza tonację sowieckiej propagandy. Inni bronili Erenburga, jako autora „Odwilży” - pierwszej sowieckiej powieści po śmierci Stalina, zapowiadającej zmiany. Sprawę komplikuje jeszcze pamięć o nazistowskiej propagandzie, jaka z lubością przedstawiała Erenburga w roli „Stalins Hausjude”, czyli nadwornego żyda zachęcającego swego zwierzchnika do okrucieństwa wobec Niemców. Do tej tradycji nawiązał w polemice z CSU Steffen Bockhahn, deputowany do Bundestagu z ramienia postkomunistów z Die Linke, który wezwał Rehberga aby przestał dawać się zwodzić "narodowosocjalistycznej propagandzie".
Ku konsternacji chadeków, do sporu włączyła się tamtejsza NPD, która zebrała i nagłośniła wszystkie drastyczne antyniemieckie cytaty z dzieł pisarza. Szybko stworzony sojusz antyfaszystowskich i lewicowych organizacji zapowiedział akcję na rzecz obrony ulicy Erenburga i zwołał sesję naukową ku jego czci. Rada osiedlowa Toitenwinkel - dzielnicy Rostocka, w której znajduje się ulica Erenburga - chce przed dyskusją nad ewentualna zmianą nazwy ulicy zaprosić historyków do wyrażenia swojej opinii. A miejscowa lewica już punktuje rostockie CDU, że gra w jednej grze z neonazistami.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA