fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Sukcesy w porażce i klęski zwycięzców

Rzeczpospolita
W PO powodów do zadowolenia nie mają Nowak i Palikot. W PiS zyskali Kluzik-Rostkowska i Poncyljusz
„Uciekliśmy grabarzowi spod łopaty” – tak posłowie PO komentują zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich. Za to PiS, mimo przegranej Jarosława Kaczyńskiego, ogarnął nastrój świętowania, bo partia po długim okresie stagnacji pociągnęła za sobą 8 mln wyborców.
Kampania przyniosła też personalne wzloty i upadki. Szef sztabu Bronisława Komorowskiego Sławomir Nowak podczas wieczoru wyborczego nie był w szampańskim nastroju, jaki przystoi szefowi zwycięskiej kampanii. Jeszcze na kwadrans przed ogłoszeniem wyników wyglądał tak, jakby spodziewał się najgorszego, czyli porażki.
Paradoksalnie to właśnie on jest największym przegranym tegorocznej kampanii. – W partii panuje przekonanie, że kampania była zła, mdła, pozbawiona pomysłów i że wszystko to jest winą Nowaka – opowiada jeden z polityków PO. – W tej sytuacji nie może on liczyć na awans w partii, a przymierzał się do stanowiska sekretarza generalnego.
Drugim przegranym jest Janusz Palikot, szef PO na Lubelszczyźnie, zaprzyjaźniony z Komorowskim. Politycy Platformy powszechnie uważają, że każde jego pojawienie się w tej kampanii przynosiło kandydatowi więcej szkody niż pożytku. Próba zakłócenia przez Palikota wiecu Jarosława Kaczyńskiego w Lublinie została przyjęta z niesmakiem. A za wypowiedź, że prezesa PiS należy wypatroszyć jak wilka, osobiście przepraszał Komorowski. Na dodatek wynik kandydata PO w Lubelskiem jest jednym z najgorszych w kraju. Gorszy wynik Komorowski miał tylko na Podkarpaciu, gdzie tradycyjne wygrywa Kaczyński.
Kto w PO może sobie zapisać na plus kampanię Komorowskiego oprócz niego samego?
Z całą pewnością Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu, która stała się twarzą tej kampanii. W ciągu dwóch miesięcy prezentowała się jako osoba kulturalna, stojąca murem za kandydatem, której nie sposób wyprowadzić z równowagi. Choć i pod jej adresem można usłyszeć w partii krytyczne uwagi, że np. nie nadaje się do ostrych zwarć.
Punkty w tej kampanii zbierał też europoseł PO Sławomir Nitras. Walczy on o wpływy polityczne ze Stanisławem Gawłowskim, który tej wiosny pokonał go i został szefem zachodniopomorskiej PO. Eurodeputowanemu groziła z tego powodu marginalizacja w partii, ale to jego młodzieżówka obsługiwała bronkobusy, czyli autobusy, które jeździły po Polsce i reklamowały Komorowskiego. Młodzieżówka zaangażowała się też w organizację warszawskiego koncertu charytatywnego. Teraz Nitras może liczyć na to, że mimo osobistej przegranej w Zachodniopomorskiem utrzyma się w szerokim kierownictwie partii.
W powszechnym mniemaniu człowiekiem, który uratował kampanię Komorowskiego, jest premier i szef PO Donald Tusk i to on może zapisać kolejny sukces na swoim koncie.
W PiS, mimo porażki kandydata, wszyscy uważają się za zwycięzców. I zapewne podczas tej kampanii partia dużo zyskała, skoro w kąt poszły animozje między dotychczasowymi nieformalnymi frakcjami: spin doktorów, czyli grupą Adama Bielana i Michała Kamińskiego, muzealników, czyli polityków zaangażowanych w tworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego, a nawet grupą skupioną wokół Zbigniewa Ziobry. Wszyscy zgodnie pracowali i chyba wzajemnie zmienili zdanie na swój temat. Jarosław Kaczyński, choć nie zyskał prezydentury, zminimalizował swój negatywny elektorat.
– Lider PiS z polityka bardzo nielubianego stał się politykiem lubianym, a głosowanie na niego przestało być czymś, czego należy się wstydzić – twierdzą politycy tej partii.
Bez wątpienia przez najbliższe półtora roku nikt nie będzie też kwestionował przywództwa Kaczyńskiego. Ale poza liderem dwoje polityków zbiło ogromny kapitał polityczny na kampanii. To Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyljusz.
Szefowa sztabu wyborczego Kaczyńskiego była nieustannie obecna obok kandydata i pewnie w podświadomości wyborców miała przykryć fakt, że po ewentualnym zwycięstwie u boku nieżonatego Kaczyńskiego nie będzie pierwszej damy. Ocieplała wizerunek lidera PiS, wszystkie ataki sztabu PO przyjmowała z niezmąconym spokojem, przez który nie mogli się przebić sztabowcy Komorowskiego. Jak bardzo się umocniła jej pozycja w partii, widać było, gdy podczas kampanii mówiono, że po ewentualnym zwycięstwie Kaczyńskiego mogłaby stanąć na czele PiS.
Poncyljusz po niedawnym ponownym wyborze Kaczyńskiego na szefa partii napisał na Twitterze: „szkoda PiS-u”. Spekulowano, że po tym może nawet odejść z ugrupowania. Tymczasem, ku zaskoczeniu wielu osób, został rzecznikiem kampanii i uratował swoją pozycję.
[wyimek]W Platformie uważają, że kampania Komorowskiego była zła, mdła, bez pomysłów i że jest to wina Nowaka[/wyimek]
Największym przegranym tegorocznej kampanii w PiS jest natomiast europoseł Zbigniew Ziobro. Co prawda w partii można usłyszeć, że aktywnie pracował na rzecz Jarosława Kaczyńskiego w terenie. Ale prawdą jest, że musiał usunąć się w cień, żeby nie przypominać wyborcom np. sprawy doktora G. czy Barbary Blidy.
A to oznacza, że jego dwuletnia działalność w Ministerstwie Sprawiedliwości za czasów rządów PiS przyniosła partii wizerunkową szkodę. Fakt, że Ziobro musiał zniknąć, żeby sztab mógł prowadzić kampanię według własnej koncepcji, to jego osobista klęska. I o ile kilka lat temu mówiono o nim jako nadziei PiS, o tyle obecnie trudno postrzegać go w takich kategoriach.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=e.olczyk@rp.pl]e.olczyk@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA